2013-04-01

O selekcji tekstów średnich



Image courtesy of: David Castillo Dominici / freedigitalphotos.net


Jak niektórzy wiedzą - wolontarystycznie udzielam się w dziale literackim Esensji. Co miesiąc zamieszczamy 3-4 opowiadania wybrane spośród nadsyłanych. Dzięki selekcji oraz późniejszej redakcji publikowanych tekstów staramy się trzymać poziom gwarantujący czytelnikowi przyjemną lekturę, a wnosząc z komentarzy, jakie pojawiają się na nasz temat na forach literackich, jesteśmy postrzegani jako opiniotwórczy (co mnie bardzo cieszy).

Jak wygląda nasza praca od kuchni? Miesięcznie otrzymujemy kilkanaście (czasem do dwudziestu kilku) opowiadań. Nie jest to bardzo dużo, więc możemy sobie pozwolić na dosyć pracochłonną formę selekcji. Każdy tekst czytany jest przez co najmniej 2 osoby, które następnie piszą krótkie recenzje, oceniając, czy utwór ich zdaniem kwalifikuje się do publikacji, czy nie. Ponieważ recenzje często zawierają istotne uwagi merytoryczne, w tym sugestie poprawek bądź rady na przyszłość, w przypadku negatywnej decyzji zawsze forwardujemy je autorom. Jedną z naszych najaktywniejszych recenzentek jest znana, wielokrotnie nagradzana autorka - Anna Kańtoch.

Oceny czasem potrafią być naprawdę bardzo subiektywne. Każdy recenzent bez wyjątku ma za sobą przypadki, kiedy albo przymknął oko na obiektywne, duże mankamenty tekstu, bo spodobał mu się wybiórczo jakiś jeden element, albo na odwrót, głosował za odrzuceniem zupełnie dobrego tekstu, bo zirytowały go drobiazgi. Stąd przyjęta w Esensji zasada, że każdy tekst oceniają dwie osoby (czasem nie forwardujemy dwóch opinii, kiedy jedna nie zawiera żadnych istotnych uwag poza stwierdzeniem „zgadzam się z poprzednikiem, opowiadanie nie nadaje się do publikacji u nas”), chyba że naprawdę ewidentnie widać, że utwór nie nadaje się do publikacji ze względu na słaby styl.

Ale dziś nie będzie o powszechnie znanym zjawisku „de gustibus”. Sprawa, która bezpośrednio zmotywowała mnie do napisania niniejszej notki, to problem tekstów średnich. Tych na szkolne 4 z minusem. Oscylujących na granicy publikowalności. Dostajemy ich sporo, dużo więcej niż tych na 5. I powiem wam z ręką na sercu: w przypadku średniaków decyzja bywa zaskakująco trudna. Jeszcze warto podjąć wysiłek związany z redagowaniem opowiadania (przypominam, że redakcję i korektę robimy za darmo), czy już nie?

Naprawdę rozumiem frustrację autorów, którzy sądzą, że ich opowiadanie zasługuje na publikację, bo przecież nie posiada żadnych rzucających się w oczy wad. Tekst ma poprawnie poprowadzoną fabułę, ma zakończenie, nie zawiera rażących luk logicznych, styl może nie jest idealny, ale czytać się da, a poprawienie błędów to przecież zadanie dla redaktora... A potem przychodzą dwie recenzje, które wydają się nadspodziewanie surowe, recenzenci czepiają się jakichś drobnostek i w ogóle o co chodzi?

