2014-10-26

Beksiński, refleksje i napięcia twórcze


Dziś - wyjątkowo - podzielę się osobistym zwierzeniem. Czytam właśnie, pożyczoną od mamy mojego męża, biografię Zdzisława i Tomka Beksińskich - "Beksińscy: Portret podwójny" pióra Magdaleny Grzebałkowskiej, wydaną przez Znak. Książka świetna, chwytająca za serce, miejscami bardzo smutna. Zabierając się do lektury, trochę się bałam, że odnajdę w sobie jakieś podobieństwa charakteru do ś.p. Tomka - a guzik, ku mojemu zdumieniu odkryłam, że osobą, którą bardzo dobrze potrafię zrozumieć i odczuć z nią niejakie pokrewieństwo dusz, był Zdzisław. Bardzo inteligentny człowiek, neurotyk, perfekcjonista, raz mający problemy z asertywnością, kiedy indziej wściekle uparty, źle się odnajdujący w konwenansach towarzyskich, fatalnie się czujący w obcym towarzystwie i w centrum uwagi, często odbierany jako dziwak, dość agresywnie niewierzący, raz demonstrujący kulturę i oczytanie, kiedy indziej walący różne rzeczy prosto z mostu w wyrażeniach nieparlamentarnych... no jakbym momentami czytała o sobie, tylko neurotykiem jestem (na szczęście) nie AŻ takim.

Ale szczególnie spodobało mi się następujące zwierzenie dotyczące procesu twórczego:

"...problemy zaczęły pojawiać się w trakcie zmęczenia tematem - jak zwykle zacząłem czuć się ograniczany tym, co sobie założyłem, i wydawało mi się, że porzucając założenie, zrobię lepszy obraz. Jest to zresztą moja normalna reguła postępowania, której nieco się wstydzę, stąd nigdy nie przyjąłbym zamówienia nawet od siebie samego, bo obraz, rozrastając się, zaczyna dyktować prawa dotyczące tego, czym ma być, i trzymanie się na siłę koncepcji pierwotnej mija się z celem. W trakcie pracy czuję się raczej sługą obrazu, który rozrasta się zgodnie ze swymi prawami, niż sługą koncepcji, która stała u jego poczęcia."


Skąd ja to znam... Niezadowolenie w trakcie pracy, uczucie rozczarowania tematem, fabuły mutują mi jak chcą, mnóstwo pierwotnych pomysłów odrzucam, mogę mieć szczegółowy konspekt powieści profesjonalnie rozpisany na rozdziały, a i tak pięć razy go zmienię w trakcie pracy, bo taki czy inny pomysł mi się odpodoba i dojdę do wniosku, że nie jestem w stanie tego tak napisać... Po latach nie lubię niektórych swoich tekstów, uważam, że mimo dużego wkładu pracy nie wyszły mi tak jak chciałam - natomiast wracając do niektórych odrzuconych pomysłów po długim czasie, stwierdzam, że byłam zbyt krytyczna.

I jeszcze:

"Aby malować, muszę wejść w rodzaj transu. To się prawie nigdy nie udaje od pierwszego obrazu, zaczyna się zwykle gdzieś od jakiegoś momentu, gdy na jakimś obrazu namaluje się dobrze jakiś fragment."


To też jest mi bliskie - tekst jest wart kończenia wtedy, kiedy udało się naprawdę dobrze, "z wczuciem" napisać przynajmniej jedną scenę, bo wtedy już szkoda go porzucać. Zresztą - co tam scena - w przypadku opowiadań czasem wystarczy jedno ładne zdanie (dlatego bardzo często piszę zakończenie wcześniej niż resztę i staram się wymyślić dobrą końcówkę - żeby czuć się zmotywowana do napisania reszty).

Zawsze strasznie mi się podobały obrazy Beksińskiego - wszystkie te artystycznie przetworzone zwłoki, kości i groby, wykwity pleśni, twierdze płynące w powietrzu i zgniłozielone chmury (nie silę się w tym momencie na mHoczność - naprawdę podobają mi się wizualnie, kolorystycznie i nie pojmuję, dlaczego niektórzy odbierają je jako przerażające czy epatujące brzydotą. Przerażająca w sensie estetycznym to jest oferta dowolnego sklepu z zabawkami, a nie Beksiński...) - więc tym bardziej poprawiła mi humor informacja, że ktoś, kogo ogromnie cenię jako twórcę, przeżywał w trakcie tworzenia te same bóle i wątpliwości co ja, męcząc się nad swoją pisaniną.





Zdzisław Beksiński - x20




11 komentarzy:

  1. Ja czytałam kiedyś "Bex@: korespondencja mailowa ze Zdzisławem Beksińskim"
    Liliany Śnieg-Czaplewskiej i to było fantastyczne. Jakie on miał poczucie humoru!
    Uwielbiam ten obraz.

    Chomik

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie znam tej książki, o której mówisz, ale Grzebałkowska cytuje fragmenty korespondencji i rzeczywiście, też zwróciłam uwagę na poczucie humoru Zdzisława. Taki specyficzny ironiczny dystans do świata i siebie.

