2014-01-17

Po długiej przerwie...


Melduję, że żyję. Nic złego się nie wydarzyło, po prostu rzeczywistość mnie dopadła - w postaci pracy i innych spraw. Chwilowo wypełnianie jednych zobowiązań oznacza niestety zaniedbywanie reszty, usiłuję to wszystko w miarę ogarniać (z lepszym lub gorszym skutkiem), a blogi na liście "to do" majaczą gdzieś na dalekim planie. Nie czyniłam w tym roku żadnych postanowień noworocznych ani nie robiłam podsumowań. Będzie, co ma być, i wyjdzie tak, jak wyjdzie.

Jutro więcej wieści z poletka literackiego, bo na dobry początek roku dzieją się ciekawe rzeczy, które zasługują na oddzielny wpis. Z optymistycznych drobiazgów - ku mojej radości, na sieci przybyło recenzji "W mocy wichru". Alqua na blogu "Na skrzydłach książek" pisze między innymi:

Bohaterowie to z pewnością mocna strona trzeciego tomu. W zasadzie każdą z ważnych postaci zaczynamy lubić i cenić. Krzyczący, towarzyszący nam od samego początku, jest już kimś bliskim, niczym przyjaciel – przyjaciel pełen wad i słabości, ale jednak bliski. Drżymy z lęku o jego skórę i martwimy się, kiedy jego postępowanie zdaje się prowadzić go w złym kierunku. Niemniej i inne postaci mają swój urok – wyniosła i mądra Marshia Lavalle pokazuje nam swoją ludzką twarz pełną troski o bliskich, a także daje piękny pokaz pragmatyzmu. Anavri wzbudza nieco słabsze emocje, ale też trudno nam się z nią nie solidaryzować. Wreszcie oba chowańce Marshii, o kompletnie odmiennych charakterach, wzbudzają sympatię, czy to poprzez niepohamowane obżarstwo, jak Zazel, czy poprzez swoją troskę i niezłomną wolę, jak Biss.

Dalszy ciąg recenzji tutaj.

Magdalena Kubasiewicz w recenzji pt. "Wichry zmian" (Esensja) wyraża podobne zdanie na temat postaci:

Agnieszka Hałas bardzo zgrabnie kreuje stosunki pomiędzy bohaterami. Postacie zawsze stanowiły mocny punkt „Teatru węży”, teraz jednak relacje pomiędzy nimi uległy rozbudowaniu. Marshia, Krzyczący, Anavri i Lorraine w wyniku splotu wydarzeń muszą spędzać ze sobą więcej czasu, do pewnego stopnia stają się wzajemnie zależni. Pojawiający się wątek miłosny jest jak najbardziej na miejscu. Został poprowadzony z wdziękiem, a para, którą połączyła przyjaźń i odrzucenie przez społeczeństwo, nie nagła, wielka miłość, stanowi (przynajmniej dla mnie) miłą odmianę. 
  
(Prywatnie, na ucho, słyszałam już opinie, że popchnęłam Krzyczącego w ramiona niewłaściwej dziewczyny ^___* )

Poza tym na pytanie "co u mnie słychać" mogę z pełną uczciwością odpowiedzieć, że ostatnio słychać głównie Avantasię! Dostałam płytę "Mystery of Time" w prezencie pod choinkę i był to bardzo trafiony prezent, który zmotywował mnie do zapoznania się bliżej z tym projektem muzycznym, dotąd tylko pobieżnie mi znanym. Jak trzeba pracować po nocach, to power metal działa lepiej od kawy, na którą mam szlaban, ale Avantasia o 7 rano po całej nocy słuchania Avantasii, to już jest, ekhm, wyższy poziom muzycznego odjazdu. Akurat poniższy utwór to raczej rockowa ballada niż power metal, ale mniejsza z tym, ładny jest. Z czymś mi się kojarzy, ale nie umiem sprecyzować, z czym. Żeby było zabawniej - słowa tej piosenki to dialog między żebrakiem a młodym wiktoriańskim naukowcem, z leciutką aluzją do Nietzschego.
 





4 komentarze:

  1. Zycie kazdego dopada,niestety.Cieszę się z pozytywnych recenzji,piosenka ładna.

    chomik

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja mam muzyczne skojrzenia z Bon Jovim, może zresztą niesłuszne.

    cranberry

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehe, chyba niestety coś w tym jest, bo krytycy ostatnich dokonań T. Sammeta jako największą obelgę rzucają, zdaje się, "brzmi jak Bon Jovi" :D

      Usuń
  3. Gratuluję pozytywnych recenzji! :)

    OdpowiedzUsuń