2016-11-29

Wieści listopadowe


Obiecywałam sobie, że mając w listopadzie do dyspozycji trochę więcej wolnego czasu, będę częściej zamieszczać wpisy na blogu, ale jakoś tak wyszło, że wolny czas został spożytkowany na inne aktywności... Mam różne plany i różne projekty, niektóre w trakcie realizacji, inne dopiero w fazie niemrawego wykluwania się. Blog prędzej czy później pewnie doczeka się przebudowy, ale to dopiero w Nowym Roku.

Za mną Falkon - bardzo udany w tym roku, zorganizowany zdecydowanie lepiej niż w poprzednich latach (to nie tylko moje zdanie). Na dniach postaram się zamieścić fotorelację. Wygłosiłam prelekcję o trądzie (ku mojej uldze tym razem nikt nie zemdlał), wzięłam udział w dwóch fajnych panelach dyskusyjnych i spędziłam masę czasu, słuchając prelekcji popularnonaukowych oraz "ogólnociekawostkowych". Generalnie moje pozytywne wrażenia z festiwalu w dużym stopniu pokrywają się z wrażeniami Achiki, której relację z Falkonu możecie przeczytać w Esensji.




Z wieści literackich: na Falkonie, zgodnie z planem, miała swoją premierę antologia Fabryki Słów "Na nocnej zmianie. Pióra Falkonu", w której znalazło się moje opowiadanie "Panicz z Ertel-Sega". Mam też informację dla tych, którzy ewentualnie próbowaliby zakupić przed świętami któryś z tomów "Teatru węży" - otóż chwilowo nie jest to możliwe, chyba że na Allegro. Wspominałam już, ale powtórzę - zarówno ebookowe, jak i papierowe wydanie "Teatru..." zostały przejściowo wycofane z dystrybucji, bo w 2017 r. nakładem Rebisu ukaże się wznowienie wszystkich trzech tomów w jednolitej szacie graficznej. (Właśnie jestem w trakcie wykonywania korekty autorskiej "Pośród cieni".)

Koty mają się dobrze. Ofelia albo śpi, albo wyleguje się w charakterze Precla Kanapowego, albo (z rzadka) przemyka po domu i warczy na Sammeta. Sammet, który mimo zimnej pogody nadal spędza średnio po pół nocy na dworze, jak co roku zamienił się w Kocura bez Dna (od znajomego zasłyszałam inne piękne określenie na łakomego kota: Kotoleon Nienażarte) i pochłania niewiarygodne ilości jedzenia, ale nic po nim nie widać, tylko sierść zamienił na zimową. Wczoraj po południu spożył resztkę saszetki, gotowane kurze mięsko z rosołkiem, zakąsił chrupkami, a potem wskoczył na kuchenny stół i tak długo go okupował, wołając "arr, arr!" (w wolnym tłumaczeniu: dawaj babo żreć!), że w końcu otworzyłam świeżą saszetkę z indykiem i dałam draniowi połowę. Zjadł do czysta!




2016-11-03

Falkon 2016 - rozkład jazdy


Jesień - a zwłaszcza późna jesień - generalnie nie jest najprzyjaźniejszą porą roku, ale ma jedną zaletę. Od roku 2000 w pierwszej połowie listopada - czasem trochę wcześniej, czasem później - w Lublinie nieprzerwanie odbywają się Falkony. Impreza, która na początku swojej historii była kameralnym konwentem odbywającym się w IV LO na Czwartku, na przestrzeni lat rozrosła się i przekształciła nie do poznania - dzisiaj jej rozmach i nieco jarmarczna atmosfera drażnią niektórych, wabią innych. Mam do Falkonu nieustający sentyment od lat studenckich, pamiętam jego pierwsze edycje, przechowuję w pamięci wachlarz kolorowych wspomnień związanych z tą imprezą i należę do tych osób, które NIE narzekają na Targi Lublin jako lokalizację. Owszem, jest głośno, momentami zgiełk ogłusza, tłumy się kłębią, a w namiotach prelekcyjnych można uświerknąć z zimna, ale... aura wielkiego festynu fantastycznego - iście karnawałowa, a nie listopadowa - ma swój urok. Przynajmniej dla mnie.

