2013-04-24

Olej z miodli indyjskiej i kurze kupy, czyli jak rzucić klątwę voodoo


Dla tych, co nie wiedzą: anglojęzyczne zasoby Internetu są pełne materiałów o magii. I nie chodzi tu bynajmniej o artykuły popularnonaukowe, prezentujące ciekawostki przed stu lat. Nie! Na sieci znajdziecie od pioruna opisów praktyk magicznych - i to nie takich, które ktoś przepisał w pocie czoła ze starożytnych ksiąg. Ogromna większość tych, zazwyczaj bardzo prostych, zaklęć i rytuałów została opracowana współcześnie przez ludzi praktykujących magię Wicca, voodoo czy jeszcze inną.

Nie przestaje mnie zadziwiać, ile osób w XXI wieku interesuje się tematem magii bynajmniej nie dlatego, że (jak ja) szukają inspiracji dla twórczości fantasy. Ludzie autentycznie wierzą w czary, próbują rzucać zaklęcia, gorzej - skłonni są płacić ciężkie pieniądze reklamującym się w sieci fachowcom od czarów. Chcecie, żeby rzucono dla Was zaklęcie voodoo, które zagwarantuje Wam miłość wybranej osoby? Niejaki Witch Doctor Baba oferuje tę usługę za jedyne 125 funtów! Proponuje też pakiet ultraskuteczny: rzucanie zaklęć przez 7 kolejnych nocy - za 500 funtów...

Naiwność ludzka, krótko mówiąc, jest przerażająca. Porażająca. Wbijająca w ziemię. I zdaje się, że można na niej całkiem nieźle zarobić. Ciekawe tylko, czy Witch Doctor Baba oficjalnie płaci od swojej działalności podatki? W naszym kraju miałby z tym pewien problem, w każdym razie gdyby chciał zarejestrować firmę, bo Polska Klasyfikacja Działalności nie przewiduje odrębnego kodu dla usługi rzucania zaklęć...

Podumawszy nieco nad oficjalną stroną Witch Doctora Baby, zmodyfikowałam swoje plany dotyczące kolejnego wpisu tu na blogu. W związku ze szaleńczą i niesłabnącą od prawie roku popularnością wpisów Proste zaklęcia miłosne i Współczesne zaklęcia miłosne, kusiło mnie, żeby stworzyć wpis o niebezpiecznych zaklęciach miłosnych. Już zabierałam się do szukania materiałów o czarach wykorzystujących ziemię z grobu, zęby wisielców i inne niehigieniczne składniki, ale zreflektowałam się, że jeszcze, nie daj licho, podkuszę jakieś łatwowierne jednostki do dewastowania cmentarzy, degustowania krwi menstruacyjnej (bardzo popularny niegdyś środek dodawany do napojów miłosnych), lub - jeszcze gorzej - do prób zakupienia przez Internet sproszkowanych hiszpańskich much (pryszczel lekarski, Lytta vesicatoria - afrodyzjak, powoduje stan zapalny dróg moczowych z towarzyszącym przekrwieniem narządów płciowych, łatwy do przedawkowania ze skutkiem śmiertelnym)... I darowałam sobie. Ale w zamian uraczę Was ciekawostką.

Na stronie spells4free.com znalazłam opis czaru voodoo, który - słowo daję - wykorzystam w którymś tekście o Krzyczącym w Ciemności, bo rytuał jest na swój sposób urokliwy (ujęło mnie zwłaszcza wykorzystanie odchodów od dwóch różnych kur). Ponieważ dotyczy on szkodzenia ludziom, a konkretnie zsyłania chorób, specjalnie nie przytoczę go w całości, żeby nie było, że zamieszczam tu instrukcje dotyczące czarnej magii (acz jeśli o mnie chodzi, w sprawach czarów jestem absolutnym, bezwzględnym sceptykiem, więc szkodliwość czarnej magii uważam za zerową tak długo, dopóki nie obejmuje ona dręczenia żywych zwierząt). 



hens
Aby sprowadzić chorobę na wybraną osobę

Potrzebne materiały:


Włosy osoby, którą chcesz przekląć
Obcięte paznokcie osoby, którą chcesz przekląć
Zdjęcie osoby, którą chcesz przekląć
Mała laleczka voodoo
Odchody od dwóch różnych kur
Pióra orła
Olej z miodli indyjskiej
Szpilki


Instrukcje:


1. Przygotuj ołtarzyk, a wokół niego narysuj krąg. Skrop krąg od środka wodą z solą lub wodą różaną, żeby zaklęcie nie ugodziło w ciebie.
2. Na ołtarzyku zapal małe ognisko, a nad nim powieś garnczek i napełnij go wodą. Przygotuj laleczkę: przymocuj do niej włosy, paznokcie, zdjęcie etc. osoby, którą chcesz przekląć. Potem ponakłuwaj laleczkę szpilkami, wbijając je w różne części ciała. Odłóż laleczkę na bok (wewnątrz kręgu).
3. Do gotującej się wody w garnczku wrzuć wszystkie pozostałe składniki poza olejem z miodli.
4. Oblej laleczkę z wbitymi szpilkami olejem z miodli i pozwól, żeby nasiąkała przez ok. 10 minut. Następnie powieś ją nad garnczkiem, w którym gotują się kurze kupy, a kiedy mikstura zacznie wrzeć - wrzuć laleczkę do środka.
[Koniec rytuału wycenzurowany.]

