2015-01-27

Pokaż, kotku, co masz w środku


Pan Lew był raz chory i leżał w łóżeczku,
Więc przyszedł pan doktor: 
- Jak się masz, koteczku?
- Niedobrze, lecz teraz na obiad jest pora 
- rzekł Lew rozżalony i pożarł doktora.
("Alicja w Krainie Czarów")


Ofelia napędziła nam małego stracha. Przedwczoraj moja mama powiedziała "zobacz, ona jest chyba chora". Okazało się, że kot, który z samego rana zawsze zgłaszał się na śniadanko, teraz nie chce jeść ani pić, tylko siedzi osowiały bez ruchu. Królewna ma już 9 lat i 7 miesięcy, a od października je mniej, często nie dojada porcji i schudła tak, że przy głaskaniu łatwo wyczuwam żebra - tak więc potraktowaliśmy sprawę poważnie i zabraliśmy ją do weterynarza.

Osłuchanie i obmacanie brzucha nie wykazały nic niepokojącego. Panna jest zresztą zaszczepiona i odrobaczona, więc panleukopenię i pasożyty raczej można było wykluczyć. No, ale u starszego kota nigdy nie wiadomo, czy to nie nerki albo cukrzyca. Profilaktyczne badania krwi planowałam jej zrobić tak czy owak. Pobrano krew, z marszu wykonano morfologię, która wyszła ok (z delikatnymi oznakami odwodnienia). Wstępna diagnoza - może kocica przestała jeść ze stresu, bo okropnie ją denerwuje drugi kot. Od miesięcy żyją w zasadzie odizolowane, ale ostatnio próbowałam Ofelię trochę na siłę oswajać z Sammetem, wpuszczając go na jej teren. Efekt - potworne, demoniczne wrzaski królewny, rzucanie się na intruza i bicie łapą. Sammet niespecjalnie się jej boi i próbuje oddawać. Krew się przy tych starciach nie leje, ale dźwięki są naprawdę upiorne.



Wróciliśmy do domu, podgrzałam pannie trochę wywaru z indyka - powąchała, dwa razy zamoczyła język, po czym odeszła od miski, zaszyła się w salonie i siedziała skulona ze smutną miną. Wieczorem pani weterynarz zadzwoniła z wynikami badań krwi. Wątroba ok, nerki ok, wyniki wręcz bardzo dobre jak na kota w tym wieku. Trzustka ok. Wszystko pięknie, tyle że kocica tkwi na kanapie i uparcie nie chce jeść. Ani swoich ukochanych saszetek, ani gotowanego indyka, ani ciepłego mleczka (Ofelia należy do tych kotów, które lubią mleczko i nie mają po nim żadnych sensacji). Ponieważ nazajutrz nadal była apatyczna i nawet wody nie chciała się napić, zawieźliśmy ją po raz drugi do kliniki. Druga pani wet obmacała brzuszek i potwierdziła, że nic niepokojącego się nie dzieje, ale na wszelki wypadek doradziła zrobić USG, zostaliśmy zapisani na następny dzień. Dostaliśmy też KalmVet - środek uspokajający z walerianą (brązowa pasta wyciskana z kapsułek, pachnie grzybami, kot ją chętnie zlizuje z palca). W domu podałam go królewnie i dwie godziny po pierwszej dawce stał się cud: Ofelia skusiła się na swój ukochany przysmak czyli gotowanego mintaja.

Stan na dzień dzisiejszy: kot je, acz niechętnie, po troszku i tylko mokre. Dla spokoju ducha jednak zawieźliśmy ją na to USG. Biedaczce trzeba było wygolić większość pięknego, puszystego futra z brzuszka (a futro to ona ma takie, że nawet doktor podziwiał, jaki gęsty podszerstek). Badanie trwało długo, ale jakimś cudem nawet nie protestowała za bardzo pod sondą, choć w pewnym momencie na wszelki wypadek trzymały ją 3 osoby. Wszystkie narządy są zdrowe, jelita bez złogów, perystaltyka piękna, śledziona niepowiększona, nerki i wątroba jak marzenie. Diagnoza: depresja, mamy kocicy dawać KalmVet, dużo miziać i obserwować. Strajkiem głodowym dopięła swego, Sammeta nie będzie oglądała na oczy - na razie porzucam wszelką myśl o oswajaniu ich ze sobą. Wiem, że ewentualnie można byłoby spróbować kocich uspokajających feromonów w dyfuzorze, ale mamy w domu alergika i na razie nie chcemy ryzykować.

