2014-11-19

W deszczowy listopadowy dzień


Poskarżę się przyziemnie - rzadko łapię katary, ale po Falkonie dopadło mnie najpaskudniejsze przeziębienie od czterech lat. Właśnie mija szósty dzień i powoli odzyskuję głos, natomiast węch straciłam dokumentnie - cały świat zapachów przestał dla mnie istnieć. Ma to swoje plusy (można pić Pectosol nie czując, że jest ohydnie tymiankowy) oraz minusy (nawet gdyby śmieci w koszu zaczęły tworzyć własną cywilizację, nie poczuję, że należy je wyrzucić). Oczywiście siedzę w domu, na szczęście nie na tyle chora, żeby leżeć, więc wszystkie bieżące obowiązki "się wykonują" w przerwach między dawkowaniem sobie różnych specyfików. Kuruję się jak żmij: zioła na gardło, eliksir na kaszel, owsianka na mleku z miodem, herbata z imbirem, nie próbowałam tylko pić rumu. (Tak, wiem, że czosnek pomaga na przeziębienie, ale nie daję rady go w siebie wmusić na surowo. Syropu z cebuli nigdy nie próbowałam, ale wystarczy, że sobie wyobrażę ten smak - cebulę też jestem w stanie skonsumować tylko w zupie albo w sosie, po obróbce termicznej.)

Zacisnęłam zęby i piszę, dlatego blogi chwilowo zeszły na dalszy plan.To, co mnie zawsze mocno demotywuje przy powieściach, to długoterminowość takiego projektu - opowiadanie można skończyć w dwa tygodnie, przy książce już na bardzo wczesnym etapie mam w głowie całość fabuły, ale paraliżuje mnie świadomość, ile klawiaturogodzin będzie trzeba poświęcić, żeby tę całość przelać na papier. (A po drodze oczywiście ze trzy razy zwątpię, czy książka się do czegoś nadaje i czy warto ją kończyć.)

Koty mają się dobrze, ale nadal nie tolerują się nawzajem. Oba przeszły już na zimowy tryb funkcjonowania, to znaczy straciły zainteresowanie wychodzeniem na dwór i przesypiają większość dnia. Kiedy piszę te słowa, Sammet leży przed monitorem, zwinięty jak amonit, z nosem wtulonym w ogon, i śpi ignorując muzykę z głośników. 

Dla wszystkich, którym tak jak mi przydałby się zastrzyk energii - oto piosenka :)












12 komentarzy:

  1. Hm, jak żmij powiadasz? Eliksir na kaszel i owszem. Ale poza tym Krzyczący na wszystko używa haszyszu :p Owsianka na mleku z miodem, mleko z imbirem, hm, pamiętam, że Kaere nie dbał siebie wcale, po ciężkiej nocy musiał być prawie siłą zaciągany na obwarzanek i piwo z korzeniami.
    Czosnek i cebula leczą fantastycznie. Syrop jest wręcz pyszny, aby dużo cukru dać. Jak nie dajesz rady z czosnkiem to prosta sprawa: z kromki chleba robisz tosta, następnie rozcierasz na nim ząbek czosnku (tost mocno wypieczony, twardym, czosnek rozciera się pięknie). Smarujesz prawdziwym masłem i zajadasz. Pyszne. Jeden ząbek na tosta. Zjeść kilka takich . Skutecznie odstrasza choroby, wampiry i płeć przeciwną.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Brune pali opium, nie haszysz!!! To dość zasadnicza różnica :D

      Opium ma bardzo skuteczne działanie przeciwkaszlowe, ale żmij jest na tyle rozsądnym facetem, że raczej nie paliłby go w czasie paskudnego kataru w obawie, że sobie zaszkodzi jeszcze bardziej (dym podrażnia śluzówkę, a hamowanie kaszlu też nie jest w takiej sytuacji zdrowe, można skończyć z zapaleniem oskrzeli). Mógłby się zacząć ratować opium, gdyby kaszel się przeciągał.

      Surowy czosnek i cebula szkodzą mi (cebula w każdej ilości, czosnek w większej niż minimalna), dlatego ich nie lubię, ale sugestia z tostem brzmi fajnie, uwielbiam tosty z masłem :) Zjedzenie paru ząbków na raz nie wchodzi w grę, ale spróbuję zrobić masło czosnkowe z połówką ząbka. Thx!

      Usuń
  2. Haha, istotnie, mój błąd, opium :) Doedukuję się w tej materii, bo to ciekawy temat, od strony teoretycznej, rzecz jasna. Nawiasem mówiąc nie lubię ćpających bohaterów, ciężko mi się z nimi utożsamić, wyjątkami są własnie Krzyczący w Ciemności i główny bohater filmu "From hell" ("Z piekła rodem").
    Btw, zacny kawałek, teraz odsłuchałem, w stylu starego Nightwisha.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ba, że ciekawy temat!

