2014-10-11

Przyczajona Ofelia, ukryty Sammet


Ponieważ ostatnio na blogu zrobiło się bardzo kocio, melduję, że Ofelia przedwczoraj wróciła późnym wieczorem do domu po 2 dniach spędzonych na gigancie. Kiedy po północy otworzyłam drzwi na taras, zastałam ją zwiniętą na leżaku jakby nigdy nic. Zaproszona do środka - łaskawie weszła, z godnością zjadła kolację i poszła spać w cieple.

Sammet też wyciął numer, bo nie było go całą noc. Rano wyszłam do ogrodu, zawołałam go bez większych nadziei i usłyszałam nieśmiałe "miau". Sammet, łobuzie jeden, gdzieś ty polazł? Kot siedział na daszku nad tarasem. Diabli wiedzą, jak się tam wspiął, ale nie wyglądał na przestraszonego, raczej na umiarkowanie zaciekawionego tym, gdzie się znalazł. W braku drabiny podstawiłam stolik ogrodowy i zdjęłam drania. W chwili, gdy piszę te słowa, oba pręgowane potwory znowu szaleją na dworze i pewnie redukują mysią populację.

Poprawiam ukończony tekst. Wczoraj (hm, w zasadzie dzisiaj) weszłam w ciąg, siedziałam nad laptopem do 3 nad ranem i dotarłam do 2/3 książki. A poniżej kolejna z piosenek, które "chodziły" za mną w trakcie pisania: Avantasia, "Angel of Babylon" z płyty pod takim samym tytułem.









1 komentarz: