2014-10-14

Blogowo - troszkę statystyk


Na wstępie melduję, że skończyłam sczytywać świeżo ukończone DZIEUO, a sczytany, wygładzony, wygłaskany plik powędrował do paru skrzynek mailowych. Co dalej z nim będzie - no cóż, to się okaże pewnie za kilka miesięcy. W sercu swym chowam pewne cichutkie, cichusieńkie nadzieje... ale zobaczymy.

Tymczasem - ponieważ od dawna nie zamieszczałam tu żadnych statystyk blogowych - pora to nadrobić. Przyznaję uczciwie - nie wkładam w blogowanie tyle czasu i wysiłku, ile bym teoretycznie mogła. Niestety smutna prawda jest taka, że więcej czasu poświęconego na blogowanie = mniej czasu poświęconego na pisanie (a gdzieś po drodze trzeba się jeszcze zająć Esensją) - dlatego blogi rozkwitają wtedy, kiedy z jakichś powodów nie mogę pisać, ale mam trochę wolnego czasu. Statystyki niniejszego bloga wg Google Analytics w okresie od 2 marca do 11 października 2014 wyglądały tak oto:





W tym roku miewałam z reguły od 400 do 600 odwiedzin tygodniowo - to ani dużo, ani bardzo mało. Przez cały czas obiecuję sobie, że wykoncypuję jakiś sposób na szybkie pisanie notek, żeby móc je częściej zamieszczać - jak dotąd wciąż jeszcze nie opanowałam tej sztuki, wyjątkiem są notki o kotach.

Natomiast naprawdę ciekawe rzeczy dzieją się po sąsiedzku, na blogu Weird diseases and bizarre medical facts. To taka moja czysto hobbystyczna inicjatywa - założyłam go dlatego, że lubię ciekawostki medyczne i mam potrzebę, żeby dzielić się wyszperanymi dziwami z szerszym audytorium. Wyszukuję w bazie danych PubMed opisy niezwykłych i - nierzadko - dość przerażających przypadków medycznych (poczynając od pijaka, który połknął widelec, a skończywszy na sześciolatku, który wbił sobie siedmiocentymetrowy ołówek w oczodół). Mimo dość szokującej tematyki (wielokrotnie słyszałam, że zamieszczane tam zdjęcia - pochodzące z czasopism medycznych - są straszne i mogą sprawić, że zawartość czyjegoś żołądka w szybkim tempie wyląduje na klawiaturze) oraz mimo tego, że nie promuję tego bloga aktywnie na żadnym anglojęzycznym forum, stał się zaskakująco popularny - już od miesięcy zbiera codziennie ponad 150 unikalnych wejść! Prawie wszystko to są użytkownicy wchodzący na niego przez Google i inne wyszukiwarki - ponad 91% nowych wizyt. Niestety profil bloga (drastyczne zdjęcia, w tym zdjęcia narządów płciowych) oznacza, że nie mogę na nim niczego reklamować. Trochę szkoda.

Oto zrzut ekranu z Google Analytics - podobnie jak na powyższym wykresie, statystyka dotyczy okresu od 2 marca do 11 października 2014:






32667 użytkowników i 35460 sesji - ponad dwa razy więcej użytkowników i prawie dwa razy więcej sesji niż w przypadku Między kotem a komputerem. Rekordowa liczba odwiedzin wystąpiła w tygodniu między 24 a 30 sierpnia: 2755 sesji! Tak ładne wyniki, gdy chodzi o frekwencję (uzyskane, przypomnę, bez wysiłku - nigdzie tego bloga nie promuję, Google go widzi i to wszystko), biorą się częściowo z tego, że blog jest anglojęzyczny - odwiedzają go głównie użytkownicy z USA.

Nie powiem - jestem zaskoczona tymi wynikami i zastanawiam się, do ilu wejść uda mi się dobić za kilka miesięcy, zakładając, że wpisów o drastycznych przypadkach medycznych będzie regularnie przybywało (a taki mam plan).





1 komentarz:

  1. Potwierdzam.Te zdjęcia są straszne.

    Chomik

    OdpowiedzUsuń