2013-11-26

Literacko, z uśmiechem


Andrzej K. Appelt na blogu Kronika Zapowiadanych Lektur w trzech kolejnych wpisach bardzo sympatycznie omówił cały "Teatr węży":

Na scenę wchodzi czerń (tom 1 - "Dwie karty")
Między srebrem a szarością (tom 2 - "Pośród cieni")
Samotność czerni (tom 3 - "W mocy wichru")

Mogę tylko powiedzieć, że strasznie mnie cieszą takie spontaniczne czytelnicze reakcje. To jest właśnie to, co daje motywację do pisania, kiedy się jest niszowym autorem w maleńkiej niszy (nisza w niszy w niszy - coś jak przeddzidzie śróddzidzia zadzidzia, dla znających ten stary dowcip.) Dla kogoś, komu przekuwanie pomysłów w słowa nie przychodzi łatwo, pisanie to naprawdę kawałek ciężkiej harówki, a każde pogłaskanie przez czytelników jest jak chwila oddechu podczas wspinania się na Czerwone Wierchy od strony Doliny Kościeliskiej (dla niezorientowanych - to jedno z dłuższych i nudniejszych podejść w polskich Tatrach).

Co się tyczy spraw poruszanych w ostatnim wpisie, rzucę może króciutkie wyjaśnienie. "Teatr węży" faktycznie miał początkowo obejmować dłuższy przedział czasowy i liczyć sobie więcej tomów (cztery albo wręcz pięć). Niestety, zawirowania wydawnicze przesądziły o tym, że skończyło się na trzech powiązanych ze sobą tomach. Co się tyczy kontynuacji - powstanie. Powiem tak: dołożę wszelkich starań, żeby powstała. Ale będzie musiała być napisana tak, żeby osoby nieznające ani "Teatru...", ani opowiadań mogły znowu czytać od początku, nie znając niczego, co powstało wcześniej. I Mavraike pojawi się ponownie - nawet wiem już, kiedy, gdzie i w jakich okolicznościach. Ale na razie postawiłam sobie za punkt honoru, żeby na jakiś czas opuścić świat Zmroczy i stworzyć coś z zupełnie innej parafii.

A nawiązując jeszcze do recenzji "W mocy wichru" - stadko dzieci nigdy nie wchodziło w rachubę, oj nie!

Zaś zupełnie z innej beczki - Esensja poleca śliczną miniaturę w klimatach portugalskich:

Natalia Bieniaszewska - Pieprz ubogich

Bardzo lubię teksty, gdzie jest i tło historyczne, i żywe postacie, i obrazy zapadające w pamięć, i iskierka zmysłowości - a Natalii udało się to wszystko zawrzeć w zaskakująco niewielkiej liczbie znaków.




1 komentarz:

  1. Ja też dziękuję, za Krzyczącego :-)
    I za to, że jestem tam po prawej stronie.
    No a nisza i trudności w ubieraniu myśli w słowa, no zupełnie jakby o mojej Kronice...

    OdpowiedzUsuń