Panie i panowie, już niedługo, dosłownie tuż za progiem - siedemnasta edycja największej imprezy fantastycznej na wschód od Wisły:




 
Oto moje prelekcje oraz inne punkty programu, w których wezmę udział:



Piątek 13:00
Prelekcja Przyczajony gwóźdź, ukryte powrósło: czary i przesądy w hodowli zwierząt
(Sala konferencyjna B1, 50 min.) 

Opis: Hodowli bydła i owiec towarzyszyło w dawnej Polsce mnóstwo najróżniejszych zabobonów. Czarownice odbierały krowom mleko i zsyłały choroby na inwentarz, a na terenach górskich każdy baca musiał być wprawnym czarownikiem. Jak można wydoić rzemień? Co zakopywano pod zagrodą dla owiec? Od czego krowy doją się krwią i jak sprawić, żeby czarownicy wypadły zęby? Przyjdźcie i posłuchajcie tych oraz innych ciekawostek.



Piątek 21:00 
Panel Czy możemy być długowieczni? 
Stanisław Krawczyk, Marcin Przybyłek, Agnieszka Hałas, Simon Zack, Istvan Vizvary
(Antresola, 50 min.)


Sobota 17:00
Panel Moralność w uniwersum "Harry'ego Pottera"
Magdalena Stonawska, Marta Kładź-Kocot, Katarzyna Nowacka, Zofia von Hotzka, Michał Ochnik, Agnieszka Hałas
(Sala konferencyjna B1, 50 min.)


Sobota 18:00
DYŻUR AUTOGRAFOWY
(Stoisko autografowe)

   

Niedziela 15:00 
Prelekcja Trąd: choroba o wielu obliczach
(Sala konferencyjna B1, 50 min.)

Opis: W Starym Testamencie trąd pojawia się jako budząca przerażenie kara Boża. Do dziś pozostaje poważnym problemem w Indiach, Brazylii i innych krajach. Co dzisiaj wiemy o tej chorobie? Jak można ją leczyć? Jak zmieniła się nasza wiedza o niej dzięki najnowszym technikom biologii molekularnej? Opowiem też w skrócie historię trądu na kontynencie europejskim i przedstawię sylwetki najsłynniejszych trędowatych.
(UWAGA - prelekcja w Power Poincie, materiał zawiera nieprzyjemne zdjęcia. Nie dla dzieci!!!)


Wszystko wskazuje na to, że jeśli podstępnie nie dopadnie mnie żadne choróbsko ani nie zaistnieją inne nieprzewidziane okoliczności, będę się kręcić po terenie Targów przez większość piątku aż do późnego wieczora, sobotnie popołudnie i większość niedzieli - jak szaleć, to szaleć! Do zobaczenia!


2016-11-01

Płomyczek w ciemności


Jedni rozdzierają szaty nad tym, że złowrogie obce Halloween zagraża naszej rodzimej tradycji odwiedzania grobów, wprowadza wpływy pogańskie, szatańskie i co to będzie. Inni narzekają, że zamiast nastroju jesiennej zadumy przeżywamy na cmentarzach inwazję obrzydliwej komercji - grające znicze ze sztucznymi diamencikami, stragany z kiełbasą, pańską skórką i zabawkami dla dzieci - oraz festiwal próżności nad grobem bliźniego (czytaj: ciocie w nowych kozaczkach, z trwałą świeżo od fryzjera, oraz rywalizacja, czyj znicz większy), ogólnie odpust, jarmark i ohyda. Cytując wypowiedzi znajomych z Facebooka:

"Kebab, rurki z kremem, kawa, herbata, stoliki, szczekające pieski na baterie [...] świecące i
grające aniołki, szczypki..."

"...w tym roku hitem bazarku okołocmentarnego okazało się stoisko z rydzami. Miejsce drugie: kaszanka i kiełbasa wiejska. Za to pańska skórka i "szyszki" z dmuchanego ryżu schodzą słabo - wyraźny problem z nadprodukcją. Ilość osób robiących śłit focie z pięknie udekorowanym grobem powala. (I to wcale nie gimbaza tylko panie i panowie 60+). Awantury jak postawić świeczki, znudzone dzieciaki plus dwójka Rumunów (chyba?) grających w kółko na harmoszce "Rozkwitały jabłonie i grusze" (nie pytajcie dlaczego - nie wiem)."


Na szczęście w Lublinie na cmentarzu przy ulicy Lipowej nie było dzisiaj ani rydzów, ani piesków na baterie, ani kaszanki, ani rurek z kremem. Nie widziałam też niesławnych zniczy ze sztucznymi diamencikami i pozytywką. Był mżący z zachmurzonego nieba deszcz, opadające żółte liście, mnóstwo białych oraz kolorowych chryzantem, spokojnie palące się płomyczki zniczy "z daszkiem" i niespokojnie tańczące, kopcące płomienie lampek starego typu - tych bez daszka. Byli ludzie pod parasolami mijający się ostrożnie w cmentarnych alejkach 
i kwesta na odnowę cmentarnych zabytków w wykonaniu przemarzniętych kwestujących. Pochylone stare drzewa, omszałe ze starości nagrobki, zziębnięte ręce zapalające kolejną zapałkę, kolejny znicz - przy pomnikach upamiętniających zbrodnię katyńską, masakrę na Wołyniu, przy grobach Józefa Czechowicza i generała Tumidajskiego. Co roku przychodzę na ten cmentarz 1 listopada, marznę, patrzę na bogato przybrane groby oraz na te, na których pali się tylko jedna samotna świeczka, na setki falujących płomyków pod pomnikami, i za każdym razem na nowo dociera do mnie, czemu właśnie płomyczek w ciemności jest symbolem nieśmiertelnej duszy.

W chwili, gdy piszę te słowa, jest już wieczór. Siąpiący deszcz przemienił się w ulewę, na cmentarzach pewnie nie ma żywej duszy - tylko dogasające znicze i moknące wiązanki, a poniższa piosenka (z płyty zatytułowanej - zbiegiem okoliczności - "Ghostlights") ładnie oddaje mój nastrój.





Image courtesy of 9comeback at FreeDigitalPhotos.net


2016-10-30

"Na nocnej zmianie" - premiera antologii


W księgarniach już pojawiła się antologia "Na nocnej zmianie. Pióra Falkonu". Zbiór jest uroczo eklektyczny, bo opowiadania powiązane wspólnym mottem "Dotrzeć tam, gdzie nie dotarł żaden człowiek" reprezentują bardzo zróżnicowane podejście do tematu - znajdziecie tu klasyczne sf, znajdziecie grozę, cyberpunk oraz fantasy. Jest kolorowo, przygodowo, wciągająco, miejscami z dreszczem. Tu kosmiczni marines, tam alternatywna magiczno-steampunkowa Polska albo dystopiczna przyszłość... A gdzieś wśród tego wszystkiego zaplątał się mój Krzyczący w Ciemności, który tym razem angażuje się w intrygę polityczną i czeka go daleka wyprawa na astralne rubieże.

Ponieważ antologia stanowi owoc konkursu literackiego, a ja miałam przyjemność zasiadać w jury owego konkursu i współuczestniczyć w wyborze opowiadań, pozwolę sobie jeszcze w paru słowach zareklamować teksty "z podium". Tytułowe opowiadanie Anny Szumacher doprowadziło do chichotu nawet takiego zdeklarowanego ponuraka jak ja, "Dziewiąty poziom" Justyny Lech intryguje dusznym, mrocznym nastrojem z odwołaniami do psychoanalizy, "Chronowizor" Marka Pietrusewicza można podsumować jako "tekst 3S" (szybko, sprawnie, sf), zaś "Ku nieznanym lądom" Dagmary Adwentowskiej odciska ślad w mózgu czytelnika niczym papieros zgaszony na dłoni. Polecam i zachęcam!

Antologię oczywiście będzie można nabyć na Falkonie na stoisku Fabryki Słów.






2016-10-18

Hospicjum dla kotów - potrzebna pomoc!


Kochani, dziś miała pójść wesoła notka o filmie "Atramentowe serce", a zamiast tego będzie smutny post o kocim dramacie.

