2013-12-09

Tydzień ucznia magii


 


  "Dzień, podobnie jak rok, dzieli się na cztery części: poranek lub wiosna dnia, okres przebudzenia umysłu, południe lub lato - okres kwitnienia, popołudnie lub jesień, czas zbierania owoców i urzeczywistniania, wreszcie wieczór lub zima - okres spoczynku lub medytacji.

Dzień magika winien być poświęcony modlitwie pod trzema postaciami: słowa, spoczynku lub medytacji.

Rankiem po starannym umyciu się i modlitwie należy oddać się pracy, która jest najskuteczniejszą modlitwą.

W pracy trzeba odróżniać profesję od zajęcia. Profesja służy do zdobycia środków do życia cielesnego; zajęcie służy do podtrzymania życia duchowego. Zajęcie magika polega na rozmyślaniu, praktyce i czytaniu dzieł magicznych, oglądania dzieł sztuki itp.

Wieczorem przed snem trzeba rozmyślać o całym dniu, uczynić ze swych czynów i myśli pewien rodzaj egzaminu. Codziennie, prócz zwykłych modlitw, trzeba odmawiać ułożoną przez siebie samego.

W niedzielę należy prosić Boga o spokój duszy swojej i wyrazić uczucia oddania się całkowitego Bogu. W poniedziałek należy prosić o pomoc i pociechę z nieba. We wtorek wykonać akt skruchy i prosić o przebaczenie grzechów. W środę - błagać o pomoc przed wrogami. W czwartek - prosić o oświecenie ducha światłością prawdy. W piątek - o przywrócenie siły i zdrowia duszy i ciała. W sobotę - rozważać ofiarę, jaką uczynił Chrystus dla ludzkości.

Nadto niedziela - dzień słońca, winna być poświęcona wyłącznie zajęciu a nie profesji. Oddanie się ulubionemu zajęciu stanowi najlepszy wypoczynek dla człowieka wytwornego, bo bezczynność całkowita, zarówno fizyczna, jak i umysłowa, jest celem dążeń jedynie dla prostaka. Rankiem dnia tego należy odmówić modlitwę możliwie uroczyście, następnie udać się do kościoła, który jest znakomitą pracownią magiczną swego rodzaju, albo też, jeśli obecność ludzi przeszkadza skupić myśli, do miejsca ustronnego na łono przyrody [...] Popołudnie poświęcić należy albo przygotowaniu przedmiotów magicznych, albo też kształceniu ducha na koncertach lub widowiskach poważnych. Wieczór spędzić na porządkowaniu prac magicznych z całego tygodnia, na czytaniu i przepisywaniu formuł magicznych z dzieł ulubionych. Wszedłszy do swej pracowni, uczeń magii niech zakończy dzień długim rozmyślaniem i modlitwą przed ołtarzem lub w kole magicznym."


Powyższy fragment pochodzi oczywiście z książki Czarna magia. Jej tajemnice oraz zasady praktycznego zastosowania (Wydawnictwo MITEL, Gdynia 1991) i w dość zabawny sposób stoi w sprzeczności z tytułem książki. Zgodnie z najczęściej przyjmowaną definicją, czarna magia to praktyki magiczne stosowane w złych intencjach, polegające na odwoływaniu się do złych sił demonicznych i/lub mające na celu szkodzenie bliźnim, natomiast biała magia - to taka magia, której celem jest wykorzystywanie sił nadnaturalnych, aby czynić dobro. Jeśli przyjmiemy takie rozróżnienie, to instrukcje cytowane powyżej nie mają z czarną magią nic wspólnego, bo trudno sobie wyobrazić, aby mag, który w sobotę rozważał ofiarę Chrystusa, a w niedzielę prosił Boga o spokój duszy swojej, w poniedziałek miał narysować na podłodze odwrócony pentagram, wezwać Mefistofelesa i rozkazać mu, żeby spalił dom nielubianego sąsiada.

A jeszcze zabawniejsze jest to, że cytowane powyżej instrukcje można podsumować trzema słowami, i dziwnym trafem będzie to... dewiza zakonu benedyktynów: módl się i pracuj! 





