2014-03-24

You can look (but you better not touch) - o fantastach, kobietach i bezpieczeństwie na konwentach



Tancerki z grupy Sunanda - Pyrkon 2012. (Zdjęcie: oficjalna strona Pyrkonu 2012).



Kiedy deklarowałam, że nigdy nie doświadczyłam przejawów seksizmu czy niechcianej uwagi ze strony kolegów z fandomu, moją intencją nie było bagatelizowanie sprawy bezpieczeństwa kobiet na konwentach. Przepraszam, jeśli ktoś tak odczytał moją wypowiedź. W kontekście wpisu Nerd Kobiety o molestowaniu seksualnym na konwentach oraz wypowiedzi na Facebooku w rodzaju „goła baba w wannie pokazuje brzydką prawdę, jakie nerdy mają podejście do kobiet”, czuję, że powinnam doprecyzować poprzedni wpis o kostkach w wannie, rozebranych dziewczynach i swoje intencje.

Tam, gdzie bawią się tłumy, z samej statystyki wynika, że komuś ukradną komórkę (albo gorzej – okradną stoisko), ktoś przyjdzie pijany i ochrona go wyrzuci, a któryś z kilku tysięcy chłopaków okaże się chamem łapiącym koleżanki za biust. Moją intencją nie było negowanie, że może dochodzić do sytuacji tego typu. Chodziło mi o coś innego - o to, żeby zaprotestować przeciwko wrażeniu, które mógłby odnieść ktoś z zewnątrz, że seksizm (do molestowania kobiet włącznie) jest w fandomie zjawiskiem powszechnym i tolerowanym.

„Normalni”, szarzy zjadacze chleba i tak dość często podejrzewają nas o bycie satanistami albo osobami, łagodnie mówiąc, nie całkiem kontaktującymi z rzeczywistością (czytaj: takimi, po których można się spodziewać dowolnego odchyłu), a doświadczenie pokazuje, że media chętnie podchwytują i nagłaśniają doniesienia o tym, że coś w fantastycznym światku poszło nie tak (jak na Polconie 2013 zdarzyła się wpadka z kolejką, Gazeta Wyborcza od razu informowała o tym na pierwszej stronie serwisu, jak wybuchła afera z kostkami w wannie - to samo). Ja ze swojej strony - jako fantastka z długim stażem - nie chciałabym, żeby w świat poszedł przekaz, że polski fandom to gniazdo męskich szowinistów, a obmacywanie na konwentach jest na porządku dziennym. Serio - już widzę tych przerażonych rodziców, którzy nie wiedzą o fantastyce kompletnie nic (albo nie daj Boże zainteresowali się tematem, poszli i przeczytali w Empiku kawałek „Achai” oraz te fragmenty z sagi o wiedźminie, gdzie pojawia się słowo „chędożyć”) i potem boją się puścić swoje nastoletnie córki na konwent, w obawie, że straszni brodaci faceci w czerni je tam zgwałcą, zabiją i zjedzą (zwłaszcza że częstym punktem programu na konwentach są też prelekcje o seryjnych mordercach, kanibalach i o tym, jak się pozbyć zwłok). Dlatego ze swojej strony z całą uczciwością mówię: poza fandomem i owszem, bywałam brzydko zaczepiana (werbalnie), natomiast na dwudziestu konwentach, wielu spotkaniach klubu fantastyki i różnych nieformalnych imprezach - nigdy, nigdy też nie byłam świadkiem podobnych zachowań w stosunku do innej dziewczyny. Fakt - fantasta fantaście nierówny, ja mam raczej styczność z ludźmi w wieku 20+ lat (średnia wieku pewnie ok. 38), którzy czytają książki i/lub grają w RPG, nigdy nie byłam np. na konwencie mangowym. Ale w tych kręgach, w których się obracam, nie widzę czegoś takiego, jak plaga szowinizmu i instrumentalnego traktowania kobiet. Jeden z drugim chamski obleśny typ może wyskoczyć jak diabełek z pudełka wszędzie, w każdym otoczeniu. Może na przykład mieć siwe włosy, garnitur, tytuł profesora i wygłaszać obleśne teksty pod adresem kobiet z katedry, w trakcie wykładu (widziałam taki przypadek).

