2013-08-23

Msza świętego Sekariusza


Czy wiecie, jak - zgodnie z ludowymi opowieściami - mieli sobie dorabiać po godzinach zdemoralizowani księża w południowo-zachodniej Francji, najczęściej namówieni przez złych ludzi, którzy pragnęli się na kimś zemścić?

Msza świętego Sekariusza (fr.  la messe de Saint Sécaire) to znany w Gaskonii rytuał o charakterze czarnej mszy, będący parodią mszy rzymskokatolickiej, a przeprowadzany po to, żeby podstępnie pozbawić kogoś życia. Osobę, za którą została odprawiona taka msza, czekała powolna śmierć, przy czym żaden lekarz nie potrafił stwierdzić przyczyny. Tylko najbardziej występni księża znali tekst mszy św. Sekariusza i zgadzali się ją odprawić, jak można się domyślać - za słoną opłatą.

Najbardziej znany opis tej złowrogiej ceremonii przedstawił James George Frazer w swym słynnym dziele o magii i religii pt. Złota gałąź. On z kolei zaczerpnął charakterystykę bluźnierczego obrzędu niemal słowo w słowo z mniej znanej francuskiej książki opublikowanej w roku 1883 - Quatorze superstitions populaires de la Gascogne ("Czternaście popularnych przesądów Gaskonii"), której autorem był historyk i folklorysta Jean-François Bladé. Bladé zanotował, że w czasie, gdy rozmawiał ze swoim informatorem, mieszkańcy gaskońskich wsi nadal odczuwali żywy strach przed mszą św. Sekariusza.

Frazer w Złotej gałęzi (Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1978) opisuje ten rytuał tak oto:

Msza św. Sekariusza może być odprawiona jedynie w kościele opuszczonym lub walącym się, gdzie pohukują sowy, rozlegają się piski nietoperzy, Cyganie koczują w nocy, a ropuchy gnieżdżą się pod zbezczeszczonym ołtarzem. Tu zjawia się w nocy zły ksiądz ze swoją gamratką i za pierwszym uderzeniem zegara na godzinę jedenastą zaczyna mruczeć mszę na wspak, kończąc dokładnie w chwili, gdy zegary zaczynają wydzwaniać północ. (tłum. Henryk Krzeczkowski)

Do mszy służyła kochanka złego księdza, a zamiast normalnej hostii wykorzystywano czarną, trójkątną. Zamiast konsekrować wino, kapłan pił wodę ze studni, do której wrzucono zwłoki nieochrzczonego dziecka (mało higieniczne, ale cóż, prawdziwe Zło bakterii się nie obawia), a znak krzyża czynił na ziemi lewą nogą. Wyczyniał też jeszcze inne bluźniercze praktyki, których informator Bladégo, jak należy przypuszczać, już nie zrelacjonował. Jak pisze Frazer:

I wiele innych jeszcze rzeczy robi, którym nie może się przypatrywać dobry chrześcijanin, gdyż oślepnie, ogłuchnie i oniemieje do końca życia.

Na samym końcu kapłan wypowiadał imię nieszczęśnika, za którego odprawiona została msza. Człowiek ten w kolejnych tygodniach stopniowo marniał, tracił siły i w końcu umierał. Żaden biskup, a nawet arcybiskup nie miał prawa udzielić rozgrzeszenia księdzu, który odprawił mszę św. Sekariusza - uczynić to mógł jedynie papież w Rzymie.

Wikipedia powiada, że znany okultysta i mistyk Aleister Crowley napisał krótkie opowiadanie zatytułowane Msza św. Sekariusza, które po raz pierwszy ukazało się drukiem w czasopiśmie The International w lutym 1918 roku.

A wiecie, co mnie najbardziej intryguje w opisie tego rytuału? Jak w dobie, kiedy nie znano różnego rodzaju dodatków do żywności oznaczanych literą E, zabarwiano hostię na czarno. Czyżby tak prozaiczną metodą, jak zanurzenie w atramencie?

W charakterze ilustracji, drogą luźnego skojarzenia - oto optymistyczny obraz z epoki wczesnego Romantyzmu, przedstawiający człowieka, którego omotały szatańskie moce. Szaro-brązowo-czarna kolorystyka ma podkreślać wysokie stężenie diabelskości. Dolewanie oliwy do lampki trzymanej przez rogatego złego ducha oznacza tutaj składanie ofiary mocom piekielnym (gliniana lampka to ciekawy trop symboliczny, bo jej płomyk symbolizuje duszę w ludzkim ciele). Czarno ubranego pana ewidentnie mdli, a w tle tańczą demoniczne osły. Obraz namalował hiszpański malarz Francisco de Goya około roku 1798.






Tym, którzy nie czytali, polecam również: Diabeł Boruta, Diabeł w ślimakach i chrabąszczach.
 

2 komentarze:

  1. Jak w dobie, kiedy nie znano różnego rodzaju dodatków do żywności oznaczanych literą E, zabarwiano hostię na czarno.

    A mnie czy wypraszano z kościoła -na czas rytuału- tych biednych,koczujących Cyganów...

    Ciekawa praktyka i świetny obraz.

    Chomik

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobre pytanie! Pewnie wybierano taką noc, kiedy Cyganów w kościele nie było, bo jeszcze by władzom donieśli.

      Usuń