2012-10-21

Pieter Bruegel - "Warsztat alchemika"


Pozostając w klimatach alchemicznych, dzisiaj przedstawiam inny, zdecydowanie smutniejszy obraz, a właściwie satyryczną rycinę Pietera Bruegela Starszego pt. "Warsztat alchemika" (1558 r., Bruksela, Bibliothèque Royale Albert I). Ukazuje ona zgubne skutki, jakie mogła nieść pogoń za legendarnym kamieniem filozoficznym, zmieniającym metale w złoto. Alchemia została tu przedstawiona jako praktyka szarlatańska, doprowadzająca do ruiny osoby, które się nią zajmują.

Na pierwszym planie widzimy warsztat alchemika, pełen tygli, akcesoriów i koszy z materiałami, w którym wre praca. Mistrz (po prawej, trzymający otwartą księgę) objaśnia adeptom czynności, jakie należy wykonać, żeby uzyskać przemianę metali nieszlachetnych w złoto. Jeden z pomocników, dmący w miech, przedstawiony został jako głupek z oślimi uszami. Z tyłu małe dzieci zakradają się do spiżarni w poszukiwaniu jedzenia, a kobieta pośrodku smutnym gestem wskazuje pusty worek na zboże. Praktyki alchemiczne wymagały tak dużych nakładów pieniężnych, że na ich potrzeby zadłużali się nawet władcy. Na drugim planie rozgrywa się finał historii: roztrwoniwszy cały majątek, miłośnik alchemii skazał rodzinę na udanie się do przytułku dla biednych.




Ciekawostka: opowieść o alchemiku, który poświęcił cały (niemały) majątek na daremne poszukiwania kamienia filozoficznego, odnajdziemy również w baśniach Andersena, a konkretnie w tej, która nosi tytuł "Opowieść o Waldemarze Daae i jego córkach". Jest to jedna z najsmutniejszych baśni tego autora.

Lecz cóż się stało ze wspaniałymi rumakami w stajni? Gdzie się podziały złote i srebrne naczynia z szaf i skrzyń, krowy z pola, całe bogactwo i gospodarstwo? Wszystko topniało w tyglach, a złota jak nie było, tak nie było.
Opustoszały stodoły, spiżarnie, piwnice i strychy. Ludzi ubywało, przybywało myszy. [...]
- Tam, gdzie dymi komin, gotują obiad: z komina unosił się dym, który pochłonął wszystkie obiady na rzecz czystego złota. [...] Bieda nakrywała do stołu, bieda siedziała w komorze i w spiżarni, drzwi wyszły z zawiasów, pokazały się rysy i szpary, wchodziłem tam i z powrotem - mówił wiatr - i dlatego tak dobrze wiem wszystko.

Waldemar Daae, właściciel dworu z Borreby, niegdyś bogaty szlachcic, umiera jako stary, złamany człowiek.

Tym, którzy nie czytali, polecam również wpisy: Cornelis Bega - "Alchemik", Joseph Wright - "Alchemik", Jajo filozoficzne




3 komentarze:

  1. Andersen to w ogóle dołujący był!
    Obraz bardzo interesujący,nie znałam.

    chomik

    OdpowiedzUsuń
  2. Andersen jest bardzo wysoko na liście moich ulubionych pisarzy, za swoją dołującość między innymi :) Ale fakt, niektóre z jego baśni człowiek docenia dopiero w dorosłym wieku, dla dziecka są zdecydowanie zbyt smutne.

    OdpowiedzUsuń
  3. Bruegel jako reżyser i scenarzysta filmu głęboko zaangażowanego społecznie, z genialnie zakreślonym wątkiem psychologicznym.... :)

    OdpowiedzUsuń