2013-07-08

Piwniczna 2013 - upał, muchy i padalce


Poprad i wzgórza wokół Piwnicznej.


Piwniczna-Zdrój to miejscowość, którą warto odwiedzić choćby tylko ze względu na malowniczość okolicy. Poprad płynie tu między wzniesieniami, na których rozciągają się ciemne lasy i zielone łąki. W miasteczku znajduje się mały ryneczek ze straganami i kilka knajp. Ponieważ Piwniczna to uzdrowisko, jest tam pijalnia wody mineralnej (tutejsza woda zawiera dużo magnezu i wapnia, działa korzystnie m.in. w leczeniu choroby wrzodowej żołądka). Ci, którzy nie czują się na siłach iść w góry, mogą pospacerować po parku zdrojowym albo po bulwarze wzdłuż Popradu; kąpać się nie wolno, ale widzieliśmy ludzi, którzy się tym nie przejmowali i pływali w mętnawej wodzie. Jeden dzień warto poświęcić na wypad do pobliskiego Rytra i zwiedzenie ruin zamku, można też podjechać do Nowego Sącza lub do Krynicy. Szlaki w większości są nieźle wyznakowane (choć bez mapy obyć się nie sposób) i jest ich wystarczająco dużo, żeby dało się zrobić kilkanaście ciekawych wycieczek.

Poniżej szczegółowa relacja z czerwcowego pobytu w Piwnicznej, głównie dla osób, które mogą być zainteresowane wyjazdem w tamte rejony.


Wycieczka 1: Hala Łabowska - Hala Pisana - przełęcz Bukowina

Przyjemna trasa, dobra na pierwszą wyprawę. Do Łomnicy-Zdroju przez grzbiet, szlakiem niebieskim w górę i zielonym w dół (wychodzi się na bardzo ładną przełączkę wśród łąk), potem z Łomnicy żółtym przez odsłonięty teren (łąki, pola), omijając z prawej szczyt Parchowatka, i dalej już lasem na Halę Łabowską, gdzie znajduje się duże, drewniane schronisko PTTK. Potem czerwonym szlakiem na Halę Pisaną (1044 m) i przełęcz Bukowina, częściowo lasem, częściowo przez bardzo malownicze jagodziska - w czerwcu zielone, we wrześniu rude. I zejście żółtym szlakiem do Piwnicznej. Po drodze mija się położoną na grzbiecie wioseczkę, zaledwie małe skupisko murowanych domków.

Na samym początku wędrówki uratowaliśmy padalca, który pełzał po polnej drodze - złapaliśmy go w pokrowiec na mapę i wypuściliśmy na łące. Dzień był upalny i pierwsze godziny na trasie, w palącym słońcu, mocno nas zmęczyły, ale potem w lesie było już lepiej. Niezmiernie "ukochały" nas też roje much, do tego stopnia, że utrudniały robienie zdjęć.




Wychodnia skalna w lesie w pobliżu Hali Pisanej.



Zejście z przełęczy Bukowina.


Wycieczka 2: Eliaszówka - Obidza - Mały Rogacz - Wielki Rogacz - Niemcowa

Z Piwnicznej zielony szlak wspina się przez łąki, a potem dosyć długo biegnie lasem - w górę i w górę - aż dociera na Eliaszówkę (1024 m), gdzie znajduje się dosyć duża, ładna poręba z jagodziskami. Trochę dokuczały nam gzy i komary. Z poręby już blisko na Obidzę (przełęcz, poniżej której leży wioska). Na Rogacze biegnie z Obidzy szlak niebieski, początkowo wspólnie z czerwonym, który dalej się odgałęzia. Podejście niebieskim szlakiem jest stosunkowo męczące, ale po lewej stronie rozciąga się piękny widok na Tatry i Pieniny, jedna z ładniejszych panoram w tej części Beskidów. Naprawdę warto tu przyjść w dzień, kiedy widoczność jest dobra. My nie mieliśmy szczęścia - mgiełka zasłaniająca góry sprawiła, że robienie zdjęć nie miało najmniejszego sensu.

Z Wielkiego Rogacza czerwony szlak schodzi na Niemcową - przyjemne liściaste lasy, dużo światła, paprocie, polanki. Zejście żółtym szlakiem z Niemcowej, też ładne, bardzo widokowe (dużo łąk), prowadzi przez liczne jagodziska - niestety jagody jeszcze nie dojrzały.

To była zdecydowanie najbardziej męcząca trasa tego wyjazdu, głównie przez upał.


Wycieczka 3: Rytro - Makowica - Jaworzyna Kokuszczańska - przełęcz Bukowina

Żeby pójść z Rytra na Makowicę (948 m), najlepiej powędrować najpierw szlakiem czerwonym (zaczyna się od dość męczących podejść przez las, tak na zachętę), potem skręcić na żółty, który przebiega przez zagubioną na odludziu wioseczkę o nieznanej mi nazwie. Mało uczęszczane ścieżki nikną wśród bujnej trawy na łąkach - odnalezienie miejsca, gdzie żółty szlak przecina się z niebieskim, nastręczyło nam trochę trudu, kawałek wspinaliśmy się na przełaj, ale ostatecznie znaleźliśmy niebieski szlak i weszliśmy nim na Makowicę, gdzie wznosi się mała wieżyczka ułożona z kamieni. Dalej niebieski schodzi na skrzyżowanie szlaków, gdzie łączy się z zielonym i czerwonym. Ten ostatni biegnie dalej w tym samym kierunku, przez las, na Jaworzynę Kokuszczańską i przełęcz Bukowina.