Ogólnie - nie generalizowałabym ideologicznie, i nie opatrywałabym realnego problemu, jakim jest bezpieczeństwo uczestniczek konwentów (przed tymi oblechami, co się statystycznie trafią wśród tłumu sympatycznych i dobrze wychowanych chłopaków), transparentem "bo fantaści mają instrumentalne podejście do kobiet, czego dowodzi rozbierana reklama kostek".

Problem molestowania - niezależnie od tego, jak często dochodzi do incydentów tego typu - to JEST sprawa do przemyślenia dla organizatorów konwentów, zwłaszcza teraz, kiedy skala imprez coraz bardziej się zwiększa (vide 24-tysięczny Pyrkon 2014), a wymyślne i roznegliżowane cosplaye są na porządku dziennym (dziesięć lat temu nie były). Sądzę, że niezależnie od skali zjawiska warto podjąć kroki, żeby było widać, że organizatorom zależy na bezpieczeństwie uczestniczek. Zapisy w regulaminie, jak najbardziej, że za chamskie zaczepki, propozycje, dotykanie itp. wylatuje się za drzwi. (Ja wiem, że kiedy pada propozycja regulowania tej kwestii przez regulamin konwentu, to chłopcy od razu się boją, że jakaś dziewczyna ich oskarży o molestowanie z powodu, bo ja wiem, osobistych animozji, ale chodzi o zasadę - regulamin powinien w pierwszej kolejności chronić słabszych.) Przeszkolenie ochrony, że doniesień o takich incydentach się nie ignoruje ani nie obśmiewa. Może jakaś oddolna akcja społeczna, jakieś vlepki z hasłem w rodzaju „Możesz patrzeć, ale nie dotykaj”? A chłopaki - odpuśćcie sobie obcesowe komplementy (że już nie wspomnę o łapaniu za biust czy szczypaniu w pupę), nawet jeśli nie mieliście nic złego na myśli, bo jedna koleżanka wyszczerzy ząbki i poczuje się doceniona, druga pokaże wam stosowny gest, a trzecia się rozpłacze.

Teraz powiem coś ponurego: to, czym wszyscy powinniśmy się martwić, to nie kartki z napisem „pokaż cycki” i inne przejawy niezbyt dżentelmeńskiego poczucia humoru, tylko możliwość, że wśród tłumów przychodzących na konwenty trafi się autentyczny przestępca seksualny (i pół biedy, jeśli to będzie „tylko” ekshibicjonista). Konwent to generalnie miejsce, gdzie ludzie są nastawieni do bliźnich z sympatią i nie spodziewają się, że kolega w koszulce skandynawskiego zespołu okaże się na przykład początkującym gwałcicielem (a taki typ może się trafić wszędzie: na dworcu, na dyskotece, w parku, w centrum handlowym... więc i na konwencie też). Dlatego jeśli doszło do napastowania w jakiejkolwiek formie - w imię bezpieczeństwa innych, zawsze zgłaszać i podać opis delikwenta. Ochrona - nie lekceważyć doniesienia. A reszta - reagować, kiedy słyszycie, że ktoś krzyczy.

Gdy chodzi o - nazwijmy to - niechciane zainteresowanie ze strony facetów, to owszem, poza fandomem zdarzyło mi się doświadczyć paru nieprzyjemnych (choć szczęśliwie niegroźnych) sytuacji, a przyjaciółkom zdarzyło się doświadczyć sytuacji groźnych, wymagających samoobrony. Wiem, że wystarczy znaleźć się w nieodpowiednim miejscu w nieodpowiednim czasie, a strój może być najzupełniej nieprowokujący (do mnie kiedyś przyczepił się jakiś nieszczęsny erotoman gawędziarz, kiedy brnęłam przez śnieg w parku, ubrana w spodnie i grubą kurtkę). Ale jest też faktem - NIESTETY - że pokazywanie ciała to zwracanie na siebie uwagi w większym stopniu niż niepokazywanie go. (Może to się z czasem zmieni. Dwa stulecia temu, kiedy Europejki nosiły gorsety i suknie do ziemi, wszystkie bez różnicy - ja w moich bojówkach i T-shirtach, koleżanki w krótkich spódniczkach, cosplayerki świecące nagim ciałem - zostałybyśmy uznane za szalone, rozwiązłe i w ogóle z piekła rodem. Może za sto lat dziewczyny będą mogły spacerować latem po ulicy z nagimi piersiami, jak w wioskach Nowej Gwinei, i nikt nawet nie mrugnie okiem?) Póki co, jeśli ewentualne napatoczenie się chama będzie traumatyzującym doświadczeniem, jeśli nie potrafisz dać chamowi po twarzy/kopnąć go w nabiał/krzyczeć/drapać i gryźć/zawołać ochrony i opowiedzieć, co się stało, jeśli jesteś drobna i wiesz, że w razie czego się nie obronisz, to miej świadomość, że skąpy czy ultraskąpy ubiór zwiększa ryzyko. To jak z - nie wiem - jedzeniem tatara w restauracji albo lodów z budki. Sanepid Sanepidem, a jakieś ryzyko zawsze jest.

