2014-12-10

Są takie dni...


...kiedy periodyczna obniżka nastroju wgniata mnie w glebę jak ołowiany walec. Pilna i nudna robota do zrobienia, ból szyi od długiego siedzenia przy komputerze, kłopoty ze snem i pętla różnych nieprzyjemnych myśli, które - w takiej czy innej formie - znam na pamięć od jakichś siedemnastu lat. Leczy się to objawowo: w ciepłych porach roku najlepiej uderzeniowa dawka nordic walkingu, w zimie też dobrze by było pójść na dwór. Gorzej, kiedy termin na tłumaczenie wisi nad głową (jakoś dziwnym trafem obniżki nastroju pojawiają się głównie wtedy). Wówczas pozostaje tylko Sabaton dousznie (gdybym mogła, podałabym sobie tę muzykę dożylnie), pracować i czekać, aż przejdzie.

No więc słucham Sabatonu na pełny regulator i przeczekuję.

Wrażliwi mogą nie oglądać fanowskich teledysków.







Historię Franza Stiglera i Charliego Browna opisaną w drugiej piosence (pilot Luftwaffe nie zestrzelił uszkodzonego alianckiego bombowca z ranną załogą, tylko odeskortował go nad kanał La Manche, zasalutował i odleciał. Po czterdziestu latach, jako siwi staruszkowie, on i pilot tamtego bombowca ponownie się spotkali i zaprzyjaźnili) można przeczytać tutaj.




1 komentarz:

  1. Trzymaj się ciepło, przytul koty i napij dobrej herbaty.Pora jest depresyjna.Sabaton świetny.

    Chomik

    OdpowiedzUsuń