Czasem recenzent nawet nie bardzo jest w stanie uzasadnić swoje negatywne wrażenia, bo przecież „opowiadanie daje się czytać”. Daje się czytać, ale... bez przyjemności. Styl poprawny, ale „bez błysku”, fabuła poprawna, lecz nieprzesadnie oryginalna. Brak postaci, które czytelnik mógłby polubić, czy jakiegoś wyrazistego, zapadającego w pamięć elementu. Czytając takie teksty, czasem miewam wrażenie, że autor napisał opowiadanie mechanicznie, nie będąc szczególnie przywiązany ani do postaci ani do historii - tylko po to, żeby „zaliczyć publikację”. Niestety. Parafrazując Pismo Święte: „Bodajbyś był albo zimny, albo gorący! Ale że nie jesteś ani zimny, ani gorący, pocznę cię wyrzucać z ust moich.” Bywa, że w recenzji wytykamy drobne w sumie usterki stylistyczne czy inne, a główny argument na nie - nie zawsze zwerbalizowany - to „ten tekst niczym się nie wyróżnia i nie zrobił nic, żeby mnie do siebie przekonać”. Oprócz braku emocji w trakcie lektury, częstym mankamentem jest jeszcze „papierowość”, którą ciężko zdefiniować, ale natychmiast wyczuwa się ją w czasie czytania. Papierowość występuje wtedy, kiedy zamiast wczuć się w to, co dzieje się w tekście i co przeżywają bohaterowie, przez cały czas myślimy o tym, że historia jest napisana nie całkiem tak jak trzeba - postacie zachowują się nie tak, jak żywi ludzie, dialogi są nienaturalne, akcja ma źle wyważone (zwykle zbyt szybkie) tempo...

Czasem gdy nie wiemy, jaką decyzję podjąć, decyduje to, czy opowiadanie ma szansę zebrać dużo odsłon. Powiem bez ogródek: zdarza się, że postanawiamy zamieścić tekst, który wydaje się nam niezbyt oryginalny, błahy, ale sympatyczny, ciepły, z zabawnymi akcentami. Rozumiem frustrację autorów, którym odrzuciliśmy opowiadania - w ich pojęciu - ambitne, trudne (w praktyce - napisane na przykład językiem zawiłym, a niezbyt poprawnym) a później zamieściliśmy niezbyt odkrywcze humorystyczne fantasy. Doświadczenie pokazuje, że takie krótkie, optymistyczne, lekkie teksty, za którymi ja osobiście nie przepadam, są chętnie czytane (może dlatego, że można je szybciutko przeczytać w przerwie na lunch i jeszcze polecić kolegom?)

Ale jest dużo opowiadań, co do których ciężko przewidzieć, czy się spodobają, czy nie. I to są te średniaki, które czasem naprawdę przyprawiają mnie o ból głowy. Brać wszystkie - nie, jest ich za dużo i za bardzo obniżylibyśmy poziom. Odrzucać wszystkie - też nie ma sensu, bo doświadczenie pokazuje, że niektóre po opublikowaniu znajdują swoich entuzjastycznych zwolenników. Więc trzeba wybierać, a wybór często wygląda na przykład tak: słabszy językowo dłuższy tekst z klimatem i ciekawymi postaciami albo dobrze napisany tekst, będący miniaturą powielającą baaardzo ograny pomysł (w takiej konfrontacji przeważnie wygrywa ten pierwszy). Albo do wyboru są: krwawy horror na granicy splatterpunku (nie lubimy epatowania flakami), tysięczny okaz niezbyt strasznej grozy (dostajemy i odrzucamy dużo grozy, która nie straszy) oraz nudnawe i niezbyt naukowe sf, językowo na zbliżonym poziomie - i co wtedy?

Miewam wyrzuty sumienia, kiedy muszę odpisać autorowi, że dany tekst naszym zdaniem jest jeszcze za słaby na publikację, chociaż jest w miarę poprawnie napisany, ma zamkniętą konstrukcję i daje się czytać. Uzasadnienie często brzmi: jest mało oryginalny, a autor wtedy reaguje (i ja go rozumiem): hej, ale jak to, w przeszłości zamieszczaliście równie mało oryginalne teksty... I na to już nie mamy innej odpowiedzi, jak tylko: widocznie spodobały nam się bardziej. Zresztą kryteria oceny i selekcji tekstów to temat na oddzielną notkę.

Mój apel do autorów - nie jesteśmy wyrocznią, nie uważamy się za wyrocznię, traktujcie nasze opinie jako drogowskaz i próbkę możliwych reakcji czytelniczych, a nie jak Wyrok Autorytetów. Staramy się pomóc, a nie skopać was krytyką dla wrednej frajdy (inna sprawa, że czasem łapiemy się za głowę, czytając utwory, które nigdy, przenigdy nie powinny wypełznąć z szuflady na światło dzienne - ale to też materiał na osobny wpis). Jeśli sądzicie, że wasz odrzucony tekst jest naprawdę dobry i zasługuje na publikację, po prostu wyślijcie go do innej redakcji, do wyboru macie ich kilka: Nowa Fantastyka, Drugi Obieg Fantastyki, QFant, Głos Fantastyki... Zdarzało się już, że teksty odrzucone przez Esensję ukazywały się w Nowej Fantastyce! I w większości przypadków wcale nie jest nam z tego powodu smutno. Z perspektywy czasu żałuję, że odrzuciliśmy jedno opowiadanie, które u nas trafiło na wyjątkowo surowego recenzenta. Pamiętam też kilka przypadków, kiedy dopiero trzecie, czwarte czy siódme opowiadanie przysłane nam przez wytrwałego autora było oceniane jako dobre i trafiało do publikacji.