A że organizatorzy i ochrona na konwentach powinni zawsze bardzo poważnie traktować zgłoszenia o zaczepkach i napaściach na kobiety - to nie ulega kwestii!

Niech konwenty będą bezpieczne. W interesie wszystkich, którzy chcą się na nich miło bawić.



P.S. Żeby zakończyć nieco mniej ponuro - oto piosenka Bruce'a Springsteena z 1980 r.  (czyli mająca tyle lat co ja) z adekwatnym tytułem i tekstem.









16 komentarzy:

  1. Zetknęłam się kiedyś z bardzo groźną sytuacją na konwencie, jeszcze w latach 90. Konwent był mały, a my z koleżanką ubrane normalnie, w dżinsy i bluzy. To, co zdawało się zaproszeniem na sesję, po przyjściu na tę sesję okazało się dążyć do czegoś zupełnie innego. Bardzo szybko się ulotniłyśmy. Zboki, dewianci i palanci zdarzają się w każdej społeczności, i o ile fandom jest o niebo bezpieczniejszy niż jakikolwiek klub, to ryzyko zawsze istnieje. Dlatego tym bardziej normalni uczestnicy powinni wykazywać czujność wobec wszystkich groźnych przejawów. I solidarność, i empatię.

    OdpowiedzUsuń
  2. Fajna i potrzebna notka... tylko taka za ostrożna. Aż za ostrożna momentami, mam wrażenie.

    Ale co ja wiem, ja na konwenty nie jeżdżę, znam z relacji tylko :(

    OdpowiedzUsuń
  3. Ogólnie notka mądra, ale zgadzam się z Blackops, że za ostrożna. Nie podoba mi się wzmianka o tym, że skąpy strój zwiększa ryzyko - bo delikatnie, ale wyczuwalni podśmiarduje mi częściowym składaniem winy na ofiarę. Rozumiem, że nie taka mogła być Twoja intencja, ale to o czym piszesz jest po prostu nieprawdziwe - bo molestowanie częściej niż z pożądania wynika z chęci posiadania kontroli, więc bardziej niż pewna siebie, roznegliżowana cosplayerka, narażona jest mała dziewczynka w za dużej, wytartej bluzie, która jest na konwencie po raz pierwszy.

    OdpowiedzUsuń
  4. Od siebie powiem tylko tyle, że nie jestem cosplayerką, co dopiero mówić o pokazywaniu się w skąpym stroju. Nerdkobieta to samo- normalnie ubrana dziewczyna. Założenie czegoś "cnotliwego" nie chroni przed molestowaniem...mnie nie ochroniło.
    Czynnikiem ryzyka- jeżeli w ogóle można to tak ująć- był mój duży biust, niestety bez niego z domu wyjść nie mogę. I zgadzam się z Nefariel- to właśnie był mój pierwszy konwent.

