2014-12-27

Szortalowo i esensyjnie


Jakiś czas temu, namówiona przez uczestników warsztatów literackich, napisałam szorta, a ponieważ jakoś tak wyszło, że szort miał tematykę świąteczną (dokładniej - sylwestrową), stwierdziłam, że wyślę go organizatorom pewnej zimowej inicjatywy literackiej... Takim sposobem moja miniatura pt. "Sylwester" trafiła do świątecznego wydania e-pisma "Szortal Na Wynos". Plik można ściągnąć bezpłatnie ze strony Szortalu (www.szortal.com) w trzech formatach. Numer zawiera pięćdziesiąt cztery szorty, a na liście autorów figurują między innymi takie nazwiska, jak Anna Klejzerowicz, Paweł Paliński, Michał Cetnarowski, Tomasz Duszyński, Rafał Dębski i Marcin Rusnak. Część autorów (a w zasadzie chyba większość) potraktowała tematykę świąteczną w sposób... hmm... odrobinę obrazoburczy. W środku - oprócz śniegu i choinek z bombkami - znajdziecie między innymi wilkołaki, pluszowego Cthulhu i kilka wariantów apokalipsy. Miłej lektury!

Z kolei w Esensji kilka dni temu ukazało się kolejne opowiadanie Antoniego Nowakowskiego, autora, którego teksty zwykle spotykają się z pozytywnymi opiniami. Tym razem nakreślił on obraz przyszłości, w której ludzie mozolnie odbudowują cywilizację po wielkim zlodowaceniu:

Antoni Nowakowski - Przeistoczenie

Poniżej fragment:


Przyglądając się oddziałowi, Jean Heritage odczuwał dumę i radość. Razem z nim liczył dziesięciu jeźdźców, ale oczywiście mieli więcej koni. Dochodziły juczne wałachy z zapasami na odbycie wyprawy, dwa wierzchowce prowadzone luzem i siedem przewożących towary, w tym dwa perszerony obciążone przesyłkami.

Jego ludzie zostali wyposażeni i uzbrojeni najlepiej, jak tylko mógł sobie wyobrazić. Każdy przytroczył do siodła dwa olstra z pistoletami skałkowymi z ruchomą osłoną panewki, przy pasie nosił szablę z nawęglanej stali, na plecach dźwigał łuk refleksyjny i kołczan, a wszyscy podwiązali do kulbak długie rapiery. Przyodziewek jeźdźców stanowiły kaftany, spodnie z lnu i mocne buty z wysoką cholewką. Nosili długie płaszcze, dobrze chroniące przed deszczem, śniegiem i zimnem, a w nocy służące za dodatkowe okrycie. Do tego nieprzepuszczające wilgoci kapelusze z szerokimi rondami oraz rękawice z cienkiej skóry. Starannie dobrano konie: silne i dość szybkie, z długą sierścią, pokrywającą nawet grubokościste nogi, potężnymi grzywami i wielkimi kopytami, dzięki czemu lepiej znosiły chłody.

Wysłannicy Osady na Wzgórzu wykorzystywali owoce nadal niezadowalającego dla wielu postępu – i Jean czuł satysfakcję, kiedy ich oglądał.

Zamówione towary starannie owinięto derkami i powiązano sznurami. Przesyłki mędrców osłonięto opończami, więc srebrzysty kolor skrzyń nie zdradzał, co wiozą.

Jean pomyślał, że inżynierowie mogliby opracować inne skrzynie na swoje produkty. Od młodości, kiedy zaczął uczestniczyć w wyprawach, spotykał się ze srebrzystymi pudłami różnej wielkości, w formie prostopadłościanu, sześcianu, czasami walca. Przeważnie nie imponowały wielkością – tylko dwa razy otrzymał zlecenie na dostarczenie naprawdę wielkich przesyłek. Przewieziono je na nosidłach, pomiędzy czterema idącymi w parach wierzchowcami, a transport sprawił mnóstwo kłopotów. Jean miał pewność, że inżynierowie włożyli do wielkiej paki jakąś nowo opracowaną maszynę. Pojemniki zawsze lśniły srebrzystą barwą nieznanego metalu, odpornego na uderzenia ciężkich toporów. Kiedyś Heritage podglądał przez lornetę, pamiątkę z okresu sprzed Wielkiego Zimna, jak ludzie z dzikich osad rozkawałkowali pojemnik ciosami siekier, a potem rżnęli grubymi piłami. Udało się im, ale setnie się namęczyli. Pudła nie ulegały korozji i nie traciły barwy. Oczywiście mogły się zakurzyć lub zabrudzić, wystarczyło jednak przetrzeć metal spłachciem tkaniny, aby znowu promieniowały łagodnym blaskiem i wyglądały jak nowe.

Ich barwa zdradzała jednak, co zawierają. Rabusie z dzikich osad doskonale wiedzieli, jak cenna jest ich zawartość i ile inżynierowie zapłacą za odzyskanie przesyłek – atakując wyprawę, zawsze starali się je zdobyć. Nie miały też żadnych uchwytów i zaczepów, więc z trudem mocowano je do siodeł jucznych. Posiadały za to kilka wąskich otworów w ściankach, stanowiących dodatkowy kłopot, bo szpary należało chronić przed zapiaszczeniem lub zalaniem wodą.

Ale Jean Heritage nic na to nie mógł poradzić. Od kiedy pamiętał, przesyłki inżynierów i mędrców wykonywano z tego niezwykle odpornego metalu. On miał je tylko dostarczyć do miejsca przeznaczenia, a potem pobrać odrębną zapłatę: pokaźną należność w srebrnych monetach. Godziwa część sporo ważących sakiewek stawała się później jego własnością.

Nadal interesowało go, co zawierają pięknie opalizujące pudła, ale tego nie dociekał – wiedział, że nie uzyska odpowiedzi. Czasami zastanawiał się, dlaczego nigdy nie widział w osadach zajmowanych przez inżynierów i mędrców procesu wytwarzania srebrzystych pojemników. Sięgając pamięcią wstecz, odnosił wrażenie, że zawsze istniały.

Nie rozmyślał nad tym, bo rozumiał, że zawartość przesyłek zapewnia postęp. Stały, choć powolny rozwój. Wszystko krok za krokiem zmieniało się, a on czuł zadowolenie, że przewożąc metaliczne pojemniki, przykłada do tego rękę – i dobrze zarabia.



Rys. Andrzej "Gastar" Diaczuk




5 komentarzy:

  1. Jedyne, co mi się w tekście podoba, to obrazek..

    Chomik

    OdpowiedzUsuń
  2. LOL, jaki wpływ mają wielkie kopyta na znoszenie chłodów? No i konie angorskie - tego jeszcze nawet w fantasy nie było.

    Achika

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A nie taki, jak gruba podeszwa w glanach? Znaczy, izolują od gruntu?

      Usuń
  3. "Esensja" ma od pewnego czasu tak niesamowity wzrost jakości ilustracji, że aż muszę to tutaj napisać. ~ Kapitan Oczywistość

    OdpowiedzUsuń
  4. Rozmiar kopyta nie ma wpływu na jego grubość.
    Achika
    PS.Przepraszam, że nie piszę tego pod właściwym postem, ale jak próbowałam tak zrobić, to system mi kazał się logować do gugla.

    OdpowiedzUsuń