2013-10-22

Indiańskie lato


Zawsze lubiłam złotą jesień czy też indiańskie lato. Lubię zapach dymu snujący się nad ścierniskami, żółte liście i blade słońce, które łagodnie grzeje. Szkoda, że ta przyjazna jesienna pogoda niedługo dobiegnie końca. Jeszcze w lecie złapałam bakcyla nordic walking, codziennie po południu staram się spędzić przynajmniej godzinę, a w wariancie optymalnym - dwie godziny na chodzeniu po dworze z kijkami (zaskakująco dobrze wpływa to na mój kręgosłup, któremu źle zrobił nadmiar siedzenia przy komputerze) i będę się starała to kontynuować nawet wtedy, kiedy przyjdą słoty, ale mimo wszystko między złotą jesienią a szarą, mokrą i zimną jesienią jest taka różnica, jak między nastrojem "mam dziesięć ciekawych rzeczy do zrobienia, super" a nastrojem "BLEEEE". 

A tak wyglądała złota jesień w Heidelbergu na początku listopada 2009:










Co ciekawego z wieści? Osoby dobrze znające angielski (i niebojące się drastycznych zdjęć!) zachęcam do zaglądania na mój anglojęzyczny blog o ciekawostkach medycznych, który zamierzam w nadchodzących tygodniach energicznie rozbudować, jeśli czas pozwoli, i do przekazywania tego linka dalej, wszystkim miłośnikom dziwnych i makabrycznych historii z życia wziętych. Zgromadziłam na twardym dysku mnóstwo artykułów o niezwykłych przypadkach medycznych i będę je teraz powoli spożytkowywać. Na Pyrkon 2014 pewnie przygotuję prelekcję z tego materiału. Polecam na przykład przypadek Marokańczyka, który upaliwszy się trawą, coś sobie uroił i wydłubał paznokciami własne jądra, stając się pierwszym pacjentem opisanym w literaturze medycznej, który dokonał tak drastycznego samookaleczenia pod wpływem marihuany. W sam raz nadaje się jako inspiracja dla piszących horrory czy inne bizzarro.

Natomiast Esensja poleca opowiadanie Szymona Teżewskiego "Burza nad Łaźniami", kolejne z cyklu o Babce, tajemniczej wiejskiej znachorce. W niedalekiej przyszłości opublikujemy zaś opowiadanie Macieja Jurgielewicza pt. "Martwa", krwawy romans zombie w estetyce nawiązującej trochę do słynnego filmu "Pulp Fiction".

Oto jedna z ilustracji do "Burzy nad Łaźniami, autorstwa Agnieszki "Achiki" Szady. To przerobione zdjęcie chaty, która stoi przy drodze w Marysinie, przy jednej z moich ulubionych tras spacerowych - mijam ją prawie codziennie. 




Na dziś to tyle. A teraz... zabieram się za korektę autorską "W mocy wichru"!


4 komentarze:

  1. Jesień jest bardzo dekoracyjna,zwłaszcza teraz..Piękne zdjęcia i ta praca Achiki -co za kolory.
    Blog brzmi interesująco.Będzie link?

    Chomik

    OdpowiedzUsuń
  2. Link do bloga o chorobach jest po prawej pod "Moje pozostałe blogi" oraz we wpisie powyżej (słowa "blog o ciekawostkach medycznych" powinny się wyświetlać jako link), ale proszę:
    http://weird-diseases.blogspot.com/

    :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Oj,przepraszam, nie zauważyłam.Do mnie trzeba głosno ,wyraźnie i powtórzyc 3 razy!


    Chomik

    OdpowiedzUsuń
  4. Ale denna ta ilustracja. Gimbuska się komputerem bawiła?

    OdpowiedzUsuń