2014-09-29

Kocie historie


Dziś miał być wpis na inny temat, ale będzie o kotach. 

Sammet (vel Ślicznot, vel Diabeł) rośnie i statecznieje, już nie jest tym piszczącym, nieokiełznanym kociakiem co miesiąc temu. Póki co zapadła decyzja, że zostaje u nas, bo na lepszy dom raczej nie ma szans: to słodziak nad słodziaki, ale nie chcę sobie nawet wyobrażać, ile rzeczy mógłby zdemolować w małym mieszkanku (żadne firanki ani wyściełane meble nie miałyby z nim szans). Nie jest też bezproblemowy, gdy chodzi o dietę. O ile Ofelia zjada głównie chrupki i mokrą karmę w saszetkach, o tyle Sammet ma delikatniejszy brzuszek i okazało się, że jak je saszetki w większej ilości, to mu szkodzą (wygląda mi to na uczulenie albo nietolerancję pokarmową, w szczegóły nie wnikaliśmy). Chrupek zje trzy na krzyż, jak już jest bardzo głodny, więc musiałam odnaleźć w sobie nowe powołanie: koci catering... Żeby nie było za łatwo - mały w odróżnieniu od Ofelii nie przepada za rybą, a serca i żołądki kurze niestety zwraca. Gotuję mu kurze udka albo podudzia, albo kawałek wołowiny, do wywaru mięsnego dodaję płatki owsiane (próbowałam też z ryżem, ale nie wzbudził entuzjazmu), a potem serwuję ten tłusty "koci rosół" z kawałkami mięsa, czasem jeszcze dokładam do miseczki trochę białego sera. Koci rosołek jest absolutnym hitem, Ofelia też go lubi, chociaż samym gotowanym mięskiem gardzi, nie mówiąc o płatkach owsianych.

Z cyklu "co potrafi zbroić Sammet" - w sumie ostatnio (odpukać) nie zbroił niczego większego. Już się nauczyliśmy, że nie można zostawiać na wierzchu żadnych foliowych torebek, bo będzie amok, warczenie i latanie po domu z woreczkiem w paszczy, ani pieczywa, bo kot szybciutko się do niego dobierze (lubi zarówno razowy chleb, jak i drożdżowe bułeczki). Sypia w dziwnych miejscach (deska do prasowania, pokrywa wiklinowego kosza na brudne ciuchy). Ma niebezpieczny zwyczaj wskakiwania na kuchenkę, już raz lekko sobie osmalił futro na ogonie. Staram się go w związku z tym nie wpuszczać do kuchni, ale drań zawsze jakoś tam się wśliźnie: wczoraj przyłapałam go, jak leżał obok palnika, na którym gotowała się woda na herbatę, i wygrzewał się... Z tych pomieszczeń, gdzie najczęściej przebywa, musiałam usunąć prawie wszystkie rośliny z parapetów, bo wygrzebywał ziemię z doniczek i obgryzał liście, co czasem kończyło się, ekhm, niedyspozycją żołądkową. Każdą bzyczącą na oknie muchę łowi w ciągu dziesięciu sekund. Poza tym ma interesujące hobby: bardzo lubi... umywalkę. Chętnie na nią wskakuje i kibicuje mi przy myciu zębów oraz próbuje chwytać łapką strumień ciepłej wody, czasem wtyka pod nią łebek.

A co z Ofelią? Ofelia nadal nie zaakceptowała obecności Sammeta w domu, jedynym sposobem na zapewnienie jej jako takiego komfortu jest póki co wydzielona strefa "Sammet-free", gdzie kocica spędza noce. Raniutko wychodzi na dwór, a późnym wieczorem trzeba ją zwabiać do domu, chyba że jest naprawdę zimno i paskudnie, wtedy łaskawie raczy wrócić wcześniej. Przeprosiła się ze mną na tyle, że kilka razy zdarzyło się jej położyć obok mnie na fotelu i mruczeć, ale to już nie ta kochana przylepna kocica co wcześniej: nie barankuje, nie domaga się pieszczot, nie ociera się o nogi. Cały czas liczę, że w końcu przyzwyczai się do nowej sytuacji, ale na razie nie wygląda to dobrze: oddała dużą część swojego dawnego terytorium intruzowi i nie wykazuje najmniejszych chęci ani do walki, ani do integrowania się.

I jeszcze zdjęcia:




Sammet w umywalce.


Drzemka na biurku.


Ślicznot w charakterze podnóżka.





1 komentarz:

  1. Śliczne zwierzaki i ładne ktoś ma stopy,ale problemów!!! Ja też chomika za kark z fijołka wyciągałam,ale przestawiłam kwiatek i po sprawie.Wszędzie psotnica nie wejdzie.

    Chomik

    OdpowiedzUsuń