Kolejna refleksja - systematyczne doskonalenie się duchowe jako aspekt szkolenia magicznego to coś, co rzadko pojawia się w fantasy. Harry Potter i jego przyjaciele nie modlą się, nie medytują ani nie spędzają długich godzin na rozważaniu zagadnień filozoficznych, tylko machają różdżkami i zmieniają szczury w kubeczki. Magia w sadze o wiedźminie polega, w dużym uproszczeniu, na czerpaniu energii żywiołów, jej kanalizowaniu i przetwarzaniu, a zdolności magiczne mają podłoże ewidentnie genetyczne (casus Ciri), nie można ich w sobie wykształcić od zera, samą siłą woli. W cyklu Trylogia Czarnego Maga autorstwa Trudi Canavan magia również sprowadza się do przetwarzania energii w sposób sprzeczny z prawami fizyki oraz do panowania nad biologią: młodzi magowie uczą się, jak miotać ogniste pociski, osłaniać ciało niewidoczną tarczą, przywoływać kule światła, a także np. leczyć rany, zmuszając ciało do przyspieszonej regeneracji, ale o rozwoju duchowym nie ma ani słowa. W "Teatrze węży" poszłam w podobnym kierunku, tylko źródła magicznej mocy są inne: dla srebrnej magii siła życiowa oraz źródła energii magicznej wykradane z innych rzeczywistości, dla czarnej - siła życiowa, emocje oraz cierpienie (które może wysycać również przedmioty i miejsca, np. takie, gdzie popełniono zbrodnię). Niektórzy magowie - głównie srebrni - medytują, ale nie jest to warunek konieczny dla sprawnego posługiwania się mocą. Przyznaję - gdy chodzi o skupianie się na najbardziej praktycznych, efektownych (żeby nie rzec efekciarskich) aspektach magii (ciskanie kul ognistych i takie tam), ciut bezrefleksyjnie powieliłam konwencję. 

Inna sprawa, że taki Krzyczący w Ciemności to w połowie artysta, a w połowie wykształcony, ale pragmatyczny człowiek czynu - systematyczne doskonalenie się duchowe jest ostatnią rzeczą, jaka by mi pasowała do jego charakteru. Eliksir wydestylować, kolby pozmywać, księgi poczytać, w wolnej chwili skomponować krótką fantazję na flet - to tak, ale rozważać tak abstrakcyjne zagadnienia, jak "oświecenie ducha światłością prawdy"... oj nie. Ale nawet srebrni magowie, którzy teoretycznie powinni być bardziej wysublimowani, poświęcają więcej czasu na konstruowanie machin i babranie się w polityce niż na dążenia filozoficzne.

Wracając jeszcze do cytowanego tekstu - bardzo mi się podoba sugestia, aby adept magii dbał o swój rozwój intelektualny tudzież zmysł artystyczny, słuchając muzyki i oglądając dzieła sztuki. W sumie to logiczne, że jeśli pragniemy nawiązać dialog z bytami ponadnaturalnymi, wypada reprezentować sobą pewien poziom. Gdybym ja była aniołem Anaelem czy inną istotą z odległych rubieży astralnych, to poczułabym się urażona, że mnie przyzywa jakiś za przeproszeniem burak bez ogłady... Swoją drogą, współcześnie co poniektórzy ostrzegają przed zgubnym wpływem muzyki rockowej i metalowej na dusze młodzieży, a coś mi mówi, że heavy metal nie znalazłby za grosz uznania w oczach autora "Czarnej magii...". Muzyka, którą mag powinien wykorzystywać do "ukształcania swojego ducha", to najpewniej koncerty w filharmonii, opery, balety.

Ja jednakowoż adeptem magii nie jestem, więc idąc tropem luźnych skojarzeń i pozostając w tematyce magiczno-okultystycznej, na zakończenie wpisu linkuję metal symfoniczny - Therion, piosenka "Son of the Staves of Time" z albumu "Gothic Kabbalah".






Ilustracja otwierająca wpis to miniatura z "Bardzo bogatych godzinek księcia de Berry" braci Limbourg (początek XV wieku), przedstawiająca miesiąc marzec.



1 komentarz:

  1. To ja nie chcę być magikiem! Albo modlitwa albo kupa roboty.....


    Chomik

    OdpowiedzUsuń