2014-06-14

Inspirujące piosenki


Na Facebooku wciągnięto mnie do zabawy dla piszących polegającej na tym, żeby zamieścić na wallu 30 kolejnych utworów (lub mniej, bo 30 to w tych okolicznościach dość astronomiczna liczba), które zainspirowały powstanie jakiejś konkretnej historii, postaci bądź fragmentu, wraz z cytatem. Pomysł spodobał mi się na tyle, że część piosenek postanowiłam wrzucić również na blog, bo to świetna okazja, żeby zarekomendować bliźnim kilka dobrych utworów i zespołów (jeżeli jakimś cudem nie znają Metalliki, to zdecydowanie powinni uzupełnić lukę w wykształceniu...)

Gdybym miała wskazać jedną jedyną piosenkę, która mi się najbardziej kojarzy z Krzyczącym w Ciemności, byłby to utwór „The Alchemist” z solowej płyty Bruce’a Dickinsona „The Chemical Wedding”. Cały album zawiera mnóstwo odniesień do tarota i do symboliki alchemicznej, co widać po tytule, zaś ta konkretna piosenka ma zarazem mistyczny i buntowniczy wydźwięk, z wzmiankami o czerni, srebrze i podróżach astralnych. Ta płyta wielokrotnie trafiała do odtwarzacza w trakcie pisania „Teatru węży”.








„Za późno pojął, że - jak zwykle nastawiony w pierwszej kolejności na dyplomację - wybrał niewłaściwy rytuał. To nie był pierwszy lepszy cmentarz z uszkodzonymi grobami. Tu nie należało liczyć na dobrą wolę duchów. Nie w Podziemiach.
- Niepotrzebnie zakłóciłeś nasz spokój, magu - zaszeptały drwiąco cienie. - Aż dziw bierze, jaki potrafisz być nierozsądny. Co na to twoja dama w szarej sukni?
Poczuł, że krew w żyłach ścina mu się lodem.
- Nie wiem, o czym mówicie.
- Nie kłam, przyjacielu. Czyżbyś nie wiedział, kto pilnuje twoich snów? Kto zabrał twoje wspomnienia? Czyżbyś nie wiedział, komu służysz?
- Nie służę nikomu.
Śmiech umarłych był jak zgrzyt noża po szkle.
- Biedny głupcze, biedny błaźnie! Należysz do Otchłani. Twoich kroków strzeże demonessa o dłoniach z popiołu.
- Kłamcy! - W oczach żmija zamigotały ogniki. - Przyjmijcie ofiarę i wynoście się do swojego wymiaru, jak nakazuje prawo.
- Nie chcemy twojej ofiary - zasyczeli. - Chcemy ciebie.
Z rapierem w pogotowiu cofnął się pod mur. Dobrze wiedział, że jeśli cienie rzucą się na niego, stal mu nie pomoże.
Szary tłum kłębił się i gęstniał, gotując się do ataku.
Królewski egzorcyzm z Anarai - pomyślał Krzyczący. Najskuteczniejszy przeciwko umarłym.
Znał go na pamięć, podobnie jak osiem pozostałych egzorcyzmów ze swojego grymuaru, lecz nie wiedział, czy wystarczy mu sił, by użyć zaklęcia z Anarai przeciwko takiej liczbie duchów.
Zamknął oczy, koncentrując się, przywołując moc.
Haran! Eresh! Wasza siła jest moją siłą.
Nie znam lęku. Jestem synem mroku, władcą nocy, panem wichru.
Nie znam lęku.
Nie znam lęku.
Otworzył płonące żółto oczy i wypowiedział egzorcyzm, czując, że słowa parzą mu usta niczym płynny ogień.”

*

Nie pamiętam, na którym etapie pisania historii o Krzyczącym obejrzałam obłędnie kiepski film pt. „Spawn” (komiksu nie znałam, ale film pokazuje, jak wziąć dobre pomysły i posklejać je w koncertowo marny scenariusz). Kiepskie filmy, które miały potencjał, żeby być znacznie lepsze, zawsze wyzwalają we mnie odruch ściągania motywów, więc coś niecoś na pewno stamtąd ściągnęłam, świadomie bądź nie.

Krzyczący, obawiam się, ma ze Spawnem parę wspólnych cech (wskrzeszony i wysłany z piekła z powrotem na ziemię, spętany cyrografem, kumpluje się z bezdomnymi, jest nominalnie po stronie „tych złych” a faktycznie bardziej po stronie Dobra), tylko powierzchowność ma znacznie przyjemniejszą dla oka. Kiedy żmij jest naprawdę wściekły i moc dosłownie z niego emanuje, to wygląda nieco podobnie do Spawna: falująca ciemność otaczająca go jak płaszcz, a pośrodku czarna postać z żółtymi źrenicami.

