2013-07-20

Impresje z Kazimierza Dolnego


Ci, którzy mnie lepiej znają, wiedzą, że nie lubię spontanicznych wyjazdów. Ale kiedy trafiła się okazja, żeby zaliczyć mały wakacyjny wypad do Kazimierza - raźnie spakowałam manatki i pojechałam.

Dla tych, którzy nie wiedzą: Kazimierz Dolny to zabytkowe miasteczko nad Wisłą, o rzut beretem od Puław i nieco większy rzut beretem od Lublina. Jest tam malowniczy ryneczek otoczony przez renesansowe kamieniczki, ruiny zamku, stara wieża obronna, zabytkowe spichlerze, muzea i wille. I mnóstwo galerii sztuki, bo Kazimierz to od dziesięcioleci mekka artystów wszelkiej maści - zarówno tych z dyplomami, jak i tych domorosłych. I słynna piekarnia, z której pochodzą kazimierskie koguty - taki dziwny drożdżowy twór do nabycia za 4 zł na licznych straganach. I bulwar biegnący wzdłuż wałów przeciwpowodziowych aż do położonego kilka kilometrów dalej kamieniołomu - przyjemna trasa spacerowa, zwłaszcza o zachodzie słońca. I fantastyczna podobno lodziarnia - ja lodów nie jadam, ale znajomi ją bardzo chwalili. Po Wiśle kursują zaś stateczki - za niedużą opłatą można popłynąć do Janowca i z powrotem, żeby podziwiać widoki.

A co robiłam przez tych kilka dni? No cóż, jak to ja - przede wszystkim spacerowałam, jak nie po uliczkach, to bulwarem (a komary miały na mnie używanie). Robiłam zdjęcia. Zwiedziłam też kazimierskie galerie i zachwyciłam się wystawą obrazów Sylwii Kalinowskiej: dziewczęce twarze o wyrazistych oczach w otoczeniu motyli i secesyjnych falistych motywów roślinnych. Szczególnie spodobały mi się prace malowane na deskach, gdzie ludzka postać wydaje się stapiać w harmonijną całość z drewnem, nadal zachowującym charakterystyczny kształt pnia oraz sęki. Rusałki, duchy drzew?

W ceglanym baraku koło ulicy Nadwiślańskiej, obok internatu Zespołu Szkół im. Jana Witkiewicza-Koszczyca, znajdowała się akurat wystawa "Dawne Narzędzia Tortur" (a reklamowała ją ustawiona przy bramie, całkiem realistyczna kukła w czerwonym katowskim kapturze). Bilet normalny w cenie 6 zł - nie zastanawiałam się długo i poszłam. Wystawa okazała się odrobinę rozczarowująca: wśród rozwieszonych czarnych płacht, w bardzo słabym oświetleniu stało łącznie około dziesięciu urządzeń. Półmrok miał zapewne tworzyć odpowiednio złowrogi klimat, ale utrudniał dokładne przyjrzenie się eksponatom. Można było podziwiać takie niemiłe wytwory sadystycznej wyobraźni oprawców, jak krzesło inkwizytorskiebocian, koń hiszpański czy łoże do rozciągania stawów, a z tabliczek dowiedzieć się, w jaki sposób okaleczano nieszczęsne ofiary za ich pomocą. Były też urządzenia służące do wykonywania wyroków śmierci: garota oraz stary, dobry pal. Co ciekawe, na wystawie znalazła się żelazna dziewica (znana również jako dziewica norymberska) z informacją, że służyła do wykonywania kary śmierci, a konkretnie, że wbudowane w jej wnętrzu ostrza wbijały się w oczy i pierś skazańca - natomiast Wikipedia twierdzi coś zupełnie innego.



Mistrz małodobry straszy przechodniów na Nadwiślańskiej.


Pieczywo ze słynnej piekarni Sarzyńskiego było przepyszne jak zawsze. Koguty nie budzą mojego entuzjazmu, za to jestem zaprzysięgłą fanką kulebiaków z kapustą: pulchne drożdżowe ciasto, a w środku nadzienie z kiszonej kapusty z pieczarkami, majerankiem i dużą ilością pieprzu. Poezja! Na ulicy Nadwiślańskiej miły starszy pan oferował na sprzedaż miody z najróżniejszych roślin - w tym wierzbowy, malinowy oraz miód z nawłoci. A w kioskach z pamiątkami przy rynku można nabyć przedmioty, które nadają pojęciu "kicz" nowe, nieznane wcześniej wymiary - na szczęście nie posiadam pociech, które mogłyby chcieć posiadać takie pamiątki. 

Kiedyś może uda mi się osadzić w Kazimierzu akcję jakiegoś tekstu. Kiedyś. Tymczasem - oto garść zdjęć.














Fot. A. Hałas

3 komentarze:

  1. Kazimierz jest ładny,ale,niestety,bywa zapchany.Te obrazy z drewna musiały być fajne.


    Chomik

    OdpowiedzUsuń
  2. Widziałam, co się potrafi dziać w Kazimierzu, kiedy jest weekend i słoneczna pogoda - a w długi weekend majowy to już w ogóle porażka, ludź na ludziu :/ Natomiast teraz, w dni powszednie i w dość deszczowy weekend, było pustawo i przyjemnie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Racja. Fajne miejsce na ulokowanie opowiadania kryminalnego. Jakoś tak w XV-XVII wieku....

    OdpowiedzUsuń