    OdpowiedzUsuń
  5. Z moich obserwacji w różnych sytuacjach pozakonwentowych wynika, że prawdopodobieństwo zaczepek (niekoniecznie groźnych, po prostu niemiłych) typu gwizdy, głupie teksty, podszczypywanie etc. zdecydowanie rośnie, kiedy dziewczyna pokazuje więcej ciała, np. zakłada mini. Stwierdzenie tego faktu nie ma nic wspólnego z obwinianiem dziewczyny, chodziło mi raczej o to, że jeśli ktoś intencjonalnie ubiera się skąpo, to sytuacje tego typu będzie mieć "w pakiecie", czy tego chce, czy nie. Sama nie lubię krótkich spódniczek dokładnie z tego powodu. Duży biust niestety działa na tej samej zasadzie, bo przyciąga wzrok i to niezależnie od stroju. Wiem też, że normalny ubiór nie chroni, napisałam to zresztą: "wystarczy znaleźć się w nieodpowiednim miejscu w nieodpowiednim czasie, a strój może być najzupełniej nieprowokujący".

    Gdy chodzi o autentycznych seksualnych drapieżców (gwałciciele, seryjni mordercy), sprawa jest jeszcze bardziej mroczna, bo oni są brutalnie pragmatyczni i najchętniej atakują dziewczyny drobne, niewysokie: łatwo obezwładnić, unieruchomić, nieść i tak dalej.

    Pluszak, jest mi bardzo przykro z powodu sytuacji, jaka spotkała Ciebie oraz Nerd Kobietę. Mam nadzieję, że nie zniechęci to Was trwale do konwentów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardziej od samego poczucia obcych paluchów na moim biuście zniechęcają mnie reakcje co niektórych, często pisane pod nazwiskiem- że pewnie jestem gruba i brzydka , że sobie to wymyśliłam, że chcę zdobyć sławę w fandomie, że pewnie miałam na sobie kolcze bikini wiec mogłam sie tego spodziewać, że prowokowałam wyglądem, że czemu nie uderzyłam agresora, że PTSD miałam wcześniej i biednemu molestatorowi nic do tego i tak dalej, i tak dalej.
      Uderzenie agresora to nie obowiązek, nie powinno być też jedyną formą obrony przed takimi sytuacjami, tak btw.

      A najbardziej w dyskusji rozbawił mnie argument "jak wiem, ze gdzieś jest niebezpiecznie, nie zabieram portfela ze sobą i nie kuszę losu", co ma przez analogię sugerować niedostosowanie się moje, nerdkobiety i wszystkich innych dziewcząt w podobnych kłopotach do sytuacji. Śmieję się z moja znajomą że kontynuacją tego argumentu powinno być "jeżeli spodziewam sie molestowania, nie zabieram biustu z domu, zaś spodziewając się gwałtu, w domu zostawiam waginę".

      A ja chciałam tylko zwrócić uwagę na to, że dotykanie innych to kiepski żart, za to bywa prawdziwą krzywdą. I to krzywdą dla kogoś zupełnie normalnie ubranego, w zupełnie normalnym miejscu, dokonaną przez kogoś kto uważa dotykanie innych w prywatne miejsca za wyborny figiel.

      Usuń
    2. Że "dotykanie innych to kiepski żart" - tu się zdecydowanie zgadzam, takie "żarty" nie są w najmniejszym stopniu śmieszne. Nie rusza się z łapami do innych, kropka.

      Co do kuszenia losu, to tak: z jednej strony, kiedy palant wyławia jedną normalnie ubraną osobę z tłumu w miejscu publicznym, to jasne, że się na to wielkiego wpływu nie ma. Z drugiej - abstrahując na moment od konwentów - istnieją okoliczności, w których dziewczyna może czynnie uniknąć ryzyka, np. nie wracać samotnie piechotą po ciemku, tylko prosić kogoś o odprowadzenie albo brać taksówkę. Niestety będę też obstawać przy swoim zdaniu, że wygląd MOŻE prowokować (na anglojęzycznych stronach sporo się pisze o problemie zaczepiania cosplayerów, np. tu: http://www.buzzfeed.com/hnigatu/cosplayers-have-a-message-to-all-perverts ), z tym że (1) to nie działa w drugą stronę - można wyglądać kompletnie niewyzywająco, a i tak zaliczyć bliskie spotkanie z palantem; (2) to jasne, że HARASSMENT NIGDY NIE JEST OK, niezależnie od stroju.

