2014-08-30

Kocio mi...


Ahoj! Wczoraj wieczorem powróciłam z wojaży. To był stosunkowo męczący sierpień: Avangarda, jeden dzień przerwy, dziesięć dni na Słowacji (wliczając podróż), trzy dni przerwy i czterodniowy wyjazd do Estonii (na konferencję, powiedzmy, że służbowo: eskortowałam osobę, która z przyczyn zdrowotnych nie mogła jechać sama). Podróż do Tallinna w jedną i drugą stronę przebiegła bezzgrzytowo, samoloty startowały i lądowały punktualnie; dopiero na samym końcu ekspres, którym wracałyśmy z Warszawy, spóźnił się około godziny w związku z wypadkiem na przejeździe w Motyczu (kierowca mercedesa ominął zamknięte rogatki i wjechał prosto pod pociąg towarowy).

Zgadnijcie, co było absolutnie PIERWSZĄ rzeczą, jaką zrobiłam po powrocie do domu? Nakarmiłam Ofelię, która przesiedziała dzień na dworze, wyjadła z miski wszystkie chrupki i powitała nas przed drzwiami miauczeniem pełnym pretensji: jak to, co to za zwyczaje, dlaczego nikt jeszcze mnie nie wpuścił do środka i nie dał mi kolacji?

A co mnie obudziło dziś rano? Oczywiście miauczenie głodnego Sammeta (Ofelią już zajęli się inni domownicy). Po nakarmieniu młody większą część przedpołudnia przeleżał na moich kolanach, na przemian mrucząc i drzemiąc. Urósł, diabeł jeden, jest już prawie tak duży jak Ofelia. Coś mi się widzi, że będzie z niego potężny kocur.


Fot. J. Żuchowski


Jak się trochę ogarnę - wrzucę zaległą relację z Avangardy oraz relację z Tallinna, oczywiście ze zdjęciami. 

Z wieści rozmaitych - na sieci pojawiły się dwie bardzo pozytywne recenzje antologii sarmackiej "Szablą i wąsem", zatytułowane "Na smokach wojska latające i inne sarmackie historie" (Esensja) oraz "Kto plikiem wojuje..." (Szortal).


<!-->W Esensji Zofia Marduła pisze między innymi:

"Czy pisanie „sarmackie” może być czymś więcej niż językową kalką z Sienkiewicza? Antologia „Szablą i wąsem” pozwala odpowiedzieć twierdząco na te pytania. Każde z sześciu zamieszczonych w niej opowiadań ma własny styl, większość – nietuzinkowy pomysł na fabułę, a autorom trzeba przyznać, że doskonale odrobili także lekcję z historii."

Natomiast na łamach Szortalu Anna Klimasara stwierdza:

"Niestety w większości przypadków okazuje się, że kto plikiem wojuje, wraz z plikiem tym zginie. W tłumie innych plików, na które mało kto ma ochotę zwrócić uwagę. A szkoda, bo można przegapić naprawdę przyzwoite teksty. Dlatego jeśli lubicie połączenie historii z fantastyką, a na dodatek jesteście już przekonani do e-booków lub przynajmniej nie boicie się spróbować tej formy czytelnictwa, śmiało sięgajcie po „Szablą i wąsem”. I ridajcie z pleżerem."

Nic dodać, nic ująć :)



 

2 komentarze:

  1. Śliczny ten kot, psotnik mu z oczu wygląda.A mój chomik po dwóch tygodniach bez nas leżał przy młynku,taki markotny.Teraz zapasy zbiera,bo ludzie mogą znowu zniknąć..


    Chomik

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, psotnik, szkodnik jak nie wiem co! Najlepiej zamykać przed nim kuchnię, pokoje i pozwalać mu biegać tylko po przedpokoju i schodach. Chwila nieuwagi parę dni temu - już zrzucił ze stołu bułkę zawiniętą w woreczek, rozerwał folię, a bułkę nadgryzł :P A chomiczek biedny!

      Usuń