Z całego filmu zdecydowanie największe wrażenie robi czołówka czyli animowane napisy, którym towarzyszy utwór Filter & The Crystal Method „Can’t You Trip Like I Do”. Wielokrotnie wykorzystywałam go jako „dopalacz” przy pisaniu scen akcji (uciekanie przed golemami, pojedynki na fireballe i takie tam). Do tej piosenki nakręcono bardzo fajny cyberpunkowy teledysk, ale wersja zamieszczona na YouTube okropnie się wiesza, więc nie linkuję.






*

W uniwersum Zmroczy magia dzieli się na srebrną i czarną, przy czym ta druga jest skażona i wyjęta spod prawa. Srebrni magowie, znani jako Elita, tropią i wyłapują ludzi, w których obudził się czarny talent, pod pretekstem, że ci zagrażają równowadze świata. Pojmani czarni magowie są osadzani w przybytkach znanych jako Domy Godnego Odejścia, gdzie długotrwałymi torturami (głównie farmakologicznymi, ale nie tylko) doprowadza się najpierw do obumarcia daru magicznego, a dopiero potem do śmierci uwięzionego (chodzi o to, żeby dusza czarnego maga nie mogła się odrodzić w innym ciele).

Specjalnie nie pisałam zbyt wiele o tych miejscach, wychodząc z założenia, że najstraszniejszy jest potwór, którego nie widać. Ale „W mocy wichru” pokazuje kilka migawek:


Akolita w białej szacie, trzymając lampę pełną fosforyzującej mazi, staje nad leżącym na pryczy wychudzonym człowiekiem. Lewa ręka więźnia tkwi unieruchomiona w dziwnej żelaznej konstrukcji, nad którą w stojaku umieszczono szklaną banię z przezroczystym płynem. Wychodzące z niej cieniutkie rurki kończą się igłami wkłutymi w żyły leżącego. Ten ma zamknięte oczy, oddycha z trudem; jego pokryta białymi plamami twarz jest ściągnięta, wyniszczona. Włosy ostrzyżono mu przy skórze, a szczeciniasty siwy zarost, tylko tu i ówdzie ciemny, nadaje teraz Adrienowi wygląd starca.
Akolita wymierza mu policzek.
– Spójrz na mnie, ścierwo.
Adrien z wysiłkiem rozkleja powieki, lecz jego oczy są mętne, niewidzące, w głębi źrenic już nie widać seledynowego poblasku.
Na szyi i grzbietach dłoni ma ślady po przypalaniu, a palce pokryte zakrzepłą krwią – wyrwano mu paznokcie – lecz nie pogruchotano mu kości, nie powyłamywano stawów, nie posłużono się rozpalonymi do czerwoności kleszczami ani wrzącą oliwą. Wbrew temu, co głoszą plotki, umiejętnie podsycane przez samą Elitę, w Domach Godnego Odejścia zadaje się ból na daleko subtelniejsze, bardziej eleganckie sposoby niźli w świeckich katowniach.”



Sama idea Domów Godnego Odejścia narodziła się pod wpływem utworu Metalliki „Welcome Home: Sanitarium”.


 



 
*

Krzyczący w Ciemności ma demona stróża, a raczej demonessę, która strzeże go z rozkazu Otchłani. Kiedyś, w czasach, gdy jeszcze nie był wyjętym spod prawa wyrzutkiem, demonessa była ludzką dziewczyną, jego ukochaną. W tragicznych okolicznościach ona straciła życie, a on został wrobiony w zależność wobec Otchłani i pozbawiony wspomnień.

Demonessa, szara zjawa w postrzępionych szatach, czasem nawiedza swego podopiecznego w snach, przybierając tę postać, którą miała za życia. Na jej wygląd i charakter wpłynęło kilka piosenek, ale najsilniej chyba utwór Nightwish z płyty „Century Child” – „Feel for you”. „I’m the snow on your lips / The freezing taste, the silvery sip / I’m the breath on your hair / The endless nightmare, devil’s lair” – te linijki są po prostu żywcem o niej! 






„Miauczenie odezwało się raz jeszcze, tuż za parkanem, potem uliczką przebiegł truchtem pręgowany kot. Łapy zapadały mu się w śniegu. Brune odruchowo popatrzył w ślad za nim i zamarł. Od strony wylotu zaułka zbliżała się postać.
Młoda kobieta, ubrana tak, jakby wyszła z przyjęcia czy teatru – w szubce, futrzanym szalu i eleganckiej szarej sukni. W cieniu kaptura – znajome rysy.
– Chodź – powiedziała.
Wstał bez słowa i poszedł za nią. Przy końcu zaułka odwróciła się. Już wiedział, że śni, dlatego bez sprzeciwu pozwolił, żeby położyła mu ręce na ramionach. Dłuższą chwilę mierzyli się wzrokiem.
Zmizerniałeś. Wyczuł, że to pomyślała, a zarazem wychwycił ulgę, że wszystko jest w porządku, nie stoczył się, opium jeszcze nim nie rządzi. Odgarnęła mu spadające włosy; przytulił twarz do jej twarzy.
Tak trudno było uwierzyć, że nie jest rzeczywista. Zaróżowione od zimna policzki, miękkie futro szala, perfumy... Pachniała brzoskwiniami i kwiatem pomarańczy.
Ilekroć śnił ten sen, wszystko wydawało się jasne i logiczne. Była. Przychodziła, kiedy jej potrzebował.
– Dlaczego?... – szepnął w przestrzeń. Odpowiedzią był pocałunek.
Ponieważ tęsknisz.
Czemu nie pamiętam, jak masz na imię? Czemu przychodzisz do mnie tylko w snach?
W jego umyśle zjawiła się wizja, od której coś ścisnęło go za gardło.
Pochylasz się nade mną, naga i gibka, ozłocona blaskiem świec. Kiedy to było... czy wtedy też tylko śniłem?
Cofnął się, żeby popatrzeć w jej oczy i zadać pytanie, na które już właściwie znał odpowiedź.
– Nie żyjesz, prawda? Jesteś kimś z mojej przeszłości...
Jej nagły smutek. Nie trzeba było pytać.
Wiatr dmuchnął mu w twarz śniegiem, porywając dalsze pytania, które żmij i tak bałby się zadać. Brune bezsilnie wyciągnął ręce, ale napotkał powietrze. Stał sam jeden w zaułku pomiędzy milczącymi domami. Został tylko zapach brzoskwiń unoszący się wśród zimowej nocy, jak na drwinę. Z góry sypały się płatki białych róż... czy popiołu?
Wrzeszczący potępieńcy, pędzeni batami. Świat rozpada się... Po twarzy spływa gorąca krew.
Wstaję z klęczek, pozostawiając na ziemi zwłoki, wokół których rozlewa się coraz szerzej kałuża, czarna w blasku księżyca.
Daleko na horyzoncie – miasto, nad którym snują się dymy...
Szarość i niekończące się szepty, szepty umarłych.”




7 komentarzy:

  1. Hm, jako ciekawostkę podam, że mi świat Zmroczy kojarzy się z kawałkiem Vangelisa "Rachel's song",
    tutaj link, jeśli kto ciekawy : http://www.youtube.com/watch?v=ja0L82_Gq7M
    Taki spokojny i tajemniczy kawałek, idealnie pasował mi do pozornie uśpionych i pogrążonych w mroku uliczek Shan Vaola, po których przemykają się cicho zakapturzone postacie, a wysoko ponad tym wisi księżyc wykrzywiony w swoim błazeńskim grymasie.
    Co zaś do nazwy "Domy Godnego odejścia" to naprawdę aż dreszcz grozy po plecach wędruje, automatycznie ta wzniosła nazwa nasuwa mi bardzo mroczne konotacje, o co zresztą zapewne Autorce chodziło. "Sanitarium" bardzo mi tu pasuje.
    Świetny fragment inspirowany Nightwish'em, dokładnie taki klimat jak w tym kawałku w moim odczuciu.
    Za to kawałek ze Spown'a kompletnie mi jakoś w tym klimacie nie leży :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten utwór Vangelisa jest bardzo liryczno-magiczny, mnie się kojarzy raczej z bezludnymi przestrzeniami sfer :)

      Usuń
  2. Zadziwiające jest dla mnie porównanie tego co inspirowało Ciebie przy pisaniu, z tym czego słuchałem przy czytaniu :-)
    Dziękuję!
    No ale gatunkowo to te same okolice ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O! A podasz jakieś tytuły? :)

      Usuń
    2. Proszę :-) Nie odpowiadam za skutki lektury Lasciate ogni speranza, voi ch'entrate ;-)
      http://lekturykruka.blogspot.com/2014/06/muzyka-teatralna-czyli-co-mi-grao-w.html

      Usuń
  3. Bardzo lubię Nightwisha „I’m the snow on your lips / The freezing taste, the silvery sip / I’m the breath on your hair / The endless nightmare, devil’s lair” – piękny tekst.
    http://www.youtube.com/watch?v=ja0L82_Gq7M - ładne,ale strasznie typowe dla Vangelisa.I też mi się nie kojarzy z uliczkami.
    Interesujace utwory,ale muzyka raczej nie łatwa..

    Chomik


    OdpowiedzUsuń
  4. Hmm... Błąd mi zjadł komentarz ;/.
    Pisałam, że myślimy podobnie, bo też zamierzałam zebrać wszystkie moje inspiracje w post na blogu, ale będę miała więcej zabawy z tłumaczeniem na angielski.

    OdpowiedzUsuń