Czy z powyższego, przydługiego wywodu pisanego w świąteczne poniedziałkowe przedpołudnie można wysnuć jakąś konkluzję? Może taką: jeśli bez szczególnego wysiłku, w jedno czy dwa popołudnia machnęliście opowiadanko, które jest poprawne, ale nie zawiera absolutnie nic odkrywczego - i sami czujecie, że nie ma tam nic odkrywczego, tekst po prostu „jest w miarę ok” - nie przysyłajcie go do Esensji. Istnieje duża szansa, że go nie weźmiemy.
 

12 komentarzy:

  1. takie krótkie, optymistyczne, lekkie teksty, za którymi ja osobiście nie przepadam, są chętnie czytane - eee...ja też je lubię...

    Mądry tekst.

    Chomik

    OdpowiedzUsuń
  2. 'Forwardujemy'. Zagranico...

    OdpowiedzUsuń
  3. Jestem posiadaczką 'bloga', korzystam z 'komputera', 'laptopa' oraz - o zgrozo - 'netbooka', piszę 'maile' i publikuję 'ebooki'. Jakieś pytania? PS - W XIX wieku puryści próbowali zwalczać słowo 'kolacja' jako brzydką obcą naleciałość, bo przecież istnieje piękne polskie słowo 'wieczerza' ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Pytanie, czy autor sam jest w stanie ocenić swój tekst obiektywnie. Majaczy mi na skraju pamięci parę przypadków genialnych dzieł literackich, które nie zostały by wydane, gdyby ich autorom prawie przemocą z szafy nie wyrwano. Są też przypadki zupełnie odwrotne. Ale jak rozumiem celem tekstu miało być zniechęcenie autorów do wysyłania prac - myślę że został osiągnięty. Na pewno w moim przypadku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli taśmowo tworzysz bazujące na kliszach opowiadanka, które są "w miarę ok", to cieszę się, że oszczędzisz nam konieczności ich czytania.

      Usuń
    2. A jeśli nie? Jeśli tylko nie wierzę w siebie i trudno mi przemóc się przed oddaniem tekstu pod czyjś osąd? No tak - przebolejecie stratę potencjalnie dobrego tekstu, ponieważ będą inne. Niestety, zniechęcanie przed startem jest w naszym społeczeństwie powszechnie przyjętą praktyką. Rozumiem że jeśli wiem, że mój tekst jest nie średni, tylko zgoła beznadziejny a i w odzieniu zdecydowanie nie rokujący to mogę go śmiało wysyłać? Jestem pewna, że mam tekst spełniający takie kryterium - za to nigdy nie będę pewna czy posiadam tekst będący bez wątpienia błyskotliwym, ciekawym i porywającym.

      Usuń
  5. "jeśli wiem, że mój tekst jest nie średni, tylko zgoła beznadziejny a i w odzieniu zdecydowanie nie rokujący to mogę go śmiało wysyłać" - ej no, jeśli gdzieś jest napisane, że nie należy wchodzić w stroju kąpielowym, to czy uznasz, że wolno tam śmiało wchodzić nago?

    Rozważ jedną sprawę, jeśli trudno Ci się przemóc przed oddaniem tekstu pod czyjś osąd, to jak chcesz go oddać pod osąd czytelników? Doświadczenie pokazuje, że prawie zawsze oprócz feedbacku pozytywnego dostaje się krytyczny - czasem sformułowany dość brutalnie. Więc jeśli sama nie wierzysz w wartość tego, co pokazujesz ludziom, to jak cię parę razy skrytykują, uwierzysz w każde słowo krytyki i to BĘDZIE BOLAŁO. I nie wiem, czy po jednym czy drugim razie będziesz jeszcze mieć chęć na powtórkę.

