2013-11-23

Ostatnio czytane: Śladem czarodziejskiej muzyki



 Peter S. Beagle, "Sonata jednorożców" 6/10

Dawno, dawno temu, w zamierzchłych czasach licealnych, przeczytałam książkę Petera S. Beagle pt. "Ostatni jednorożec" (o czarodzieju Szmendryku, Molly Grue oraz jednorogini przemienionej w piękną dziewczynę) i zachwyciłam się. Oczarował mnie styl oraz ulotny urok tej baśniowej opowieści, do tego stopnia, że boję się teraz do niej wracać w obawie, że tym razem magia nie podziała. Ostatnio, przeglądając swoje regały z książkami, ze zdziwieniem odkryłam, że jestem posiadaczką jeszcze jednej powieści Beagle'a, a mianowicie "Sonaty jednorożców", którą kupiłam kiedyś na taniej książce, wstawiłam na półkę i zapomniałam o niej na ładnych kilka lat. Książeczka nie jest gruba - to bardziej mikropowieść niż powieść - a ponieważ opis na okładce zaintrygował mnie w równym stopniu, co piękne kolorowe ilustracje w środku (rzadkość w dzisiejszych czasach), przeczytałam ją z marszu w jedno niedzielne popołudnie.

Trzynastoletnia Josephine Rivera, zwana zdrobniale Joey, jest córką imigrantów z Meksyku. Mieszka w mieście Woodmont w Californii i pomaga w sklepie z instrumentami muzycznymi prowadzonym przez Greka, pana Papas. Pewnego dnia w sklepie pojawia się tajemniczy chłopiec z magicznym błękitnym rogiem, na którym można grać niezwykłe, czarodziejskie melodie. Pragnie go sprzedać, lecz żąda w zamian złota, dużo złota, więcej, niż pan Papas może mu zaoferować. Potem znika, lecz kilka nocy później Josephine ponownie slyszy muzykę jego rogu, podąża za jej echem - i trafia do magicznej krainy Shei'rah. Żyją tam satyry i nimfy (choć nazywają się inaczej), a także olśniewająco piękne jednorożce, które przy bliższym poznaniu okazują się nieco mniej idealne, niż mogłoby się wydawać. Joey zaprzyjaźnia się z małą jallą, nimfą ze strumienia, oraz z ponadstuletnim satyrem Ko. Później sprowadzi do Shei'rahu także swoją ukochaną babcię, Abuelitę. Abuelita, mądra, pełna ciepła, starzejąca się z godnością i poczuciem humoru, bardzo zapadła mi w pamięć (to jedna z tych postaci literackich, przy których czytelnik zapomina, że nie są żywe) i jest jednym z mocnych punktów tej książki. Drugim są piękne opisy:

"Zrazu dźwięki wydobywały się na chylił trafił, potem jednak popłynęły wolną, rozlewną, srebrzystoniebieską melodią, której rytm wymykał się Joey, wciąż jej uciekał jak swawolne kocię. Joey stała, całkowicie niepomna, gdzie się znajduje, i tylko z lekka poruszała głową, podczas gdy Indygo grał. On ani drgnął, lecz sama muzyka się przybliżała, niczym kociak nabierający odwagi: w jednej chwili przyjemnie znajoma jak kołysanka; potem, w następnej, zimna i obca, jak światło księżyca zamienione w melodię."

Beagle pisze eleganckim i plastycznym stylem (który ładnie został oddany w przekładzie), nie popadając jednak w nadmierną kwiecistość. W "Sonacie..." podnosi temat przemijania i nieuchronnej śmierci, ale czyni to w sposób delikatny, pozostawiając to, co najsmutniejsze, w niedopowiedzeniu. Bardzo ładny jest motyw leczenia jednorożców ze ślepoty, do którego można dopisać metaforyczną interpretację: osoba pogodzona z własną zbliżającą się śmiercią pomaga jednorożcom zaakceptować fakt, iż one także - podobnie jak wszystko na świecie - nie są wieczne, a otwarcie oczu na tę prawdę uzdrawia je.

To książka, która teoretycznie powinna mi się bardzo spodobać - kameralna, wyciszona, bardzo baśniowa. A mimo to po lekturze zostałam z wrażeniem niedosytu. Nie mogłam się opędzić od wrażenia, że fabuła przy całym swoim uroku jest miałka, że "Sonata jednorożców" to opowiadanie, które niepotrzebnie zostało rozbudowane do rozmiarów powieści. Drugie, co mi się nie spodobało, to magiczna kraina Shei'rah. Wygląda dokładnie tak, jak można byłoby oczekiwać od baśniowej krainy - idylliczna, choć skrywająca kilka zagrożeń, i zamieszkana przez standardową gamę baśniowych stworzeń. Prawdę mówiąc, momentami silnie kojarzyła mi się z Narnią. Ale Josephine i Abuelita budzą sympatię, zaś mała jalla ze strumienia jest po prostu urocza.


Peter S. Beagle, "Sonata jednorożców" ("The Unicorn Sonata")
przeł. Zofia Zinserling
Wydawnictwo Prószyński i S-ka
ISBN 83-7180-905-0
Warszawa 1998



4 komentarze:

  1. Ładna recenzja.Mnie się bardzie podobała "Pieśń Oberżysty".

    Chomik

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czytałam dawno temu (chyba w tym tłumaczeniu, gdzie tytuł brzmiał "Pieśń karczmarza"), też mi się podobała, ale nie mam jej w swojej biblioteczce.

      Usuń
  2. Kilka lat temu w NF ukazało się opowiadanie będące jakby sequelem do "Ostatniego": występował tam stary król (który zgaduję, że w książce był pięknym i młodym herosem?), Szmendryk, jednorożec i wplątana w polowanie na smoka mała, wiejska dziewczynka, której na koniec zdradzono pieść przywołującą jednorożce.

    A początek (pierwszy rozdział? czy może opowiadanie potem przerobione na powieść?) "Ostatniego jednorożca" ukazało się wieki temu w... "Przekroju". :-)

    Achika

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, w książce był jakiś młody książę, który zakochał się w jednorogini zamienionej w dziewczynę i walczył z co najmniej jednym smokiem.

      Usuń