      Usuń
  2. http://www.piw.pl/fragmenty/bex.htm -tu są fragmenty.

    Chomik

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za linka, faktycznie świetne są te listy! Sposób formułowania myśli przez Zdzisława kojarzy mi się z innym człowiekiem, którego znam, też z tego samego pokolenia.

      Usuń
  3. Obrazy Beksińskiego mają w sobie dużo podobieństwa do Twojej twórczości, zwłaszcza tej wczesnej, w obu mamy takie zderzenie elegancji z grozą, subtelności z niepokojem, wdzięku z rozkładem. Motyw masek, mgły, zapomnianych miejsc, tajemnicy, piękna i pleśni, są i w Twoich opowiadaniach i na obrazach Zdzisława, dla mnie to ten sam niepokojący klimat. Obraz który przywołałaś kojarzy mi się nieodparcie z opowiadaniem "Klejnot z Doliny Machin", a konkretnie ze scena na balu, gdy dwóch sługów Doliny Machin udających zwykłych ludzi obserwuje zgromadzona arystokrację i wybierają ofiarę. Mamy tu ciężką atmosferę przepychu podszytego mrokiem i zepsuciem, dokładnie jak na obrazie.
    Właściwie zaryzykowałbym tezę, że obrazy Beksińskiego byłyby idealnymi ilustracjami/okładkami Twoich książek, w sensie oddania klimatu opowieści.

    A na marginesie Tomek Beksiński to absolutnie genialny tłumacz Monty Pythona, nie sądziłem, że to da się sensownie przetłumaczyć, ale się jednak da. Chyba nikt inny nie dałby rady.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojej, powiedziałeś mi duży komplement! Powiem tak: chciałabym umieć tworzyć opisy równie efektowne, jak te obrazy... Poczułam się zmotywowana, żeby wrócić do takich klimatów (pracuję teraz nad kolejnym tekstem o Krzyczącym, akcja dzieje się częściowo w sferach i "zderzenie wdzięku z rozkładem" brzmi jak dobry punkt wyjścia do opisania tej krainy).

      Usuń
  4. Hm, komplementowanie nie było moją intencją, niemniej uważam, jak już zdaje się kiedyś wspomniałem, że jesteś w mojej opinii niekwestionowanym mistrzem tworzenia niesamowitej atmosfery za pomocą słowa pisanego, ergo porównanie Ciebie z Beksińskim (który robi to samo obrazem) jest tu na miejscu.
    Jeśli tym samym przypadkiem przyczyniłem się odrobinę do dalszej eksploatacji takich klimatów to jestem wielce rad :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, zachęciłeś!!!! Przyznaję uczciwie, że w "Teatrze węży" jest znacznie więcej klimatów obyczajowych niż grozy, a "Po stronie mroku" poszło bardziej w aluzje i smaczki kulturowe, ale jeśli się postaram, to odtworzenie atmosfery ze starszych tekstów nie powinno stanowić problemu.

      Usuń
  5. Yeri trafił w punkt :) O porównanie z Beksińskim aż się prosi. Moim zdaniem to nie tylko kwestia klimatu, ale właśnie warsztatu twórczego. W Twoich wczesnych opowiadaniach odczuwa się ...hmm.... taki brak skrępowania. W jakimś stopniu to co Beksiński opisuje jako bycie sługą dzieła, czy trans twórczy. Oczywiście takiemu nieskrępowaniu musi towarzyszyć umiejętność nadania formy, ale jest to kolejny etap, a nie cel sam w sobie. Jest w nich też szczerość, która budzi niepokój o autora :) ... w przypadku Beksińskiego niepokój okazał się być słuszny.
    Kilka lat temu wymieniliśmy na ten temat kilka maili (pewnie nie pamiętasz), więc nie truję Ci już więcej :) Po prostu pisz to, na co wewnętrznie masz ochotę, bez zastanawiania się nad "odtwarzaniem atmosfery", czy "zapotrzebowaniem rynku". I nie słuchaj za bardzo ani hejterów, ani mnie i Yeriego ;)
    Powodzenia i pozdrawiam, Alpha Centauri

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Alpha Centauri, pamiętam Twoją ksywkę i pamiętam, że doszło do wymiany maili, ale nie pomnę już, do jakich doszliśmy wniosków :)

      Zawsze piszę to, co mam ochotę pisać, inaczej tekst umiera jeszcze na etapie między głową a klawiaturą. Kierowanie się własnym nosem nie wyklucza słuchania rad innych; z mojego skromnego doświadczenia wynika, że najfajniejsze pomysły rodzą się właśnie wtedy, kiedy reaguję na feedback czytelniczy, także ten krytyczny :)

      Dziękuję za ciepłe słowa i pozdrawiam!

      Usuń
  6. Z twórczością jest tak, że niejako to, co tworzymy, rozwija się samo bez naszego wpływu i wówczas powstaje coś na wyższym poziomie. Na siłę nie napisze się dobrego tekstu, ani nie namaluje epokowego obrazu.

    OdpowiedzUsuń