      Usuń
  6. "Ale jest też faktem - NIESTETY - że pokazywanie ciała to zwracanie na siebie uwagi w większym stopniu niż niepokazywanie go. "
    Dlaczego w takim razie w Indiach, gdzie kobiety ubierają się od stóp do głów, jest tak wysoki współczynnik gwałtów, ha? :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anonimie, mój wpis jest o Polsce, nie o Indiach. Inne kraje to inna bajka (podałam przykład Nowej Gwinei, gdzie tradycyjny strój kobiecy nie uwzględniał zasłaniania piersi). Indie mają cholernie duży problem z przemocą wobec kobiet ogólnie, nie tylko z gwałtami - na porządku dziennym są tam np. ataki kwasem. Sprawcy czują się bezkarni, wyroki zapadają niskie albo wcale. W Indiach kobiety rzadko kiedy posiadają na własność np. ziemię, mieszkania, w regionach wiejskich powszechne jest zabijanie niemowląt płci żeńskiej, częste są też tzw. dowry killings (albo dręczenie świeżo poślubionych żon i intencjonalne doprowadzanie ich do samobójstwa, albo morderstwo) dlatego, że rodzina dała dziewczynie za mały posag. Ogólnie: przemoc wobec Hindusek wynika z ich niższej pozycji społecznej i z niskich kar za przestępstwa tego typu.

      Usuń
    2. Pouczający link: http://en.wikipedia.org/wiki/Women_in_India

      Usuń
  7. Podrzucam link o gwałceniu postaci w RPG:
    http://wyborcza.pl/duzyformat/1,136812,15691884.html?fb_action_ids=10203365221640913&fb_action_types=og.likes

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Artykuł czytałam, nie wypowiadam się, bo w RPG nie gram.

      Usuń
    2. A ja się wypowiem, bo gram ponad dwadzieścia lat. Widziałam różne zachowania, ale takiego nie. Klimat dezaprobaty dla podobnych działań byłby ogromny w przypadku ludzi, z którymi grywałam, z niektórymi grywam nadal. Jedyna osoba, która zachowywała się na moich sesjach niekomfortowo (różne komentarze nacechowane erotycznie i mnóstwo bluzgów) to była dziewczyna, która miała ze sobą poważniejszy problem.
      Oczywiście wszystko się może zdarzyć, bo nie święci garnki lepią. Grają ludzie, a ludzie są różni. Ale jeśli moje doświadczenie jakkolwiek się przekłada na rzeczywistość, to się rzadko zdarza, a na pewno nie należy do normy i nie jest akceptowane.
      Młodzi grający szybko się dowiadują, jakie normy panują w środowisku. Wyobrażam sobie nastolatków, którzy się naczytali za dużo Gry o Tron, myślą, że to jest realizm i usiłują to wprowadzić na sesji z przygniatającym brakiem empatii, jaki cechuje nastolatków. Bardzo szybko ktoś ich sprowadzi na ziemię albo się dowiedzą, że nie ma z kim grać.

      Usuń
    3. A doświadczenie, które było udziałem tej graczki, brzmi jak zwykły, ordynarny bullying - jak powiedziałam, nie święci garnki lepią i myślę, że dręczenie, wykluczanie i teenage drama romance zdarzają się też wśród erpegowców. Aczkolwiek znacznie rzadziej. Jako wieloletni magnes na dręczycieli wiem, co mówię.

      Usuń
  8. Wiecie, ja bym powiązała moje doświadczenie, doświadczenie tej graczki i aferę wokół kostek- to wszystko łaczy się w jeden problem- "fandom ma pod górkę z kobietami". Graczki spotykają się z szykanami ich postaci, uczestniczki konwentów z lepkimi łapami, dziewczyny z fandomu z olewaniem ich istnienia przy promocji wydarzeń tematycznych. Wszystko razem układa się w opowieść "niektórzy nie uznają miejsca dla kobiet przy swojej pasji i walczą o ten brak miejsca pazurami". Bo w sumie o to trwa ta dyskusja, podzielona na trzy nurty: chłopcy i faceci mówiący że oni nie widzą i nie mają problemów tych dziewczyn i kobiet, więc go nie ma, zmyślamy, przesadzamy, mamy im nie psuć zabawy. Mogą nie widziec problemu. Ale to nie sprawi że dziewczyny jak ja będą molestowane mniej, a dziewczyny jak ta z artykułu będą miały mniej psutą zabawę gdy ktoś będzie im dla zabawy krzywdził postaci w seksualny sposób i kazał odgrywać takie popsute i rozbite, zamiast dzielnych i walecznych.