Kamienna wieżyczka na Makowicy.

Przez większą część dnia słyszeliśmy grzmoty, to przed sobą, to za sobą. Najpierw wielka burza kłębiła się daleko od nas, po drugiej stronie Popradu, w paśmie Radziejowej. Potem się oddaliła, ale na Jaworzynie Kokuszczańskiej zaczęliśmy dla odmiany słyszeć grzmoty przed sobą. Zeszliśmy na przełęcz, potem niżej, zatrzymaliśmy się, żeby sfotografować ciemnoróżowe dzikie goździki, wyszliśmy spod osłony drzew na trawiasty grzbiet... i zobaczyliśmy, że na lewo od nas kłębią się ciemne chmurzyska, od czasu do czasu błyskają błyskawice, a prosto na nas idzie boczne skrzydło głównej chmury. Piorun w otwartym terenie to nie przelewki, więc zeszliśmy w dół zbocza po zawietrznej, przycupnęliśmy w pelerynach przeciwdeszczowych na łące i czekaliśmy, aż burza się oddali. Potem już bez przygód zeszliśmy żółtym szlakiem z przełęczy Bukowina do Piwnicznej.




Dzikie goździki.



Pochmurnie i tajemniczo.



Wycieczka 4: Kicarz - Łomnica-Zdrój - Kokuszka

Dzień był deszczowy, więc dłuższa wyprawa mijała się z celem. Poszliśmy zatem na szczyt wznoszący się tuż nad Piwniczną, czyli porośnięty gęstym lasem Kicarz (704 m), na szczycie którego wznosi się charakterystyczny metalowy krzyż.

Las w deszczu i mgle był mroczny, cichy i tajemniczy, a zieleń mokrej trawy na polanach aż raziła oczy swoją barwą. Trochę pobłądziliśmy, schodząc z Kicarza w złą stronę, ale dzięki temu zobaczyliśmy śliczną salamandrę plamistą (niestety było za ciemno, żeby zrobić jej zdjęcie) oraz czarci krąg muchomorów.





Zielona łąka (uwielbiam ten odcień zieleni po deszczu) i czarci krąg.


Zeszliśmy bez pośpiechu do Łomnicy-Zdroju i szlakami rowerowymi powędrowaliśmy do wsi Kokuszka, a z Kokuszki do Piwnicznej - w mokrych butach, ale zadowoleni, że udało się dokądś pójść zamiast siedzieć na kwaterze i patrzeć przez okno, jak pada.


Wycieczka 5: Wierchomla Mała - Runek - Hola - Hala Łabowska - Łomnica-Zdrój

Jedna z ładniejszych wypraw tego wyjazdu. W prognozie pogody zapowiadano burze, więc początkowo zamierzaliśmy pójść na krótką trasę, z której można łatwo zejść. Podjechaliśmy busem do Wierchomli Małej i czarnym szlakiem (najpierw stromo przez las, potem przez piękne kwitnące łąki) wspięliśmy się do bacówki PTTK, skąd w teorii roztacza się widok na Tatry, ale w praktyce było stamtąd widać tylko chmury. Pogoda sprawiała wrażenie stabilnej, więc zmieniliśmy plany i odważnie ruszyliśmy niebieskim szlakiem na Runek, a potem czerwonym: Hola - Jawor - Hala Łabowska. Cały czas przez las, bez większych podejść, idzie się łatwo i przyjemnie, tyle że na tej trasie nie ma specjalnie efektownych widoków. A potem zejście żółtym z Hali Łabowskiej do Łomnicy-Zdroju (i choć niby dobrze znaliśmy już drogę, nie obyło się bez niespodzianki, bo na zejściu źle skręciliśmy i musieliśmy wracać spory kawałek). Z Łomnicy-Zdroju nie chciało nam się już wspinać na grzbiet dzielący ją od Piwnicznej, więc poszliśmy szosą. Odcinek drogi nr 971 biegnący wzdłuż Popradu i torów kolejowych jest całkiem ładny, warto się tamtędy przejść w taki dzień, kiedy słońce nie praży. Wezbrany po deszczach, wzburzony Poprad szumiał głośno, brązowy od niesionej wodą gliny.




Las i chmury.


Wycieczka 6: Rytro - Rogasiowy Szlak - Kornytowa - Jaworzyny - przełęcz Żłobki - Wielki Rogacz - Niemcowa

Niebieski szlak, wychodząc z Rytra, długo biegnie szosą, aż dociera do leśniczówki, a potem wspina się dalej wzdłuż potoku. Właśnie w tej okolicy, w lesistych dolinach pod Rytrem, rozgrywa się akcja książki Marii Kownackiej "Rogaś w Dolinie Roztoki". Dzisiaj nad Roztoką Ryterską króluje już cywilizacja - wyasfaltowane drogi, parkingi i tablice informacyjne o przyrodzie.