Biedna Ofelia. Trzy podróże do weterynarza, traumatyczne pobieranie krwi (darła się na całą klinikę, krew nie chciała lecieć, musieli jej masować łapę, żeby cokolwiek wycisnąć z żyły) i wygolony brzuch w środku zimy. Już dostała miskę rybki na pociechę po tych ciężkich przejściach.


Gdyby ktoś się zastanawiał, czemu tak szybko reagowaliśmy w sytuacji, gdzie kot "tylko" przestał jeść: koty niestety często pokazują, że są chore dopiero wtedy, kiedy już jest naprawdę źle (pani wet powiedziała, że widziała koty z zapaleniem trzustki, które podczas obmacywania brzucha nie sygnalizowały, że coś je boli). Ofelia nie jest młoda, od jakiegoś czasu miała słabszy apetyt i wygląda mizernie. Dodatkowo, choć słynny moralizatorski wierszyk Stanisława Jachowicza mówi o kotku, który ucierpiał wskutek łakomstwa, autor pewnie nie wiedział, że przedłużająca się głodówka jest dla kota bardziej niebezpieczna, bo grozi powikłaniami ze strony wątroby (stłuszczenie wątroby - może wystąpić już po 72 h, nieleczone doprowadza do śmierci). Dlatego lepiej nie lekceważyć faktu, że kot odmawia jedzenia. Zwłaszcza kiedy jest osowiały, izoluje się od ludzi i ogólnie nie zachowuje się normalnie.

Szukając odpowiednich ilustracji do tego wpisu, uświadomiłam sobie, że w dzieciństwie nie miałam żadnej książeczki ze słynnym wierszykiem o chorym kotku! Znam go tylko "z tradycji ustnej". Ale przerobiona wersja z "Alicji w Krainie Czarów" podoba mi się znacznie bardziej.



6 komentarzy:

  1. Zachciało się rodzicom drugiego dziecka i jedynaczka ma fochy -rozumiem ją! Tyle zabiegów, a to zazdrość..

    Chomik

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kłopot z tym, że o ile starsze dziecko można stopniowo oswoić z młodszym, o tyle Ofelia ma prawie 10 lat, swój światopogląd, swoje narowy i nie bardzo można ją nauczyć czy zmusić, żeby zechciała koegzystować z młodym :(

      Usuń
  2. A jak kot ma łuszczycę i grzybicę i wyłazi mu sierść co można zrobić?

    Chomik

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zabrać jak najszybciej do dobrego weterynarza i leczyć. Mój Sammet dostawał na grzybicę doustnie lek Lamisil przez dwa tygodnie, niektórzy weterynarze przepisują też Orungal. Dopóki widoczne są objawy grzybicy, koniecznie trzeba izolować kota od innych kotów oraz od dzieci (człowiek może się zarazić grzybicą, ale u dorosłego skończy się to tylko swędzącymi "obrączkami" na skórze, a u dziecka grzybica może zaatakować skórę głowy - niefajne to i ciężko się leczy). Przed leczeniem przydałoby się też zrobić u futrzaka posiew, najlepiej z głębszych warstw skóry, a nie z sierści, żeby się upewnić, że to na pewno grzybica, a nie zmiany autoimmunologiczne czy zakażenie bakteryjne.

      Usuń
    2. Aha, Sammetowi nie trzeba było golić sierści, Lamisil wystarczył, ale w cięższych przypadkach niektórzy zalecają ogolenie zwierza. Gdyby opiekun zauważył u siebie zmiany na skórze (ciężko przeoczyć, grzybica swędzi jak diabli), wtedy szybko do apteki po maść Lamisilatt, dostępna bez recepty, smarować się wg instrukcji w ulotce.

      Usuń