2012-07-26

Avangarda 2012 - relacja


Wczoraj dobiegła końca ósma edycja warszawskiego konwentu Avangarda, odbywającego się w dniach 26-29 lipca. I ja tam byłam, miód i wino piłam... wróć, to nie ta bajka. Piłam duże ilości soków i wody mineralnej, bo na korytarzach oraz na dworze panowały upał i duchota jak w tropikach. Wytchnienie można było znaleźć jedynie w klimatyzowanych salach wykładowych. Mimo niesprzyjającej aury oraz niezbyt wysokiej frekwencji (według oficjalnego komunikatu organizatorów, Avę odwiedziło w tym roku 1147 osób), impreza - jak mi się zdaje - udała się całkiem ładnie. Zaakredytowałam się w piątek po południu, ale na konwencie tak naprawdę spędziłam tylko dwa ostatnie dni, sobotę i niedzielę. Może w dziewiątej edycji uda mi się pouczestniczyć dłużej.

W sobotę ok. 9:30 przybyłam na miejsce - do budynku 34 na kampusie SGGW (dla tych, co nie wiedzą - jest on duży, nowoczesny i robiący wrażenie) - i ruszyłam na rozpoznanie terenu. Mimo wczesnej pory po korytarzach kręciło się już trochę ludzi. Wypatrzyłam stanowisko wydawnictwa Almaz oraz plakaty ze złośliwym czarnym Kotem Licho reklamującym tegoroczny Falkon w Lublinie. O 10:00 zaczęłam moją prelekcję "Wrzody, guzy, szaleństwo. Makabryczne choroby dawniej i dziś". Podobnie jak zeszłoroczna prelekcja o trucicielach, także i ta odbywała się w jednej z dwóch dużych aul. Lubię te wielkie sale wykładowe z nagłośnieniem i porządnym sprzętem do wyświetlania slajdów. Całkiem spora liczba słuchaczy nie wystraszyła się ostrzeżenia, że zamierzam pokazać zdjęcia, których obejrzenie wrażliwsi mogą odchorować. Już zastanawiam się, o czym opowiedzieć za rok...

Reszta konwentowej soboty wyglądała z grubsza tak:
po 11 - krążenie i pogawędki ze znajomymi, potem końcówka prelekcji Idy Żmiejewskiej (autorka opowiadań o wampirze Eryku, m.in. publikowane w Esensji "Morderstwo w Widmo Ekspresie" oraz "Stokrotki") "Znacie? To posłuchajcie! - czyli intertekstualność". Parafrazy, trawestacje, cytaty...

12:00-13:00 - spotkanie autorskie z Tomaszem Bochińskim, które sympatycznie poprowadził Tomasz Kołodziejczak. Tematem była przede wszystkim premiera nowej książki autora - zbioru opowiadań "Opowieści praskie", który ukazał się nakładem Almazu. Usłyszawszy, że akcja nie dzieje się w stolicy Czech, tylko na Pradze w Warszawie, a bohaterami są mieszkańcy tej dzielnicy, w tym praski półświatek, nabyłam książkę zaraz po spotkaniu (i mam autograf).

Po 13 - dwie wyprawy na obiad "do Turka" czyli na kebaby, najpierw z jedną grupą znajomych z forum SFFH, potem z drugą. Pierwsi narzekali na jakość kebabów, drudzy pożarli je ze smakiem. Ja się o walorach tej nieszczęsnej baraniny (czy to co tam było) nie wypowiem, bo boję się jadać takie rzeczy.

16:00-17:00 - warsztaty "Tłumacz na placu boju" prowadzone przez Jakuba Wiśniewskiego, tłumacza z wydawnictwa Dobre Historie. W zasadzie były to nie warsztaty, a po prostu prelekcja o tłumaczeniach. Ubawił mnie dżentelmen z publiczności, który w pewnym momencie zakrzyknął, iż "mężczyźni nigdy nie powinni tłumaczyć książek pisanych przez kobiety, a kobiety - książek pisanych przez mężczyzn, bo mężczyźni nigdy nie zrozumieją kobiet i vice versa! Ja kocham moją żonę, ale jej nie rozumiem!" Bez komentarza...

Po 17 - znów krążenie po terenie i rozmowy oraz oglądanie wystawy prac Huberta Czajkowskiego (m.in. ilustracje do książek Jacka Komudy, czytaj - zakazane szlacheckie mordy...)

19:00-20:00 - omówienie wstępnych wyników ankiety "Fantastyczni 2012" (dotyczyła czytelnictwa fantastyki i związanych z nim działań fanowskich) przez prowadzących badanie Darię Jankowiak oraz Staszka "Scobina" Krawczyka. Jakoś zaraz po Pyrkonie wypełniałam sieciowy wariant ankiety, więc byłam ciekawa, co z niej wyszło. Wyszło między innymi, że ulubionym polskim pisarzem fantastyki jest dla respondentów Andrzej Sapkowski, zagranicznym zaś - J.R.R. Tolkien :)

W niedzielę w godzinach 10:00-11:00 odbyło się moje spotkanie autorskie, które dzielnie poprowadził Istvan Vizvary (kolega z forum SFFH i z Esensji). Mimo wczesnej pory przyszło kilka osób. Gdyby któraś z nich czytała te słowa - serdecznie pozdrawiam! Potem od 11:00 do 13:00 uczestniczyłam w panelu dyskusyjnym pt. "Bohaterowie i antybohaterowie" (pozostali uczestnicy: Aleksandra Janusz, Michał Studniarek, Marcin Przybyłek, prowadząca: Małgorzata "merula" Miktus). Dyskusja meandrowała, ostatecznie chyba nie doszliśmy do żadnych podsumowujących całość wniosków. Ale za to było wesoło! Radość publiczności wzbudziło w pewnym momencie zwłaszcza zachowanie Marcina "już, zaraz ci oddam mikrofon, tylko jeszcze coś powiem" Przybyłka.

Po 13 nadszedł dla mnie czas zwinięcia się z Avy. Pożegnałam się z tymi znajomymi, których udało mi się naprędce odszukać, następnie w palącym słońcu powędrowaliśmy z Istvanem na przystanek metra i rozjechaliśmy się w dwie różne strony.

Te dwa dni konwentu, na których byłam, oceniam pozytywnie. Jeśli zdarzyły się jakieś wpadki organizacyjne, to ja ich nie doświadczyłam, ani jako uczestnik, ani jako prelegent. Sprzęt do wyświetlania slajdów w auli był sprawny, woda na stole, a obsługa na posterunku, gotowa służyć pomocą.

Następna Avangarda za rok!

W fotorelacji udostępnionej na facebookowej stronie konwentu znalazłam zdjęcie, na którym przypadkowo dostałam się w zasięg obiektywu, więc pozwalam sobie je przekopiować tutaj. Fota przedstawia hol ze stanowiskami akredytacji w piątek, a obywatelka w sandałach i z czarnym plecaczkiem to ja.



Zdjęcie © Anna Piotrowska



4 komentarze:

  1. dziękuję za pozdrowienia, także pozdrawiam i po cichutku liczę na prelekcję o historii medycyny ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Spróbuję przygotować, nada się akurat na Falkon 2012 i Pyrkon 2013 :) Spróbuję też powrzucać trochę wpisów o historii medycyny na bloga, ale to nieprędko, bo niestety chwilowo cierpię na ostry syndrom braku czasu :(

    OdpowiedzUsuń
  3. Aż żałuję, że i mnie tam nie było... Może za rok :)

    OdpowiedzUsuń