W Toruniu działa unikatowa placówka - Hospicjum dla Kotów Bezdomnych prowadzone przez Agnieszkę "Agn" Szubert. Znajdują tam schronienie koty przewlekle chore, po wypadkach, z niewydolnością nerek, serca, z paraliżem kończyn, z grzybicą. Niektóre spokojnie dożywają w hospicjum swoich dni, ale wiele po wyleczeniu trafia do nowych właścicieli. Hospicjum przyjmuje też maleńkie kocięta i odchowuje je do momentu, gdy można je bezpiecznie wyadoptować.

Tej jesieni po raz pierwszy od ośmiu lat w hospicjum szaleje panleukopenia. Dla niezorientowanych: to najgroźniejsza wirusowa choroba kotów, bardzo zaraźliwa, z paskudnymi objawami. W przypadku postaci nadostrej zwierzę, które rano wyglądało na zdrowe, wieczorem już nie żyje. Hospicjum stosuje procedury zapobiegające przywleczeniu tej zarazy (profilaktyczne podawanie surowicy każdemu nowemu kotu, szczepienie zdrowych kotów), ale w tym roku okazały się niewystarczające; możliwe, że razem z jesiennymi miotami kociąt pojawił się zmutowany szczep wirusa, przed którym zaszczepienie nie chroni. W ciągu sześciu dni od wybuchu epidemii padło dwadzieścia jeden kotów (!!!). Ponad dwie piąte stada. W tym koty zdrowe, dorosłe, szczepione wcześniej, które teoretycznie powinny nie zachorować...

Chore koty wymagają kroplówek, podawania surowicy i leczenia kosztownym preparatem Virbagen podnoszącym odporność (koszt jednej ampułki 285 PLN - starcza na 10 kg, czyli na 3 dorosłe koty na 1 dzień. Pełna, pięciodniowa kuracja dla trzech kotów kosztuje 1425 PLN.) Ponadto potrzebne są środki na preparaty dezynfekcyjne i czyszczące, karmę dla rekonwalescentów oraz na ponowne zaszczepienie tych kotów, które nie zachorowały.

Bardzo proszę, jeśli możecie, wpłaćcie chociaż symboliczny grosik na konto Fundacji Hospicjum dla Kotów Bezdomnych:

Fundacja Hospicjum dla Kotów Bezdomnych
nr konta: 93 1060 0076 0000 3200 0143 6959
IBAN: PL93 1060 0076 0000 3200 0143 6959
SWIFT: BPHKPLPK
PayPal: kociehospicjum@gmail.com
BTC 14tHcxrvapD8YSpFoKNCg5UGLYaGk7Ltce

a jeśli nie możecie, ale korzystacie z Facebooka, udostępnijcie poniższy post:
https://www.facebook.com/FundacjaHospicjumDlaKotowBezdomnych/posts/1836801039873431:0


2016-10-15

Nocna zmiana w fabryce, czyli wieści październikowe


Obiecywałam sobie, że powrócę do częstszego zamieszczania wpisów na blogu, ale przerósł mnie nadmiar innych spraw na głowie oraz... chyba najzwyklejsze w świecie zmęczenie. Wciąż jeszcze ciągną się za mną konsekwencje lipcowo-sierpniowych kocich kłopotów zdrowotnych, czyli zaległości przeróżne, które pomału ogarniam. W efekcie dopiero dzisiaj dzielę się dobrą wieścią, która na profilu wydawnictwa poszła w eter już ponad tydzień temu. Latem chwaliłam się tajemniczo, że niedługo będzie można przeczytać w druku nowy tekst o Krzyczącym w Ciemności, ale nie podałam szczegółów. Otóż opowiadanie zatytułowane "Panicz z Ertel-Sega" ukaże się w antologii "Na nocnej zmianie" wydanej nakładem Fabryki Słów. Będzie to zbiór zawierający teksty nagrodzone i wyróżnione w konkursie literackim "Pióra Falkonu" oraz teksty napisane na zaproszenie przez różnych autorów, na różne sposoby interpretujące hasło przewodnie konkursu - "Dotrzeć tam, gdzie nie dotarł żaden człowiek".

Żmij w fabryce na nocnej zmianie - tego jeszcze nie było... A wszystko zaczęło się jeszcze przed wakacjami, kiedy organizatorzy konkursu "Pióra Falkonu" namówili mnie, abym dołączyła do jury oraz napisała gościnnie tekst do antologii konkursowej. Zaproponowałam gotowe już opowiadanie o Krzyczącym, które fajnie pasowało do hasła przewodniego konkursu, ale powstały obawy, że tekst liczący ok. 100 tys. znaków będzie za długi, więc napisałam inny, znacznie krótszy, bez Krzyczącego i w całkiem innej konwencji. Jednak po rozstrzygnięciu konkursu i po wybraniu tekstów mających ukazać się drukiem, w porozumieniu z wydawcą ostatecznie stanęło na tym, że do zbioru trafi Krzyczący - żywiołowe dark fantasy, a nie refleksyjny realizm magiczny ze Szklaną Górą w roli głównej. Opowiadanie o Szklanej Górze na pewno też zostanie gdzieś opublikowane prędzej czy później, na razie czeka na decyzję Św. Redaktora od Selekcji.

Z innych dobrych wieści: niedawno skończyłam tłumaczyć kolejny tom serii Jamesa Dashnera. "Kod gorączki" zgodnie z zapowiedziami ma się pojawić w księgarniach za niecały miesiąc. Poza tym, o ile po drodze nie wydarzy się nic nieprzewidzianego, planuję się pojawić na festiwalu fantastyki Falkon (4-6 listopada, miejsce: Targi Lublin). Wygłoszę dwie prelekcje, wezmę udział w dwóch panelach dyskusyjnych i mam nadzieję, że będę się dobrze bawić, bo to jedyny konwent, jaki uda mi się zaliczyć w tym roku.

Poniżej - szczegółowe informacje od wydawcy na temat antologii "Na nocnej zmianie".

Premiera: 28 października 2016

Antologia Na nocnej zmianie to najlepsze konkursowe opowiadania obiecujących autorów, którzy odpowiedzieli na wezwanie polskiego fandomu i wzięli udział w konkursie Pióra Falkonu. Zaproszenie otrzymali także mistrzowie gatunku i kilku z nich podjęło rękawicę, by zmierzyć się z nowym pokoleniem.

W antologii znalazły się teksty takich popularnych pisarzy jak: Andrzej Pilipiuk, Michał Gołkowski, Marcin Podlewski, Marcin Przybyłek, Agnieszka Hałas.

Znajdziecie tu różne światy, posmakujecie potraw literackich przyrządzonych na wolnym lub gwałtownym ogniu. Znajdziecie się zarówno w ogniu walki jak i w świecie wirtualnym.

Efekt tego kalejdoskopu oceńcie sami, bo za rok nowa edycja. Kto wie, może i wasz tekst, który zawsze chcieliście napisać – tam się znajdzie.

Z posłowia:

W polskim fandomie fantastycznym panuje moda na ogłaszanie konkursów literackich. Podobnie zaczęła się historia lubelskich „Piór Falkonu” – jakkolwiek przez ostatnie szesnaście lat organizowane były podobne zmagania literackie na Festiwalu Fantastyki Falkon, tak tym razem chcieliśmy, by było to coś większego niż zwykle. Padła decyzja: wydajemy antologię! Tylko jak?

W zamierzeniu miał to być plik PDF. Darmowy puszczony w sieć dla wszystkich. Bardzo ciekawa inicjatywa z perspektywy próbujących przebić głową mur autorów. Szybko pojawił się problem natury pragmatycznej. Kto będzie taką antologię czytał? Czy nowe, nieznane nazwiska przyciągną potencjalnych czytelników? Czy PDF wypuszczony w sieć jest tym, czego szukają niedoświadczeni autorzy? Z pewnością woleliby stanąć obok uznanych i szanowanych nazwisk w fandomie. Z tą myślą odwiedziłem stoisko Fabryki Słów na Pyrkonie 2016 roku. Był marzec.

Od tego czasu wiele się zmieniło. Po ogłoszeniu współpracy między Festiwalem Fantastyki Falkon a wspomnianym wydawcą otrzymaliśmy oszałamiającą liczbę dwustu dwudziestu sześciu zgłoszeń konkursowych, gdy na początku liczyliśmy raptem na pięćdziesiąt, maksymalnie sto utworów. Konkurs przeszedł nasze najśmielsze oczekiwania. Okazało się, że antologia nie zniknie w morzu wypuszczanych w sieć PDF-ów. Wspólnie stworzymy książkę z krwi i kości, dostępną w sklepach, prawdziwy debiut, o którym zapewne marzyli nadsyłający teksty konkursowe autorzy.