    Tak, moje prywatne zdanie jest takie, że autor powinien wierzyć, że napisał coś fajnego. Niekoniecznie coś super hiper, ale coś, czego wartość sam dostrzega. Uważa, że stworzył dobry, dopracowany kawałek tekstu, włożył w niego przemyślenia, wysiłek i chce się nim podzielić.

    Niestety dosyć często dostajemy teksty, przy których mam podejrzenie, że były pisane z założeniem "a, wezmę i napiszę opowiadanko grozy (lub: sf, lub: humorystyczne, wstaw tu cokolwiek), to popularny gatunek, jak będzie w miarę poprawnie napisane i coś się tam będzie działo, to mi opublikują". Tego właśnie nie lubię. Tego założenia, że "jak się da czytać i COŚ się dzieje, to znaczy, że jest publikowalne".

    Nie zniechęcam do próbowania. Zachęcam do włożenia większego wysiłku niż tylko "a napiszę byle co, byle się dało czytać, i wyślę".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Patrzę na to z trochę innej strony - znam kilka osób które piszą, wkładają w to naprawdę dużo wysiłku, starają się, a ich teksty nadal nie zachwycają. Naprawdę, ciężko poznać po gotowym utworze, ile kosztował autora. Jedni obdarzeni są talentem większym inni mniejszym, jednym pisanie przychodzi łatwo - innym nie. Ludzie posiadają różną zdolność postrzegania, różną wiedzę i zasób słownictwa, często sięgają po dodatkowe materiały w celu wzbogacenia swojej wiedzy na temat realiów, w których zamierzają osadzać bohaterów. Niektórzy z nich mogą uzyskać w ten sposób coś wartościowego, innym jednak zabraknie umiejętności, tak zwanego warsztatu, by efekt końcowy był dobry. Nie znaczy to, że się nie starali. Jeśli taka osoba założy "pracuje nad opowiadaniem tyle miesięcy, włożyłam w nie tyle wysiłku - z pewnością jest dobre!" widząc tylko gotowy tekst może Pani nawet nie dostrzec jak wiele pracy za nim stoi, uznać go za "średni" i nawet stworzony od niechcenia. Przypadek odwrotny, w którym ktoś "trzaśnie" opowiadanie dla zabawy a okaże się ono bardzo dobre po ledwie lekkim doszlifowaniu też jest możliwy. Wierzę że nie powinno się zniechęcać ludzi przed startem i raczej tego zdania nie zmienię. Nie każdy jest urodzonym biegaczem, ale każdy zasługuje na to by móc spróbować. Stawiając się w roli sędziego niestety bierze się odpowiedzialność za podejmowane wyroki, nie można zabronić ludziom poddawania pod osąd spraw których rozstrzygnięcie jest kłopotliwe. Gdyby nie było - czy potrzebowali by sędziego?

      Przepraszam że tak Panią męczę. W pierwszej chwili Pani artykuł wzbudził we mnie naprawdę żywe emocje i być może momentami zapędzam się w dyskusji. Jednak tak samo jak autor publikując swoje dzieło musi liczyć się z możliwością powstania krytyki, tak i osoba decydująca o publikacji musi być przygotowana na to, że czasem spotka się z niezadowoleniem autora którego utwór odrzuca. Obie te osoby inwestują swój czas i energię, po to by powstało coś dobrego: autor pragnie stworzyć jak najdoskonalszy utwór, osoba publikująca chce skomponować najlepszy zestaw z nadesłanych utworów. Niezależnie od wysiłku jaki włożą, powinni być przygotowani na to, że reakcja ludzka nie zawsze jest pozytywna.

      Obawiam się, że osoby wychodzące z założenia "a napiszę byle co, byle się dało czytać, i wyślę" nie przeczytają ani tej dyskusji, ani nawet artykułu który ją wywołał. Natomiast twórcy tekstów średnich (czy nawet słabych) wkładający w nie dużo wysiłku będą je nadal nadsyłać, licząc że tym razem znajdą się ponad poprzeczką.

      Ponieważ dyskusja się przeciąga, postanowiłam zalogować się wreszcie. Przepraszam, że dopiero teraz. Przy okazji chce przeprosić a ortograficzną stronę tego i poprzednich postów. Sprawdzałam je, ale jako dyslektyczka zapewne nie wszystkie błędy zdołałam zauważyć.
      Pozdrawiam i życzę cierpliwości do tych, którzy próbują zadebiutować. Większość z nich naprawdę się stara, lecz tylko w przypadku niektórych z nich te starania przełożą się na sukces.

