2014-12-13

Szamańskie opowieści i koncert Harevisa w Nałęczowie - relacja


Dziś na blogu - gościnnie - relacja z występu grupy Imaginanci oraz koncertu muzyki etnicznej w nałęczowskiej herbaciarni 7 grudnia 2014. Autorką relacji oraz zdjęć jest Agnieszka "Achika" Szady. Miłej lektury!


W niedzielę w porze wczesnopoobiadowej z Doris (D'Aria Galicka - przyp. AH) i Tomkiem pojechaliśmy do Nałęczowa. W herbaciarni pięknie pachniało cynamonem, bo właściciel miał świeżo upieczone ciasto. Tomek rozstawił instrumenty i zaczął uzgadniać akompaniament z Darkiem, który miał grać na didgeridoo. Ja rozstawiłam obrazki z indiańskimi flecistami, inspirowane indiańską legendą o Kokopellim, który wynalazł flet i muzykę. Niektóre widać w tle na zdjęciach. 

Tomek skończył uzgadnianie, przebrał się w strój rytualny i poprosił, żebym pomalowała mu twarz (odpowiednie farby miał przy sobie), miałam zdjęcie na wzór, więc to zrobiłam. Doris przebrała się w strój występowy, umieściła wydruki tekstów w wielkiej "księdze" z tektury i płótna, zasiadła na fotelu, Tomek powiedział słowo wstępne i zaczęło się opowiadanie legend. Doris bardzo ładnie mówiła, a chłopcy pięknie robili podkład-akompaniament na instrumentach oraz paszczowo (ryk niedźwiedzia). Dwie legendy były aborygeńskie - o przebudzeniu świata przez Wężycę Tęczową, oraz o kobiecie zbierającej opowieści swojego zaginionego plemienia. Jedna w klimatach indiańskich, ale napisana przez autorkę książki "Biegnąca z wilkami". 

Po tej części nastąpiła przerwa, Doris zaczęła kroić upieczony przez siebie chleb na poczęstunek, a tu nagle wchodzi telewizja! Dwie kamery, trzy osoby, wielki reflektor, którym oświetlili "scenę". 

Występ Tomka był przecudny. Myślałam, że zagra ten koncert "o zwierzętach", który był u mnie w domu parę miesięcy temu, ale okazało się, że przygotował zupełnie nowy repertuar, o tematyce szamańsko-duchowej. 

Przed występem Tomek okadził swoje instrumenty i siebie dymem z szałwii, który bardzo pięknie i dostojnie pachniał, jak kadzidło. Na początku odśpiewał jakąś rytualną pieśń, kierując się kolejno w cztery strony świata i poprosił, żebyśmy też obracali się, albo przynajmniej głowy, co też zrobiliśmy. 

Miał urządzenie elektroniczne podłączone do nagłośnienia, które uruchamiał stopą (był bez butów). Grał jakiś motyw na flecie, urządzenie to nagrywało i zapętlało, a następnie Tomek dokładał do tego kolejne warstwy, czyli na przykład grzechot grzechotki poruszanej po torze kolistym, krystaliczny dźwięk misy tybetańskiej, suchy i jakby sypki odgłos innego fletu, bęben, gong, a nawet takie odgłosy, jak trzaskanie palcami albo bardzo niezwykłe buczenie z przepony. Kiedy uzyskiwał całość akompaniamentu, wygłaszał kilka zdań (na przykład o tym, że czarne myśli są jak złe duchy, których nie trzeba słuchać, tylko tańczyć na łące), po czym zaczynał grać właściwą melodię. Wrażenie było bardzo niezwykłe. 

Odegrał tak kilka różnych motywów, ostatni z wykorzystaniem bardzo dziwnego instrumentu, wyglądającego całkiem jak rura od odkurzacza z przewodem od kroplówki (spytałam potem, jak to się nazywa, ale nie zapamiętałam, coś jak "futurama"). Potem telewizja przeprowadziła z nim wywiad, potem z Doris, kręcili rozmawiających ludzi, przebitki wnętrza lokalu itp. 

Fajnie było! 



Harevis (Tomasz Czyba).



Część instrumentów Harevisa.



Gra na flecie.
 


W trakcie koncertu.




2 komentarze:

  1. Bardzo mi się zdjęcia podobają, musiało być miło.

    Chomik

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie bardzo intrygują te szamańskie malunki na twarzy muzyka! Przypuszczam, że kolory i wzory mają jakieś konkretne znaczenie rytualne - jestem ciekawa, jakie.

      Usuń