2012-05-21

Diabeł w ślimakach i chrabąszczach


W czasach, gdy nie znano chemicznych środków ochrony roślin, olbrzymim problemem były plagi szkodników niszczących pola uprawne, ogrody i sady. Co za tym idzie, wierzono, że myszy, chrabąszcze, szarańcza, liszki i inne robactwo mogą być zsyłane przez diabła. W dawnych tekstach liturgicznych mnóstwo jest klątw, nakazów, sakralnych gróźb i egzorcyzmów skierowanych przeciwko różnym żarłocznym zwierzaczkom, zżerającym plony. Ba - przeciwko szkodnikom wszczynano procesy kościelne i wydawano wyroki.

W preambule do sentencji orzeczonej w Macon w 1481 r. jest mowa o szkodach poczynionych przez... ślimaki. W związku ze ślimaczą plagą księża mają się udać w miejsca przez nie opanowane, ażeby "wzywając miłosierdzia naszego Pana Jezusa Chrystusa, pomocy Najwyższego, pełnej chwały Dziewicy Maryi i wszystkich świętych... za pomocą egzorcyzmów... wskazali i napomnieli raz, dwa razy, trzy razy owe ślimaki, by powstrzymały się od wszelkich udręk zadawanych ludowi, od zżerania, niszczenia i szkodzenia tudzież przynoszenia swymi wydzielinami uszczerbku zbożom i trawom... A jeśli z poduszczenia Szatana nie usłuchają tego nakazu, przeklinamy je i ekskomunikujemy."

Anno Domini 1497 w Lozannie przed sądem biskupim odbył się proces chrabąszczy majowych, które w olbrzymich chmarach niszczyły ogrody i sady w okolicach Berna. Jako że żaden żyjący adwokat nie chciał reprezentować oskarżonych, próbowano w tym celu zawezwać z piekła cień adwokata nazwiskiem Perrodet, zmarłego przed kilku laty, a cieszącego się wyjątkowo złą opinią. Ponieważ dusza Perrodeta nie zechciała przybyć, proces odbył się bez obrońcy. Wydano oczywiście wyrok skazujący, a na koniec biskup uroczyście obłożył chrabąszcze klątwą, wypowiadając następującą formułę:

"W imię Trójcy Świętej, Ojca, Syna i Ducha Świętego, ja, biskup Benoit, przeklinam was, nikczemne szkodniki zwane chrabąszczami majowymi, które nie zasługują na to, by je zaliczać do zwierząt!"

Przypuszczalnie chrabąszcze ani trochę się nie przejęły...




 W latach 1646, 1661 i 1675 zapadły wyroki przeciwko gąsienicom, które opanowały obszary Talamony w Valtellinie. W 1716 r. wydano rozporządzenia przeciwko pladze szarańczy w Maremmie. Przy tej okazji Klemens XI wysłał biskupowi Pizy brewe z ekskomuniką na szarańczę; odczytywano je pośród pól. W Abruzzach procesy i ekskomuniki tego rodzaju zarządzano jeszcze w XIX wieku.

(Źródło: Alfonso di Nola, Diabeł, TaiWPN UNIVERSITAS, Kraków 2004; Bernt Karger-Decker, Gifte, Hexensalben, Liebestraenke, Albatros Verlag, Duesseldorf 2002.)

A z innej beczki - jeszcze na początku XX w. we Francji i w północnej Hesji przygotowywano zupę z chrabąszczy majowych! Ponoć była ona podobna w smaku do zupy rakowej, ale smaczniejsza i pożywniejsza. Należało nałapać chrabąszczy (30 na 1 porcję), zabić je, usunąć twarde pokrywy skrzydłowe, owady ostrożnie umyć, a następnie rozgnieść starannie w moździerzu. Stopiwszy w garnku z grubym dnem spory kawałek masła, trzeba było dodać doń zmiażdżoną masę i podpiekać przez kwadrans, potem zalać rosołem (najlepiej cielęcym) i gotować pół godziny. Na koniec przecedzić, zagęścić zasmażką z mąki i masła, a tuż przed podaniem zaciągnąć żółtkami.

Proste? Proste. Smaczne? Trzeba byłoby spróbować... Przepis pochodzi z niemieckiej książki kucharskiej "Kochbuch oder gründliche Anweisung, einfache und feine Speisen mit möglichster Sparsamkeit zuzubereiten, unter besonderer Berücksichtigung der Fortschritte, die in der Chemie gemacht sind" autorstwa Berthy Heydens.

Sezon na chrabąszcze akurat trwa, może ktoś będzie tak odważny, żeby ich nałapać i zaeksperymentować kulinarnie. Ja się o to nie pokuszę, bo chrabąszcze lubię, mimo że to szkodniki - ich larwy uszkadzają korzenie roślin.

Tym, którzy nie czytali, polecam też wpisy: Diabły w sztuce, Wiele imion polskich diabłów, Diabeł Boruta




6 komentarzy:

  1. Bardzo ciekawe,ale pomysł na zupę obrzydliwy.Ja strasznie lubię chrabąszcze... Z adwokatem z piekła rewelacja!

    Chomik

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja też lubię chrabąszcze, ale niestety to szkodnik - pędraki podgryzają rośliny, a dorosłe osobniki zżerają liście drzew. BTW ciekawe, że nigdy nie spotkałam się ze wzmianką, żeby chłopi w Polsce jedli chrabąszcze na przednówku, choć kiedy był głód, jadano np. chleb z domieszką zmielonej kory - a tutaj takie zdrowe, porządne białko... ;)
    W Internecie można też znaleźć instrukcję, jak przygotowywać i jeść pomrowy ;D

    OdpowiedzUsuń
  3. To, co teraz najczęściej widzimy, to są czerwczyki, podobne chrabąszcze, które pojawiają się trochę później. Chrabąszcze majowe stały się rzadkie. Niekoniecznie dlatego, że zeżarli je Francuzi, chociaż lubię obwiniać Francuzów o wszystko, a zwłaszcza pożeranie niewinnych stworzeń - po prostu są wrażliwsze na zanieczyszczenia.
    Nie wiem, czy czerwczyki się je. Mój kot by zjadł...

    OdpowiedzUsuń
  4. To, co ja widziałam przedwczoraj w lesie na ścieżce, to był chyba chrabąszcz majowy, bo był wielki, miał charakterystyczne rozgałęzione czułki i białe smugi po bokach odwłoka...

    Podejrzewam, że czerwczyki można jeść tak samo, jak chrabąszcze majowe, tylko byłoby z nimi więcej roboty, bo mniejsze :) Jeśli tylko nie żywią się niczym trującym, powinny być jadalne.

    OdpowiedzUsuń
  5. O, u nas na osiedlu nigdy nie widziałam prawdziwego majowego. Ale u nas betonowa dżungla i nawet ten las niedaleko taki trochę marny.
    Swoją drogą przydałby się na wpół poważny katalog gatunków, które prawie lub całkowicie zeżarli Francuzi (albo przynajmniej czynili w tym kierunku energiczne wysiłki). Myślę, że uzbierałaby się pokaźna lista ;-)

    OdpowiedzUsuń
  6. Gdy chodzi o zżeranie gatunków, Chińczycy są gorsi od Francuzów! :D

    OdpowiedzUsuń