      Usuń
    2. Serdecznie dziękuję za zaangażowane i obszerne komentarze :)

      Gdy chodzi o kontrowersyjną kwestię zniechęcania przed startem, chcę podkreślić jedną rzecz, Zniechęcam w jednym bardzo konkretnym przypadku - kiedy ktoś machnął "na szybko" opowiadanko i WIE, że ono jest w sumie byle jakie, ale mimo to chce je zutylizować wysyłając gdzieś. To naprawdę można poznać, zwłaszcza że takie teksty nierzadko przysyłają osoby, które już coś wcześniej publikowały - czy to u nas, czy gdzie indziej - więc wiem, jak potrafią pisać, kiedy się przyłożą. Naprawdę widać, kiedy autor ma wyrobiony warsztat, tylko pisał bez pomysłu lub nie chciało mu się przysiąść i wymyślić dłuższej, oryginalnej historii.

      Nie wymagam od autorów, żeby zawsze umieli obiektywnie ocenić to, co tworzą, ale powiem z autorskiego punktu widzenia: czasem autor WIE, że napisał przysłowiowe byle co. I może owo "byle co" schować do szuflady (czy w dzisiejszych realiach - zachomikować gdzieś na dysku) albo próbować mimo wszystko je upublicznić. A ja zgodnie z prawdą informuję, że Esensja będzie wolała przyjąć tekst, który jest chropawo napisany, ale - jak to mówimy - "z błyskiem". Z pomysłem, z uczuciem, jak mawia jedna z koleżanek - z polotem.

      To, czy autor włożył wysiłek w zrobienie tzw. researchu, można poznać, i takie teksty mają u mnie zawsze bardzo duży plus. Research stanowi "wartość dodaną", w naszych recenzjach automatycznie podwyższa ocenę. Przyznam jednak, że odkąd jestem w Esensji, nie zetknęłam się z przypadkiem, gdzie tekst zawierałby pieczołowicie opisane tło, pełne dobrze oddanych szczegółów historycznych czy naukowych, a równocześnie byłby napisany tak topornie, że nie nadawałby się do zredagowania. Raz zdarzyło nam się włożyć mnóstwo pracy w wygładzenie tekstu na 90 tys, znaków, który zawiera od pioruna smaczków historycznych, ale napisany był chropawo. Opublikowaliśmy go:
      http://esensja.pl/tworczosc/opowiadania/tekst.html?id=12495

      A gdy chodzi o to:
      "Natomiast twórcy tekstów średnich (czy nawet słabych) wkładający w nie dużo wysiłku będą je nadal nadsyłać, licząc że tym razem znajdą się ponad poprzeczką"

      Ależ to dobrze, że ci, którzy wkładają w teksty dużo wysiłku, będą nadsyłać! Mnie pozostaje tylko liczyć, że kiedy dostaną kulturalnie napisaną opinię odmowną wraz z uzasadnieniem, to nasze uwagi pomogą im następnym razem napisać lepszy tekst! Zresztą bywa, że ktoś do nas przysyła jedno, drugie słabsze opowiadanie, a przy trzeciej lub czwartej próbie już pisze tak dobrze, że bez problemu trafia na łamy.

      Pozdrawiam również!

      Usuń
    3. Cóż, chyba na tym koniec naszej dyskusji. Dziękuję za wszystkie odpowiedzi i życzę (trochę złośliwie) żeby problem wyboru nie był już między tekstami dobrymi i średnimi, a nadzwyczajnymi i bardzo dobrymi ;). Bo wybrać zawsze będzie trzeba.

      Usuń
  6. Mi się wpis bardzo podobał, pokazuje kulisy działania redakcji, taką zwykłą codzienność i ludzi, którzy w Esensji pracują. Myślę, że dla autorów to coś bardzo ciekawego i ważnego, ta możliwość zajrzenia na drugą stronę, sprawdzenia, jak działa portal. Będzie więcej wpisów w kategorii "kulisy Esensji"?
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Biorąc pod uwagę poziom zainteresowania i żywy odzew - tak, na pewno będą następne :) Pozdrawiam również!

      Usuń