Teksty pozakonkursowe:

Agnieszka Hałas – Panicz z Ertel-Sega

Michał Gołkowski – Czas martwy

Andrzej Pilipiuk – Emeryt


Marcin Podlewski – Ekstrapolacja

Marcin Przybyłek – Future Fame



Teksty konkursowe:

Anna Szumacher – Na nocnej zmianie (I miejsce)

Alicja Janusz – Tarantela dla głupców

Justyna Lech – Dziewiąty poziom (II miejsce)

Marek Pietrusewicz – Chronowizor (III miejsce ex aequo)

Dorota Panecka – Bohaterowie

Dagmara Adwentowska – Ku nieznanym lądom (III miejsce ex aequo)

Tomasz Przyłucki – Dno morza

Adam Podlewski – Patrząc w jedną stronę

Przemysław Hytroś – Uwierz w szczura

Barbara Gawrońska Pettersson – Wheatherby

Piotr Janas – Prosto w słońce

Tomasz Graczykowski – Wszczepiarz Link Overdose

Krzysztof Abramowski – Ampułka

Tomasz Sobiesiek – Astralker: Drugie dno



2016-09-16

Mroczne zakamarki kociego brzucha, czyli filc kontra Sammet 1:0



Będę trochę marudzić. Może nie jakoś strasznie, ale odrobinę. Copernicon mi przepadł - trudno, już odżałowałam to, że po raz pierwszy od 3 lat nie jadę we wrześniu do Torunia. Szkoda. Mam zlecenia, które muszę wreszcie powykańczać ASAP, a nowe opowiadanie pisze się pomalutku (wolałabym szybciej, ale patrz wyżej...)

Jak wcześniej wspominałam, po wyjęciu gwoździ z Sammetowej łapy zaliczyliśmy nieoczekiwany, niemiły ciąg dalszy kocich problemów. Otóż kot po zdjęciu opatrunku, jak to kot, rzucił się natychmiast z jęzorem do czynności pielęgnacyjnych. Łapkę przed wstawieniem gwoździ 6 tygodni wcześniej częściowo ogolono, ale przy ich wyjmowaniu ogolono już tylko biodro, a obtarcia sprawiły, że sierść z uda i brzucha wychodziła garściami - no i efektem było nieprzewidziane, wyjątkowo nieprzyjemne "postscriptum" do naszej epopei zdrowotnej. Uwaga, w niniejszym wpisie pojawi się sporo nieapetycznych szczegółów medycznych, za co z góry przepraszam. Wrażliwi - nie czytać.

Jeśli się pokusić o chronologiczną relację, było to tak.

1) 26 sierpnia kotu wyciągnięto gwoździe z kości udowej bez żadnych komplikacji. Dostaliśmy go z powrotem wypakowanego z opatrunku, kulejącego, z brzydkimi, obłażącymi z futra, sączącymi się obtarciami na całej łapce. Wyglądało to naprawdę paskudnie i strasznie było nam żal biedaka, który z tą obtartą skórą męczył się całymi tygodniami. Głaszczemy, współczujemy, karmimy. Kot zjada żarłocznie i wylizuje nielizaną od sześciu tygodni łapę jak szalony.

2) Nazajutrz po operacji kot dostaje wieczorem solidnej biegunki ze śluzem i męczy się w kuwecie, jakby chciał coś z siebie wycisnąć a nie mógł. Powstaje podejrzenie, że albo się struł, albo po tych wszystkich stresach uaktywniły się w nim jakieś pasożyty. Wdrażam leczenie objawowe (dieta: pierś kurczaka gotowana z odrobiną ryżu, serwowana z rosołkiem).

3) Po 2 dniach kot zwraca wielki dred z futra, nadal wydala małe ilości płynnej kupy i męczy się w kuwecie. Doznaję olśnienia, co tu jest najprawdopodobniej grane, to znaczy - że drań przytkał się sierścią. Jedziemy do weta, wet przepisuje pastę słodową, ale zaleca dalsze leczenie biegunki, bo może to jednak infekcja, i zleca test na lamblię (negatywny).

