2013-12-16

Ciernik i Pokrzywnica patroszą "Teatr węży"



Troszkę się poreklamuję, bo czemu nie. Anna Kańtoch ładnie mi podsumowała cykl żmijowy u siebie na blogu:

Teksty o Krzyczącym dają czytelnikowi mnóstwo frajdy, jaka zazwyczaj związana jest z czystą rozrywką (efektowna magia, napięcie, tajemnice itp.), a z drugiej strony jest w nich coś więcej. Zazwyczaj w tego typu utworach zagrożenie dla bohatera jest bardzo umowne: autor udaje, że może mu zrobić krzywdę, czytelnik udaje, że to tak na serio... Tu zagrożenie jest przez cały czas realne, do tego stopnia zresztą, że w pewnym momencie wręcz bałam się wrócić do lektury. W zasadzie wszystkie teksty o Krzyczącym, nawet te, które kończą się dobrze, są posępne, a przynajmniej mocno melancholijne, co niespecjalnie pasuje do definicji „czystej rozrywki”. Więcej tutaj.


Z kolei na blogu Leniwiec Literacki ukazała się sążnista dyskusja na temat trylogii Teatr węży (i nawet jeden czytelnik się odezwał w komentarzach). Dwoje dyskutantów analizuje tropy mitologiczne, symboliczne i ogólnokulturowe, doszukuje się analogii z Ojcem chrzestnym oraz przedstawia jeszcze inne zaskakujące skojarzenia. W ogóle polecam zaglądanie na Leniwca, bo na warsztat analizatorski trafiają tam różne mniej lub bardziej niszowe pozycje, a rozbierane są na czynniki pierwsze w sposób ciekawy i bezkompromisowy.

Ale to, co można przeczytać na Leniwcu, to jest nic w porównaniu z tym, co Ciernik i Pokrzywnica robią z upolowanymi książkami, zanim przygotują z nich finalne danie czyli oficjalny wpis blogowy! Oto podsłuchana, robocza część dyskusji dwóch zwierząt czytających nad wypatroszoną zdobyczą w postaci trylogii żmijowej. Zamieszczam za ich zgodą.


Ciernik:
Wspomniałaś, że światem rządzą dwa rodzaje mocy: Czerń i Srebro. W przypadku tej drugiej mocy nie sposób uciec od porównania z Inkwizycją, która w naszym świecie również wprowadzała swoje niechlubne pomysły na utrzymanie ładu. Jednak Srebro u Agnieszki ma pewną rysę, otóż ma wpisane w swój statut pewien stopień przymykania oka na działanie cienia, a więc i Czerni, po to, żeby zachowana była równowaga. W naszym świecie "dobrzy" również muszą czasami układać się ze "złymi", ale nikt nigdy się do tego nie przyzna. W naszym świecie jedni i drudzy dążą do zagłady przeciwnika za wszelką cenę i do wprowadzenia swojej, jedynie słusznej wersji rzeczywistości. Nie wiem dlaczego, ale ta różnica mocno rzuciła mi się oczy i zastanowiła.


Pokrzywnica:
Bo to nie jest Inkwizycja, tylko policja! Srebrni są strażnikami Ekwilibrium - czyli porządku świata. A Czarni - to mafia, która ten porządek zakłóca. I to nie jest przypadek, że antagonistą Czerni jest Srebro, a nie Biel. Hałas rozmontowała opozycję dobro-zło przedstawianą symbolicznie jako walkę Czerni i Bieli. W jej świecie dobro i zło nie dzielą się w ten sposób. A żeby było śmieszniej: w trzecim tomie pojawia się  rzeczywiście policja. Ale to tylko figurki, żywcem wyjęte z książkowych kryminałów i sensacyjnych seriali. Prawdziwą policją tego świata są Srebrni.

Ciernik:

Czy jesteś pewna, że Czarni zakłócają porządek świata? Czy aby nie dałaś się nabrać na ideologiczne bajania Srebrnych?! Parafrazując słowa szalonego mistrza: Jeśli ktoś żyje ze zwalczania potworów, to w jego interesie jest, aby potwory te istniały zawsze.

Określenia Czerń i Srebro tyczą się bardziej aspektów duchowych, które mogą się w różny sposób materializować, tworząc dobro lub zło. Dobro nie jest na stałe przypisane do Srebra, a zło do Czerni.

