2013-04-14

Selekcja tekstów to nie egzamin


Pisząc poprzednią notkę o selekcjonowaniu tekstów, biedziłam się, jak by tu ładnie ująć główne przesłanie, a z komentarzy wnosząc - nie do końca mi się udało. Później, w rozmowie, sprawę idealnie podsumowała koleżanka z redakcji, mówiąc: trzeba zawsze pamiętać, że wybór opowiadań do publikacji to nie egzamin

Na egzaminie, żeby zdać, trzeba spełnić pewne kryteria formalne. W przypadku opowiadania takimi kryteriami "egzaminacyjnymi" są: poprawność językowa, fabuła (tekst, zwłaszcza dłuższy, nie powinien być statycznym zlepkiem scen - coś musi się w nim dziać, musi zachodzić jakiś proces uwarunkowany działaniami bohaterów) i zakończenie (fabuła nie może się urywać w próżni). Jednak my (piszę te słowa w imieniu działu literackiego Esensji, ale sądzę, że niejedna redakcja mogłaby przytaknąć) do publikacji szukamy opowiadań poprawnych od strony formalnej, w których jest coś jeszcze, tzw. "iskra" - coś, co sprawia, że możemy dany tekst z czystym sumieniem polecić innym. Jednym się spodoba, innym nie, ale jest w nim coś, co NAM się spodobało. Coś, co sprawia, że chcemy innych zachęcić do lektury, bo warto. Tu tkwi przysłowiowy sęk.

Sama oceniam opowiadania raczej rzadko, głównie wtedy, kiedy ktoś musi ostatecznie rozstrzygnąć dylemat: bierzemy czy nie bierzemy. Wiele razy zastanawiałam się na własny użytek, co sprawia, że decyzja wypada na "tak" albo na "nie". Pierwsze kryterium dyskwalifikacji to język - daję za wygraną, jeśli widzę dużo błędów bądź dużo zgrzytów, które nie są błędami z punktu widzenia konstrukcji pojedynczego zdania, ale wymagają poprawienia w redakcji. Powiem brutalnie - nikt nie ma czasu redagować opowiadania przez trzy dni, nawet jeśli pomysł jest ciekawy. Zwykle występuje jedna z dwóch tendencji: zdania bardzo proste, "szkolne", bez polotu, lub na odwrót: zdania kwieciste, wielokrotnie złożone, z udziwnionymi porównaniami czynionymi na siłę. Często stykam się z tzw. pomieszaniem podmiotów oraz nadużywaniem czasownika "być". Ale jeśli z językiem jest w miarę dobrze (a często tak jest - duży odsetek autorów przysyłających nam propozycje pisze jeśli nie pięknie, to w każdym razie na tyle sprawnie, że redaktor nie dostaje zawału), co wtedy?

Jeśli tekst ma fabułę, ma zamkniętą konstrukcję, zakończenie i jest poprawnie napisany - moje następne i decydujące kryterium selekcji to oryginalność. Szukam oryginalności. Nie, nie dążę do tego, żeby teksty były pozbawione jakichkolwiek wtórnych elementów, bo uważam, że nie tędy droga. Na dobre czy na złe fantastyka posługuje się pewnym wachlarzem dyżurnych pomysłów i rekwizytów, które przewijają się w wielu tekstach. W przypadku sf często spotykane motywy to np. odkrywanie nowych planet, sztuczna inteligencja, kontakt z Obcymi czy konflikt "anarchista kontra system", w przypadku fantasy zaś - walka z potworem, wojna między królestwami, nauka posługiwania się magicznym talentem czy motyw wybrańca. Powtarzają się też schematy fabularne właściwe literaturze w ogólności - często występują np. motyw zemsty, zakazanej miłości, śledztwo w sprawie zbrodni, dorastanie i odnajdywanie własnej drogi... Moje prywatne zdanie jest takie, że nie trzeba próbować za wszelką cenę wymyślać czegoś zupełnie nowego, wystarczy zgrabnie ubrać starą opowieść w nowe szatki. Mimo to szukam przynajmniej iskierki nowości. Czegoś, co autor dodał od siebie, zamiast układać klisze jak klocki i powtarzać schematy realizowane już w literaturze i filmie po wiele razy. To może być choćby jedna, nieszablonowa postać, charakterystyczny styl, pomysłowe rozwiązanie akcji, kreacja świata, elementy tła, oryginalne gadżety... Coś zapadającego w pamięć, coś wyrazistego i własnego.

Właśnie o tę ostatnią rafę rozbija się zaskakująco dużo nieźle napisanych opowiadań o poprawnej, zamkniętej konstrukcji. Tych średniaków "bez błysku", które odrzucamy, mając przy tym niejakie wyrzuty sumienia, bo to są od strony formalnej publikowalne teksty! Zdałyby egzamin na 3+ albo na 4.

Oczywiście wiem i przyznaję, że ocenia się do pewnego stopnia subiektywnie. Bardzo subiektywnie. Więcej, powiem Wam coś jeszcze. Każdy redaktor ma jakieś osobiste fetysze, rzeczy, które sprawiają, że automatycznie przychylniej patrzy na tekst (np. legendarny postmodernizm Maćka Parowskiego). Myślę, że moim prywatnym fetyszem redaktorskim jest świat przedstawiony. Realizm, ładnie pokazane i pomysłowe detale tła. W przypadku fantasy - klimat "historyczności", w przypadku sf - przemyślane szczególiki naukowo-techniczne. Modelowym przykładem mogą tu być opowiadania Iwony Kowalczyk z cyklu saldarskiego, których atutem są przekonująco pokazane quasi-średniowieczne realia, albo opowiadanie Witolda Dworakowskiego Kiedy rozum śpi, budzą się potworygdzie bohaterka zajmuje się konserwacją instalacji elektrycznych, a jednym z głównych elementów fabuły jest sabotaż polegający na niszczeniu elementów sieci energetycznej.


http://esensja.stopklatka.pl/tworczosc/opowiadania/tekst.html?id=15324



Aha, a tak przy okazji - Esensja nie ogranicza się do fantastyki. Lubimy mainstream. Nawet bardzo. Ale z jakichś względów, jeśli już dostajemy teksty bez elementów fantastycznych, zwykle nie są najlepsze, ani językowo, ani fabularnie. Sama chciałabym wiedzieć, czemu tak jest.

Pokrewne wpisy: O selekcji tekstów średnich.



1 komentarz:

  1. Oczywiście,że to jest subiektywne-jak przyjecie do pracy,wybór Miss czy przyznanie Oscara.

    Chomik

    OdpowiedzUsuń