Chcieliśmy odbić w okolicach leśniczówki na żółty szlak, ale okazał się on szlakiem widmo, to znaczy znaleźliśmy miejsce, gdzie teoretycznie się zaczyna, ale nie sposób było odszukać miejsca, w którym oddziela się od szlaku niebieskiego i przechodzi przez potok. Po naradzie poszliśmy szlakiem zielonym ("Rogasiowy Szlak") w górę potoku, obok Starego Kamieniołomu, mijając po drodze zakątek, gdzie w zarośniętych roślinnością oczkach wodnych żyją - jeśli wierzyć tablicy informacyjnej - liczne gatunki płazów i gadów.  W rejonie rezerwatu Baniska zielony szlak odbija od potoku i prowadzi bardzo stromym podejściem w górę na Kornytową, gdzie łączy się z żółtym. Okazało się, że żółty szlak jak najbardziej istnieje i tam na górze jest całkiem dobrze oznakowany. Trasa biegnie przez ładne lasy zboczem Jaworzyn, gdzie po lewej rozciągają się piękne widoki na zalesione zbocza i doliny bez żadnych śladów ludzkiej obecności.

Dalej zielony szlak się kończy, a żółty dochodzi do wyżwirowanej drogi, którą biegnie szlak rowerowy. Okazało się, że przy tej drodze prowadzona jest zrywka drewna - kilkadziesiąt ściętych drzew tarasowało przejście, trzeba było je ostrożnie, szybciutko wyminąć. A potem już przełęcz Żłobki, skąd warto podejść kawałek w kierunku Radziejowej, bo rozciągają się stamtąd piękne widoki na Tatry i Pieniny. Niestety jak na złość na tej, najbardziej widokowej, wycieczce zapomnieliśmy aparatu...

Zeszliśmy bez żadnych przygód, znaną już trasą: czerwonym szlakiem na Wielki Rogacz i Niemcową, a z Niemcowej żółtym do Piwnicznej.


Wycieczka 8: Wierchomla Mała - bacówka PTTK - Wierchomla Wielka - Kiczora - Łomnica-Zdrój

I znowu deszczowy dzień, i znowu stosunkowo krótka trasa. Busem do Wierchomli Małej, czarnym szlakiem do bacówki PTTK, potem szlakiem rowerowym drogą przez las do Wierchomli Wielkiej, gdzie obejrzeliśmy (niestety tylko zza płotu) zabytkową cerkiew i cmentarz. Spodobała mi się kwitnąca błękitno cykoria podróżnik, której wszędzie rosło mnóstwo i jeszcze trochę.




Cerkiew w Wierchomli Wielkiej.




Cykoria podróżnik.


Autorka relacji.

Potem przez mokre łąki wspięliśmy się czerwonym szlakiem na Kiczorę - trasa mało uczęszczana, a bardzo ładna, z sielskimi widokami na wieś i otaczające wzgórza. Pastwiska, kopki siana, zagajniki, zagubione na odludziu gospodarstwo otoczone sadem... Następnie w kropiącym deszczu powędrowaliśmy przez las świerkowy, gdzie rosło dużo grzybów - wypatrzyliśmy nawet borowiki. Po wyjściu z lasu szlak czerwony łączy się z żółtym i razem schodzą do Łomnicy-Zdroju, skąd szosą wróciliśmy do Piwnicznej. Dosłownie na ostatnim odcinku dopadł nas pech, bo... zgubiliśmy mapę.




Widoczek z łąkami (bardzo typowy dla okolic Piwnicznej).


I na koniec anegdota. Kiedy w połowie pobytu w Piwnicznej stłukłam w łazience swoje stare, wierne okulary (srebrzyste oprawki miejscami zaczynały już korodować na zielono od soli z potu), konieczna stała się wyprawa do apteki po płyn do soczewek kontaktowych, bo soczewki miałam ze sobą w charakterze rezerwy, ale nie zabrałam płynu. W pierwszej z dwu aptek płynu nie było - ale za to, ku mojej konsternacji, w najbardziej wyeksponowanym miejscu pysznił się następujący produkt:




No cóż, Piwniczna to uzdrowisko, przyjeżdża tu wielu starszych kuracjuszy - widocznie popyt na suplementy potencji jest większy niż na taką wielkoświatową fanaberię, jak płyn do soczewek... Udało się go ostatecznie kupić w mniejszej aptece. Po powrocie do Lublina musiałam obstalować nowe okulary, a ponieważ mam tak dużą wadę wzroku, że bez okularów nie rozpoznaję w lustrze własnej twarzy, zapłaciłam za nie kwotę, za którą mogłabym sobie bez problemu kupić nowy laptop - niezbyt wysokiej klasy, ale zawsze. Ale to już zupełnie inna historia...




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz