2012-11-05

Listopadowo


Szaro. Leje. Błoto. Opadłe liście. Ciemnawo. Sennie. Listopad jest dla mnie chyba najbardziej ponurym miesiącem w roku nie tylko obiektywnie, ale też przez świadomość, że w kolejnych tygodniach będzie gorzej, a nie lepiej: jeszcze zimniej i jeszcze krótsze dni. Nie lubię zimy. Naprawdę wolałabym, żeby był teraz marzec.

Zbiór "Po stronie mroku" zbiera dalsze pozytywne recenzje. Oto, co napisała Magdalena Kubasiewicz na łamach Fahrenheita, w artykule pt. "Między piekłem a niebem": 

Na „Po stronie mroku” składa się dwanaście opowiadań, zabierających czytelników w fascynującą podróż w czasie i przestrzeni – do otchłani Szeolu, krain snu, ale również w średniowieczne Karpaty, do współczesnego Nowego Jorku czy na lubelski cmentarz przy ulicy Lipowej. [...] Mogłoby się wydawać, że z tak różnych elementów, wrzuconych do jednego garnka, powstanie niezjadliwa, podejrzanie wyglądająca potrawka. Tymczasem autorce udało się połączyć składniki tak zgrabnie, że danie, jakie wyszło, jest bez wątpienia dość niezwykłe, raz smakujące gorzko, raz słodko, lecz powinno zadowolić niejednego smakosza.

 Natomiast na portalu Gildia.pl w dziale Literatura Anna Radosiewicz pisze

Stworzenie opowiadań stanowi duże wyzwanie dla każdego pisarza – należy umieć w krótszym tekście nakreślić ciekawe grono bohaterów, a świat przedstawiony uczynić wystarczająco głębokim. Agnieszka Hałas wyszła z tego obronną ręką. Szkoda, że zbiór dostępny jest tylko w formie elektronicznej. Świat Dołu i Góry zasługuje na wersję papierową.

I trudno mi się z tym nie zgodzić. Z punktu widzenia autora ebook ma jedną dużą zaletę: można go wydać stosunkowo łatwo, nie czekając miesiącami na odpowiedzi od wydawców, a później - jeśli któraś odpowiedź będzie pozytywna - latami na to, żeby wydawnictwo w końcu wydało daną pozycję, ale ma też jedną, równie dużą wadę: rynek płatnych ebooków jest, nadal, znacząco mniejszy niż rynek papierowych książek. Za kilka miesięcy będę mogła powiedzieć, czy mogę z czystym sumieniem polecać tę drogę innym niszowym autorom, czy nie.

A z ciekawostek innego rodzaju: w dniu 3 listopada jakiś internauta wszedł na moją stronę, wpisawszy w Google "wbrew naturze oslo", i spędził na niej całe 16 sekund. Czego tu szukał - pozostaje mi zgadywać...

I jeszcze coś listopadowo ponurego na deser. Sentenced - utwór Shadegrown (z albumu Down). Są takie utwory, których ponurość w jakiś sposób podnosi na duchu, i wydaje mi się, że ten do nich należy. To jedna z piosenek, które kojarzą mi się z Krzyczącym.

Take me away into the shades
Where there is no light of day... 





3 komentarze:

  1. Też nie lubię ponurego listopada,czekam na śnieg,potem na wiosnę.
    Piosenka niezła.

    chomik

    OdpowiedzUsuń
  2. Oby tylko atak zimy nie zbiegł się w czasie z Falkonem, jak kilka lat temu :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Taaaa.. Pamiętam...Opóźnione pociągi,kilka godzin przerwy podróży,bo drzewa na tory spadły...I jedna koleżanka,która właśnie wtedy myślała,jak to by było fajnie jakby śnieg spadł!!!

    chomik

    OdpowiedzUsuń