      Krzyczący nie jest typowym przykładem osoby wchodzącej w uzależnienie, bo jest dorosłym, pozbieranym facetem, który nie potrzebowałby prochów do normalnego funkcjonowania, gdyby nie stanął wobec problemów, które go przerastają i z którymi musi się mierzyć sam, bez wsparcia. Paląc opium, igra z ogniem świadomie, "na zimno" i długo udaje mu się trzymać uzależnienie pod kontrolą (jest odpowiednikiem wysoko funkcjonującego alkoholika, chociaż obraziłby się śmiertelnie za takie porównanie, bo ma złe zdanie o ludziach uzależniających się od alkoholu). Nie narkotyzuje się ani w celach rozrywkowych, ani dlatego, że nie radzi sobie ogólnie z rzeczywistością, tylko najpierw po to, żeby trochę lepiej znosić swoją egzystencję w Podziemiach, a później żeby walczyć z problemami psychicznymi, które można podsumować jako magicznie podkręcone PTSD - te wszystkie flashbacki, sny i przejściowe tracenie kontaktu z rzeczywistością (to nie jest schizofrenia - wszyscy próbują mu wmawiać schizofrenię, a żmija to słusznie wkurza). Opium działa uspokajająco, więc nie dziwota, że Brune jest po nim paradoksalnie bardziej przytomny i pozbierany (acz do czasu).

      "From hell" nie oglądałam, ale wiem, że powinnam to nadrobić.

      Usuń
    2. Jak już na alegorie porównujemy bohaterów, to z uniwersum Gwiezdnych Wojen, jest taki jeden Quinlan Vos, który w celach zwalczania innych Sithów czy też robienia czegoś jako taki jakby "podwójny agent" (choć agentem żadnym nie był, gdyż był Jedi), wyszkolił się w popadaniu w Ciemną Stronę Mocy ale zawsze na balansie. Oczywiście Rada Jedi nie pochwalała go za to ani trochę aczkolwiek nie raz utarł im nosa, poprzez rezultaty swoich działań. Fakt, takie oddawanie się po niewłaściwej stronie Mocy w celu czynienia dobra, na pewno było swego rodzaju czymś jak przyjmowanie dragów czy innych środków odurzających ale bardziej "bliższe" a nawet tak samo wyglądające, było to co wyprawiał praprawnuk Skywalkera, Cade. On to używał fiolek z pewną substancją (zapomniałem nazwy), która sprawiała że pozostawał w więzi z Mocą. Proces przyjmowania jej do organizmu taki sam jak u ćpunów, a że to z serii komiksowej "Dziedzictwo" no to jeszcze bardzo ładnie zostało to narysowane (wiesz, wszelkie ukazanie bycia na haju i etc..). ;PP Skutki były takie, że przez to był mniej odporny na działanie Ciemnej Strony Mocy czy jakoś tak ale musiałbym zajrzeć raz jeszcze do któregoś z tomów komiksu, aby to sprawdzić. Ale tak czy inaczej - obydwaj panowie, to też przykłady, odurzania się Mocą (dosłownie) niczym narkotykami.

      Usuń
    3. Oczywiście kojarzę Quinlana Vosa :)

      Usuń
  3. Ładny obrazek z tym kotem.A lipa, rosół z kury,sok malinowy? Zdrowiej!

    Chomik

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Od lipy wolę koper włoski i szałwię: koper włoski działa wykrztuśnie, więc łagodzi kaszel, a szałwia jest dobra na gardło (można używać jej do płukania, ja wolę wypić, bo mi smakuje). Rosołu nie chciało mi się gotować, ale zupy jarzynowe też rozgrzewają :) Herbaty z sokiem malinowym nigdy nie lubiłam - stąd imbir.

      Usuń
    2. Podpowiesz mi, jak najlepiej wykorzystać ten koper włoski, aby pomóc z kaszlem?
      Tak, obecnie również mam lekkie niedobitki przeziębienia w postaci kaszlu, które należy wybić, zatem owe porady na pewno mi się przydadzą. ^+^"

      Usuń
    3. Herbatkę z kopru włoskiego można kupić w każdej aptece. Trzeba zalać wrzątkiem dwie torebki i naparzać pod przykryciem 5-10 minut. Herbatka ma słodkawy, dosyć przyjemny smak. Pije się ją małymi łykami, działa rozkurczająco na oskrzela i lekko wykrztuśnie. Można stosować 3 razy dziennie. Bardzo polecam również Pectosol (rozmieszać łyżeczkę w szklance lekko ciepłej wody i wypić), z tym że on ma dosyć paskudny smak. Ale idzie się przyzwyczaić.

      Usuń
  4. Jeśli totalnie straciłaś węch, obejrzyj sobie "Perfect Sense" ("Ostatnią Miłość na Ziemi"), gdyż zaczynasz, chyba, mieć tą samą chorobę co główny bohater z filmu. (żart). ;P

    Z pozdrowieniem ciepłego powrotu do zdrowia,
    Alchemik

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na szczęście minęło trochę czasu od tamtego wpisu i już zdążyłam wyzdrowieć :)

      Usuń