4) Po kolejnym dniu leczenia kot traci apetyt i tej samej nocy pojawiają się mroczne przesłanki, że - cholera - nie jest dobrze. Sprawa jest już jasna: połknięte futro, które nie zostało zwrócone w postaci dreda, przeszło do jelit, najpierw je podrażniło (biegunka ze śluzem), a potem się skłaczyło i podstępnie zatkało przewód pokarmowy. Nazajutrz rano znowu lecznica, szybciutko rentgen - zdjęcie nie za piękne, ale i nie tragiczne, widać prawdopodobny zator w jelicie cienkim. Operować na szczęście jeszcze nie trzeba, kot dostaje środki rozkurczające (zastrzyki - Buscopan, Nospa) i przeczyszczające (1 ml oleju parafinowego strzykawką do pyszczka). 4 h po podaniu parafiny pierwszy korek z filcu wylatuje z biedaka jak korek z butelki. Bonusowo w ciągu dnia zaliczyliśmy jeszcze trochę wymiotów śliną, trawą, luźnym futrem i lekami.

5) Przez 2 następne dni ładujemy w Sammeta przemocą dużo pasty słodowej i olej parafinowy. Kot nadal nie ma apetytu - obwąchuje miskę, trochę je, ale mało - i męczy się w kuwecie. Drugie prześwietlenie wychodzi lepiej, chociaż jelita nadal zgazowane. Znowu Buscopan i Nospa w zastrzykach, nerwy, niepokój. Obserwujemy drania, któremu jak na ironię obtarcia się wygoiły, a łapka pięknie wróciła do formy, i drżymy, czy nie będzie trzeba go znowu dać pod skalpel, bo niedrożność jelit to nie żarty.

Nie chcę tu za bardzo narzekać na wetów z "naszej" kliniki, bo przy różnych okazjach dobrze leczyli nasze stwory, ale szkoda, że nie wpadli na to, żeby kotu po zdjęciu opatrunku wystrzyc futro na całej łapie (ogolić nie bardzo by się dało ze względu na obtarcia) albo przynajmniej uprzedzić mnie, żebym mu dawała profilaktycznie pastę słodową, bo inaczej zakłaczy się od lizania. Ja naiwna w życiu bym nie przypuszczała, że tej połkniętej sierści było AŻ TYLE! Sammet niestety w przeciwieństwie do Ofelii nie jest kotem podatnym na odruch wymiotny i chyba to go zgubiło - łykał futro, łykał i nie zwracał, aż się urządził...

Ogółem w ciągu tygodnia zaliczyliśmy 5 wizyt w lecznicy i dwa zdjęcia rentgenowskie. Biedny Sammet musiał zjeść mnóstwo pasty słodowej, która ewidentnie strasznie go brzydziła (pluł nią na podłogę, na nas, drapał jak wściekły i gryzł), a w klinice dostawał zastrzyki z Buscopanu i Nospy, żeby rozluźnić kiszeczki. We własnym zakresie wdrożył leczenie pomocnicze w postaci dużych ilości trawy zjadanej w ogrodzie, dokąd go wyprowadzaliśmy na smyczy, żeby sobie rehabilitował łapkę. Po wielu mękach i trudach wydalił tyłem łącznie trzy "korki" z filcu, z czego jeden długości mojego wskazującego palca.

Łapka - jak nam zapowiadano - miała wymagać ograniczenia ruchu jeszcze przez 2 tygodnie, ale Sammet dzięki spacerom na smyczy wrócił do formy właściwie już po dziewięciu dniach - zaczął beztrosko wskakiwać na stoły, spacerować po blatach kuchennych i nie było na niego mocnych. Jak tylko zaczął znowu jeść i załatwiać się w miarę normalnie, wypuściliśmy go na dwór, bo nam demolował drzwi w domu - w efekcie kot praktycznie wyemigrował do ogrodu i od tygodnia śpi pod chmurką. Ale pożywia się żarłocznie, więc zakładamy, że wszystko jest OK.

Na zdjęciu - Sammet w ogrodzie, już bez opatrunku, ale jeszcze na smyczy.