    OdpowiedzUsuń
  9. Z całym szacunkiem - jestem zupełnie odmiennego zdania i nie łączyłabym tych trzech rzeczy. Lepkie łapy na konwentach to brzydkie marginalne zjawisko, które trzeba piętnować w fandomie tak samo, jak wszędzie indziej. Jakiś nieduży procent facetów robi to i będzie robić niezależnie od otoczenia (biuro, konwent, park, ulica przed sklepem), rzecz w tym, żeby fandom miał otwarte oczy i nie stosował polityki "nie widzimy" (tutaj się bezwzględnie zgadzam - zero tolerancji).

    Tematu gwałtów na postaciach RPG nie chcę za bardzo komentować, bo w RPG nie gram, patrzę odruchowo z perspektywy autora, który robi różne krzywdy swoim postaciom i każe im dokonywać aspołecznych czynów po prostu dlatego, że to wynika z logiki opowieści. W czasach historycznych przemoc seksualna BYŁA powszechnym zjawiskiem, podejrzewam, że niektórzy MG sądzą, że w realiach quasi-średniowiecznych trzeba zachowywać element "prawdy historycznej" i nie uważają tego (czy słusznie, to inna sprawa) za formę przemocy wobec koleżanek (może właśnie dlatego, że traktują koleżankę na równi z kolegą, a wobec sponiewierania postaci, którą gra kolega, nie mieliby skrupułów?) Nie wrzucałabym ich do jednego worka z tymi, którzy robią takie akcje, jak opisane w artykule zamknięcie graczki w szafie. Inna sprawa, że - jak ktoś słusznie zauważył - ZAWSZE można powiedzieć "chrzanię taką grę", wstać i wyjść. Wręcz trzeba.

    Nieszczęsny filmik z kostkami nie jest pokazem dobrego gustu, ale moim zdaniem rozpętano wokół niego ideologiczną burzę w szklance wody. Nie widzę, żeby ktoś robił podobny szum wokół - znacznie paskudniejszych moim zdaniem - szowinistycznych demotów, które regularnie krążą po sieci, albo wokół filmu "Seksmisja". Możemy "agree to disagree", ja po prostu sądzę, że strasznie rozdmuchano "szkodliwość społeczną" tego spotu i nie uważam, aby zarówno filmik, jak i molestowanie były objawem tego samego trendu. To jak porównywać komara z krokodylem.

    Nie powiedziałabym też, że fandom ma pod górkę z kobietami albo kobiety pod górkę z fandomem. Słowo daję, nie widzę wśród fantastów jakiegoś powszechnego nurtu mizogynii i braku szacunku wobec kobiet. Spotkałam się z niefajnymi zachowaniami w innych otoczeniach - na uczelni chociażby (w wykonaniu profesora, o którym wspomniałam w treści wpisu, oraz obleśnego wuefisty przebierającego się przy studentkach). Tego, jak zachowywali się względem mnie 15-letni koledzy w ostatniej klasie podstawówki, nie będę opisywać na blogu, bo nie warto (mam podobne doświadczenia jak Ola Janusz z bloga Notkostrony: dręczenie kujonki, bo to takie fajne, wyzywanie w szkolnej szatni od k**ew, cichodajek itp.) Dlatego nie podobają mi się próby retorycznego szufladkowania wszystkich fantastów płci męskiej razem z gościem, który łapie dziewczyny za biust (i raczej na pewno robi to wszędzie, dokąd pójdzie, nie tylko na konwentach), pod sztandarem "BO FANTAŚCI NIE SZANUJĄ KOBIET". Zanim zaczęłam być jakoś tam identyfikowana po nazwisku, długo byłam w fandomie anonimową nieśmiałą dziewczynką i właśnie wśród fantastów czułam się szanowana jako koleżanka, a gdzie indziej niekoniecznie. Jasne, że w ten sposób można się licytować w nieskończoność i wychodzi dyskusja w duchu "Mężczyźni to świnie, bo mąż mnie zdradził", "Nie, nieprawda, bo mój jest wierny".

    OdpowiedzUsuń