Pokrzywnica:
No przecież właśnie to napisałam - że ta opozycja została przez Agnieszkę złamana. Dobro i zło występują (lub nie) po obu stronach, nie są przypisane do jednej. Co do bajań Srebrnych - chcemy czy nie - oni właśnie to robią w tamtym świecie, podtrzymują istniejący porządek. A czy to dobre? Wiesz, Aztekowie, składając ofiary z ludzi też byli przekonani, że podtrzymują porządek, a gdyby tego nie robili, to niebo spadłoby ludziom na głowy...

Ciernik:
I to jest właśnie zaślepienie Srebrnych (Biali wszelkich odmian również na nie cierpią. Generalnie cierpią na nie wszelkie "prawostronne" nurty, czy to duchowe, czy polityczne i ideologiczne). Natura (a przecież magia w świecie Agnieszki należy do porządku naturalnego) nie potrzebuje ludzi do utrzymania homeostazy. Srebrni weszli na wyższy poziom samooszukiwania się, a przecież wystarczyło odrobić lekcję ze szkoły podstawowej, tę o lisach i królikach zamkniętych na wyspie i przenieść ją na poziom globalny, tak geograficznie jak i czasowo. Prawdziwi mistrzowie tao zdawali się to rozumieć. Czarni są przynajmniej ze sobą szczerzy w tej materii.

Pokrzywnica:
Tylko że przecież tam natura reaguje na zaburzenia Ekwilibrium: czerwony księżyc, deszcz żab, błędne działanie portali itd. Nie zapominaj, że natura świata Agnieszki jest inna niż naszego. To utrzymywanie porządku raczej nie jest złudzeniem Srebrnych. Oni to rzeczywiście robią. I to nawet za pomocą krwawych rytuałów! Policja by to zrobiła (zasada mniejszego zła) ale Inkwizycja nie, żadni Biali by tego nie zrobili. Dlatego oni nie są Biali tylko Srebrni. Nie ma jednak pewności, czy ten porządek jest wart utrzymywania. Kiedyś ZOMO utrzymywało w ryzach nasz ustrój. Tylko że on nie był wart utrzymywania.

Ciernik:
Jak na wyspie zamkniesz populację lisów i królików, to z czasem lisy zaczną wpieprzać króliki i tych drugich zacznie ubywać. Niby zachwieje to naturalny stan. Ale wystarczy poczekać i lisy zaczną zdychać, bo będzie im brakować pożywienia w postaci królików. A skoro królikom ubędzie naturalnych wrogów, to zaczną się rozmnażać = będzie ich przybywać aż do odzyskania naturalnej równowagi, ale dalej również, aż do momentu, gdy zacznie brakować pożywienia na wyspie. Wtedy zaczną zdychać i słabnąć, stając się jedzonkiem dla lisów, których zacznie przybywać...

Wydaje się, że to proces wpadania i wypadania z harmonii, ale przecież wystarczy spojrzeć na wszystko z większej odległości czasowej i geograficznej, żeby zrozumieć, że to falowanie to jest właśnie właściwą harmonią, a wszelkie próby sztucznego jej utrzymywania są z natury... sprzeczne z naturą i zaburzające harmonię. :)

Pokrzywnica:
To o przypływach i odpływach, falowaniu itd. zawsze wydawało mi się prześmiesznym wyważaniem przez mężczyzn drzwi od zawsze otwartych przez kobiety. Kobiety by nie wpadły na takie odkrycie, na to, że to w ogóle może być odkrycie, bo dla nas to jest tak naturalne, jak fakt, że mamy dwie ręce i dwie nogi. My w tych rytmach żyjemy! Ciągle, nieustannie. Dla kobiety nie ma życia innego niż sinusoida i jedno równa się drugie.

Ciernik:

I to jest bardzo trzeźwe spostrzeżenie. :) Zauważ, że wszelkie "prawostronne" ruchy są domeną facetów, a wszelkie "lewostronne" domeną kobiet. Facetami będą wszelkiej maści poukładani magowie, którym wydaje się, że są pępkiem świata. Oni nie znoszą "zachwiania równowagi". W swojej pysze wydaje im się nawet, że ich działania są niezbędne w celu jej podtrzymania, chociaż należałoby się tutaj zastanowić, czy to pycha, czy może jednak lęk. Natomiast kobiety są szalonymi czarownicami i te sprawy rozumieją w sposób nieświadomy lub oczywisty.

