2012-04-29

Smok z Lambton


Opowieści o dzielnych bohaterach pokonujących smoki istnieje bardzo wiele, poczynając od świętego Jerzego, poprzez Zygfryda z "Pieśni o Nibelungach", a skończywszy na naszym rodzimym krakowskim szewczyku, co to zamiast walczyć, podrzucił potworowi owieczkę nadzianą siarką i smołą. W zachodnim kręgu kulturowym smok jest zazwyczaj ucieleśnieniem zła, okrucieństwa, ciemności, uosabia siły piekieł, a baśnie kończą się jego zabiciem (choć znam też piękną brytyjską baśń o nieszczęsnej księżniczce Małgorzacie, zaklętej w smoka przez złą macochę - Małgorzatę odczarowuje brat za pomocą gałęzi jarzębiny). 

Raczej niewielu polskich czytelników zetknęło się z, również pochodzącą z Wielkiej Brytanii, legendą o smoku z Lambton. Jest na tyle barwna, że przytoczę ją w całości.

W piętnastym wieku w hrabstwie Durham żył młody szlachcic, John Lambton, który lubił w niedzielę łowić ryby, a jeśli ryba akurat nie brała, zwykł siarczyście kląć, obrażając Boga oraz wszystkich świętych. Nic dziwnego więc, że pewnego razu na haczyku wyciągnął okropnego stwora - czarnego robala o jaszczurczych ślepiach, który miotał się i syczał. Przerażony młodzieniec uznał, że złapał diabła, i wrzucił paskudztwo z powrotem do wody (wg innej wersji - do głębokiej studni). Wkrótce potem wyjechał na wojnę i nie wracał w rodzinne strony przez siedem lat. Pod jego nieobecność robal wyrósł na potężnego smoka, który pożerał owce, kozy i inny inwentarz, czyniąc okropne szkody. Mieszkańcy hrabstwa usiłowali go pacyfikować, dokarmiając mlekiem, lecz stwór był tak łakomy, że wypijał jednorazowo mleko od siedemdziesięciu krów, a potem dalej buszował po okolicy. Potrafił wyrywać drzewa, okręciwszy wokół nich swój ogon. Kilku śmiałków próbowało smoka zabić, ale wszystkich pozagryzał, a zadane mu rany natychmiast się zrastały.

W końcu młody Lambton powrócił, a gdy się dowiedział o problemie, doszedł do wniosku, że to wszystko jego wina. Postanowił zatem zrobić ze smokiem porządek. Udał się do starej wiedźmy, która poradziła, żeby kazał sobie wykuć zbroję pokrytą ostrzami i kolcami, zaś ze smokiem walczył, stojąc w nurcie tej rzeki, gdzie go po raz pierwszy schwytał. W zamian za pomoc zażądała jednak, żeby zabił dla niej pierwsze żywe stworzenie,  jakie wyjdzie mu naprzeciw, kiedy po walce będzie wracał do domu.

Młodzieniec przyrzekł spełnić prośbę czarownicy, a potem postąpił zgodnie z jej radami. Umówił się też z ojcem, że kiedy zakończy walkę, trzykrotnie zadmie w róg - wtedy ojciec wypuści z domu psa myśliwskiego, który jako pierwszy wybiegnie powitać swego pana.


 (Ilustracja - John Dickson Baatten; źródło - Wikipedia).


Kiedy rozwścieczony smok zaatakował rycerza i owinął wokół niego cielsko, by go udusić, tak okropnie poranił się o zbroję, że Lambton bez trudu go dobił. Rzeka uniosła łeb i inne części pociętego smoczego cielska, tak że nie mogły się już zrosnąć. Problem smoka został rozwiązany. Gdy jednak młodzieniec po walce zadął trzykrotnie w róg, Lambton senior tak się ucieszył, iż potwór nie żyje, że zapomniał wypuścić psa i sam wybiegł synowi na powitanie. John nie zdobył się na to, by go pozbawić życia. Wiedźma tak się rozgniewała za niedotrzymanie przysięgi, że zapowiedziała, iż przez następnych dziewięć pokoleń żaden Lambton nie umrze śmiercią naturalną. I tak też się stało.

Jaki morał płynie z tej historii? Nie klnijcie przy łowieniu ryb, zwłaszcza w niedzielę, i nie oszukujcie czarownic.

(Źródło: Ditte und Giovanni Bandini, Das Drachenbuch, Marix Verlag, Wiesbaden 2006; Wikipedia.)



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz