2014-07-27

Kot kotu wilkiem, czyli ciąg dalszy kocich perypetii


No niestety, Houston, mamy problem. Liczyłam się z tym, że Ofelia i Sammecik nie od razu się dogadają. Zakładałam, że młody będzie życzliwie ciekawski, natomiast Ofelia, która przez 8 lat była tu niepodzielną panią na włościach i jest kotem - nazwijmy to - bardzo asertywnym, może chcieć małemu intruzowi zrobić krzywdę. Rzeczywistość okazała się nieco inna. Sammet, życzliwie ciekawski w stosunku do ludzi, przy pierwszym spotkaniu z dużą obcą kocicą momentalnie zjeżył się tak, że zrobił się dwa razy większy, i zasyczał głosem, którego nie powstydziłby się żbik. Ofelia, która potrafiła zbić po pysku obcego wilczura, wprawdzie nie rozniosła małego na strzępy, natomiast zachowuje się tak, jakby się go bała, i wykazuje radykalną niechęć do nawiązywania z nim jakiegokolwiek kontaktu. Przez cały dzień siedzi na dworze, muszę jej tam wynosić jedzenie, do domu wraca dopiero późnym wieczorem, kiedy Sammet już siedzi w zamknięciu (na noc zamykamy go w łazience, żeby nam nie szalał po domu, nie miauczał nad uchem i nie wlazł w szkodę, kiedy nie ma go kto pilnować). Koty jak dotąd stanęły ze sobą oko w oko dokładnie trzy razy, za moją sprawą, bo podstępem przywabiałam Ofelię do pomieszczeń, gdzie Sammet łaził luzem. Za każdym razem oba syczały i jeżyły ogony, ale do rękoczynów (a raczej łapoczynów) nie doszło - oba wycofywały się na upatrzone z góry pozycje i kategorycznie odmawiały powrotu tam, gdzie przebywa drugi potwór. Co będzie dalej - nie wiem. Nie mam żadnego doświadczenia w oswajaniu ze sobą dwóch kotów, a te mają raczej wszelkie predyspozycje do tego, żeby być kocimi jedynakami. Zobaczymy.

Tymczasem oto nowe zdjęcia Sammeta. Nie są najlepszej jakości, bo chłopak tak wariował wieczorem i śmigał z miejsca na miejsce, że ciężko było go sfotografować. Urósł i na zdjęciach wydaje się już duży, zwłaszcza na tych, gdzie leży na oparciu fotela (to jedno z jego ulubionych miejsc - sadowi się tam jak na gałęzi drzewa), ale w rzeczywistości nadal jest niedużym, szczupłym kociakiem, ze trzy razy mniejszym od Ofelii. Uwielbia szaleć za wszystkim, czym można grać w hokeja podłogowego - piłeczka, nakrętka od butelki z mlekiem, kulka papieru - w akcji była już nawet etykieta od kabanosów. Jego żarłoczność przekracza ludzkie pojęcie (no dobrze, troszkę koloryzuję, ale nie aż tak bardzo). Kiedy jemy, musimy zamykać drzwi od kuchni, ignorując płaczliwe śpiewne miauki, bo drań wskakuje na stół i próbuje kraść jedzenie z talerzy, choćby był to suchy chleb. Poza tym oczywiście kocha leżeć mi na kolanach, kiedy pracuję przy komputerze. Łapie mnie wtedy ząbkami za rękę i wgryza się w nią, mrucząc przy tym głośno.

Na trzeciej fotce w tle widać gumową rękawicę i ścierkę - pozostałości wielkiego sprzątania poremontowego.



Fot. J. Żuchowski



4 komentarze:

  1. Jak można pozwalać kotu włazić na stół???? Albo gryźć się po rękach (niechby i pieszczotliwie)? Trzeciego kota w tym momencie chowam i u mnie takie rzeczy są nie do pomyślenia.

    Achika

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widocznie trafiały Ci się bardzo potulne koty :) Ofelia zrzucona ze stołu 10 razy wskakiwała po raz jedenasty i patrzyła na człowieka wyzywająco, jakby chciała powiedzieć: no i co mi zrobisz? Sammet robi dokładnie to samo. Jerzy próbował go wytresować, pryskając na niego wodą, ilekroć mały wskoczył na stół. Efekt - 5 minut później po wejściu do kuchni znowu zastawał kota na stole. Gdzieś za dwudziestym razem dał za wygraną :P. Prościej jest wziąć kota za fraki i wystawić za drzwi, kiedy na stole pojawia się jakieś jedzenie.

      A gryzienie po rękach w ramach zabawy jest całkiem sympatyczne - mnie nie przeszkadza. Sammet w taki sam sposób bawiłby się z rodzeństwem, gdyby je miał. Zdarza mu się też włazić mi na ramię i obgryzać koński ogon.

      Usuń
    2. Śliczny kotek, szkoda,że im się nie układa.Ofelia była pierwsza!

      Chomik

      Usuń
    3. Jeżeli stwierdzimy, że nie ma żadnych szans na ich pokojową koegzystencję pod jednym dachem - Sammet powędruje w inne ręce. Póki co liczę, że może z czasem jakoś się przyzwyczają do siebie.

      Usuń