Pokrzywnica:
Ale kobieta w pewnym momencie dochodzi do etapu "starej baby" - i wtedy jest już niejako "poza płcią". I wtedy mamy paradoks: stary mężczyzna groźną moc traci, a stara kobieta zyskuje (wszelkie wiedźmy, czarownice i inne jędze - aż po zwyczajną teściową z kawałów). Wtedy zaczyna operować potężną mocą niszczącą. Wcześniej posługuje się czymś, co ja nazywam "magią czerwoną" - magią erotyki i pożądania. U Agnieszki tego nie ma. U niej to jest (i to jest znów jak kwintesencja filozofii zachodniej!) jak konflikt między dwiema półkulami - zimny rozum kontra emocje, ale emocje skażone. Bo z "czerwonej magii" nie czerpią. A komu tę "skazę", tę niemożność zawdzięczają? Temu zimnemu rozumowi właśnie.


Ciernik:
To prawda. Osią symetrii i punktem zwrotnym byłby jakiś środek żywota, u facetów podobno zaczyna się po 40, gdy organizm produkuje coraz mniej testosteronu. Wokół tego magicznego momentu zaczynają się rozgrywać wszelkie nasze starania i tragedie. U kobiet odwracają się biegunowości - erotyzm zamienia się w mądrość. Ale facetom po prostu kończy się paliwo. To niesprawiedliwe! ;) I trochę wygląda to, jak akt wampiryczny. Kobiety wreszcie odbierają mężczyznom to, czego odmawiano im za młodu. Zemsta?

U Agnieszki młode kobiety nie posiadają mocy, ale zauważ, że i ze starymi jest problem, bo kiedy one posiadają moc? Starą babą może zostać tylko kobieta, która nie dała się wciągnąć w rozgrywki Srebra i Czerni. Nie dała się omamić pozornej dualności.

Pokrzywnica:
Tam taką typową wiedźmą jest Gorczyca. I ona rzeczywiście jest jakby poza Czernią i Srebrem. Ale, jeśli dobrze pamiętam, Srebra się boi jak wszyscy. Popatrz: wszyscy się boją rozumu! Ale emocji też wszyscy się boją...


Ciernik:
Ale jest też archetyp mędrca i to w dwóch wydaniach: Staruch oraz szef Srebrnych. Jednak jest z nimi coś nie tak. Bo o ile Gorczyca jest otwarta na wszystkich, o tyle Staruch jest mędrcem tylko dla innych mędrców, dla magów. A Szef Srebrnych to w ogóle jakiś Jah... [niezrozumiałe]

Pokrzywnica:
Swoją drogą, czy jest coś, co grozi Srebrnym z racji uprawiania magii - mogą popaść w jakiś swój rodzaj szaleństwa? Czy ich magia jest bezkarna? A wchodząc w analogię i zarazem wychodząc ze świata wykreowanego do realnego (bo to dobre pytanie jest): co może grozić rozumowi odciętemu od emocji?

[tu autorka wtrąca cichutko: Psychopatia...]

Pokrzywnica:
Psychopatia! Tak! U tamtych wcześniejszych tego nie widać, ale ten ostatni - ten od machiny księżycowej - rzeczywiście jest już bliziutko! A szaleństwo Czarnych jak rodzaj schizofrenii! Jejku, jaki to piękny koncept - dwóch szalonych magów w pojedynku, a każdy szalony inaczej - jeden zimny psychopata, drugi schizofrenik, który słyszy głosy i morduje w poczuciu misji! Jakże to można pięknie poprowadzić! :)


Od siebie dodam: tak, srebrnym magom też może grozić szaleństwo pod wpływem magii, tyle że Elita bardzo starannie ukrywa ten fakt przed opinią publiczną. To jeden z wielu motywów, które krążą mi po głowie, a do cyklu żmijowego jakoś dotąd nie trafiły. Srebrny mag-psychopata brzmi kusząco i prędzej czy później chyba wykorzystam ten pomysł, dziękuję!

Szaleństwo czarnych magów to JEST schizofrenia, po prostu. Schizofrenia jest chorobą zawodową ka-ira. A żeby trochę bardziej skomplikować sprawę - Krzyczący słusznie się wścieka w odpowiedzi na insynuacje, jakoby cierpiał na "chorobę głosów", bo jego problemem nie jest schizofrenia, tylko magicznie podkręcone PTSD (zespół stresu pourazowego) z epizodami psychotycznymi. W Dwóch kartach Brune cierpi - a w każdym razie takie było założenie autorki - na ostre, przemijające zaburzenia psychotyczne.

O, to tak w ramach ciekawostek.



1 komentarz: