2014-06-27

Dwie recenzje i piosenka


Najpierw podzielę się sympatyczną informacją. Mieszkam na osiedlu na obrzeżach miasta i wczoraj wieczorem, wracając ze spaceru, wypatrzyłam na wyżwirowanej ulicy, gdzie po jednej i drugiej stronie stoją domki jednorodzinne, tajemniczego zwierza. Zwierz był ciemny, miał króciutkie łapki, spiczasty pyszczek i dziarsko zasuwał w poprzek drogi. W pierwszej chwili pomyślałam, że to albo sporych rozmiarów kret, albo młodziutka fretka. Ponieważ stworzenie zatrzymało się na trawniku, podeszłam ostrożnie i ze zdumieniem stwierdziłam, że jest to... duży, odpasiony jeż (sądząc po tym, jak po ostatnich deszczach namnożyły się ślimaki i pomrowy, jeże powinny chodzić utuczone jak świnki). Jeż na dźwięk moich kroków znieruchomiał, ale nie zwinął się w kulkę, tylko stał, posapując i dygocząc z lekka. Popatrzyłam sobie na niego i cichutko poszłam w swoją stronę, z nadzieją, że nie postanowi zawrócić na drogę, tylko powędruje dalej, w zarośla. Niestety już zmierzchało, więc nie było sensu próbować robić mu zdjęcia komórką.

Teraz wieści. Trzy dni temu meldowałam o problemie z antologią Esensji - ebook, jak się okazało, na niektórych czytnikach wyświetlał się nieprawidłowo. Kryzys został już zażegnany, członkowie Klubu Esensji otrzymali poprawionego "Kota na sznurku", a Leniwiec Literacki bardzo mile mnie zaskoczył, bo zamieścił uzupełnienie dyskusji o antologii - dłuższą rozmowę o moim opowiadaniu. Naprawdę ciekawą, dodam. Dziękuję!

Poza tym z pewnym zaskoczeniem dowiedziałam się ostatnio, że portal Secretum zamieścił nowiutką recenzję "Dwóch kart". Recenzentka ukrywająca się pod nickiem kalahari pisze między innymi:



"Podobnie jak Shan Vaola, tak i cała książka pełna jest kontrastów i muszę przyznać, że mam pewien problem z jej jednoznaczną oceną. Z jednej strony, od pierwszych stron widać, że autorka bardzo dobrze przemyślała świat, w którym umieściła miejsce akcji swojej powieści. Wypełniająca go magia ma różne oblicza, zamieszkują go też różne stworzenia, niektóre dość oryginalne. Obok zwykłych ludzi i magów, są tu także odmieńcy, posiadający najczęściej jakieś zwierzęce cechy – np. pysk psa zamiast twarzy, bądź też ciało całkowicie porośnięte sierścią. Tworzą oni oddzielną grupę społeczną, zepchniętą na margines i posługującą się własnym żargonem – tak przynajmniej wynika z opisów, bowiem gdy w dialogach nie widać żadnych wyróżniających go cech. Ciekawym pomysłem było także wprowadzenie postaci chowańców – towarzyszy magów, swego rodzaju „zwierzątek”, będących rodzajem odmieńców.


Magia to jednak nie wszystko, na kartach powieści pojawiają się także równoległe światy – sfery zamieszkane przez demony oraz inne stworzenia, które w chwilach zachwiania magicznej równowagi mogą przedostać się do świata ludzi. Te najsilniejsze są w stanie przeniknąć do ludzkiej rzeczywistości i gęsto mieszają się w sprawy śmiertelników.


Na plus należy również policzyć głównego bohatera. Polubiłam Krzyczącego w Ciemności i już po tym jednym spotkaniu muszę przyznać, że stanowi jedną z barwniejszych i ciekawszych postaci polskiej fantastyki. Dąży w stronę dobra, jednak jego mroczna natura i zdolności nieustannie popychają go w kierunku Ciemności. Jednocześnie nie jest pozbawiony nieco czarnego poczucia humoru, a to zawsze jest w cenie."


A na koniec - link do piosenki. Tak bez związku z czymkolwiek, po prostu baaardzo lubię ten utwór. Do twórczości zespołu Rammstein mam generalnie stosunek ambiwalentny: podoba mi się głos wokalisty, teksty mają rewelacyjne (poza tym lubię się napawać śpiewanym niemieckim), ale nie wszystkie utwory trafiają mi w gust. Płyta "Mutter" podpasowała mi chyba najbardziej z całej dyskografii zespołu, był taki moment - bodajże w czerwcu 2001, krótko po premierze - kiedy potrafiłam jej słuchać na okrągło. No, a ta piosenka ma jeszcze dodatkowo niezły teledysk z ćpającą Królewną Śnieżką i siedmioma... ekhm... krasnoludkami.






1 komentarz:

  1. Jeży jest sporo,sympatyczne strasznie.Gratulacje! a teledysk -pełny odlot.

    Chomik

    OdpowiedzUsuń