Prawda, że smakowite? Jak sobie wyobrażę minę Krzyczącego na sugestię, że miałby rzucić klątwę przy pomocy kurzych kup...


Co mnie zaciekawiło w tym przepisie - to figurująca w oryginale tajemnicza "neem oil". Nazwa nic mi nie mówiła, ale przecież mamy nieocenioną w takich wypadkach Wikipedię. Sprawdziłam - po polsku jest to olej z miodli indyjskiej. Ciemnożółty, o charakterystycznym silnym zapachu (podobno pachnie jak orzeszki ziemne wymieszane z czosnkiem), mocno gorzki (i chyba ta gorycz sprawiła, że ktoś wpadł na pomysł wykorzystania go w powyższym przepisie). Zawiera 53,4% kwasu oleinowego, 25,1% kwasu palmitynowego, 15,5% kwasu linolowego, 4,5% kwasu stearynowego, 1% kwasu linolenowego oraz rozmaite triterpeny. Nie jest to bynajmniej jakaś straszliwa trucizna, wprost przeciwnie - ma działanie lecznicze, uspokajające, antybakteryjne, łagodzi swędzenie. Stosuje się go w w przemyśle kosmetycznym i farmaceutycznym. Jest przeznaczony dla skóry suchej, podrażnionej, skłonnej do zapaleń, przy egzemie. Wchodzi w skład szamponów przeciwłupieżowych i preparatów do higieny jamy ustnej. Wykorzystuje się go też jako biopestycyd - do odstraszania różnego rodzaju owadów, m.in. mszyc, mrówek i karaluchów.

Ciekawostka - kurze kupy były polecane w dawnych wiekach jako środek na porost włosów (należało nimi wytrwale smarować łysinę, podobno działały niezawodnie). Wyobrażacie sobie rozczarowanie nieszczęsnego domorosłego maga, który namęczył się, żeby rzucić powyższą klątwę, po czym dowiedział się, że ofiara nie tylko nie zachorowała, ale dziwnym trafem pozbyła się łysiny, łupieżu tudzież mszyc z ogródka?



Powiązane wpisy: Czary miłosne ze starych ksiąg, Czary - praktyczne porady sprzed wieków, Receptury szarlatanów.



4 komentarze:

  1. Żaden ze mnie zoolog, ale na zdjęciu jest chyba kogut i kurka (mimo że obrazek nazywa się female_pair).

    I od razu zaczynam się zastanawiać: Czy takie nagięcie przepisu jest już zbyt radykalne, czy jeszcze nie? A gdyby to były odchody dwóch kogutów? A trzech różnych kur? A dwóch kur (czyli warunek spełniony) z domieszką koguciej? Czy następuje wtedy dezaktywacja? Ciekawe są prawa rządzące czarami. Trzeba to wszystko zbadać!

    A co do naiwności. Wychodzę z założenia, że jeśli ktoś chce wydać pieniążki, to droga wolna. Tak, jak nikt nie pozwie producenta Vanisha, że nie czyści jak w reklamie, tak i przydałoby się od magików odczepić. Naiwny ktoś? Niech traci.

    A jeszcze będzie miał z tego przyjemność - good for them.

    PS. I największa zagadka: Jaki jest związek płci zwierzęcia z tym co za sobą zostawiło?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nie ja tak inteligentnie zatytułowałam to zdjęcie, to ktoś z ekipy Wikipedii nie odróżnia kury od koguta :D

      W odchodach, tak jak i w moczu, można znaleźć śladowe ilości hormonów oraz ich metabolitów, a rodzaj i ilości tych hormonów będą się różnić zależnie od płci. Widziałam pracę opisującą monitorowanie stężeń estrogenów i progesteronu w moczu i kale szympansic bonobo trzymanych w zoo :)

      Usuń
    2. Czyli, wychodziło by na to, wszystko się do chemii sprowadza (jak zwykle). To teraz trzeba obczaić co robią te hormony w wywarze.
      Dobra, przeginam już. ^^

      A przesądy... każdy ma jakieś. Całowanie fotografii ukochanej osoby? Równie bez sensu. Ani ta osoba widzi, że my całujemy, ani to poczuje.
      Ale nie do takiej prostej logiki sprowadza się ludzkie życie chyba...

      Usuń
  2. Jak zdobyć paznokcie nielubianego szefa i odchody kur w mieście?

    A moje koleżanki wierzą,że jak się zbiera kamienie,to się będzie miało ciężkie życie.....Ręce opadają..

    A wpis ciekawy, jak zwykle.


    Chomik

    OdpowiedzUsuń