2015-02-12

Smętny luty i francuskie piosenki na rozgrzewkę


Smętna jest ta bezśnieżna zima. Szaro, mokro, sennie i migrenowo. Pozostaje tylko mieć nadzieję, że się nie doczekamy znowu anomalii pogodowej w postaci mrozów i śnieżyc w marcu albo kwietniu.

Jeśli o mnie chodzi, chwilowo utknęłam w tłumaczeniach i mogę tylko po raz kolejny jęknąć, że chwalony przez niektórych model "pisz codziennie po kawałku", ewentualnie "wyrób sobie nawyk REGULARNEGO pisania", po prostu się u mnie nie sprawdza. Jestem autorem produktywnym epizodycznie, niezależnie od tego, jak bardzo jest to nieprofesjonalne i nierzemieślnicze. Powiem więcej, chyba nie znam bardziej frustrujących czynności niż wymęczanie tekstu, który nie wychodzi tak, jak by się chciało, bo jest pisany "bez wczucia" i bez chęci. Ech.

 Z rzeczy weselszych - Walentynki tuż tuż (należę do tej części społeczeństwa, po której Walentynki spływają jak po kaczce i tylko częścią świadomości rejestruję, że na wystawach sklepów pojawiły się dekoracje w postaci czerwonych tudzież różowych serc), a na redakcyjnej liście dyskusyjnej Esensji trwa właśnie dyskusja nad artykułem poświęconym piosenkom o miłości z polskiej muzyki rockowej lat 90. Różne „Ja wiem, nie mogę cię mieć/ a tak bardzo ciebie chcę/ pobiegnę do piekła czy nieba/ za tobą, przecież wiesz (…) zabrałeś moje serce/ bez ciebie nie ma mnie” i takie tam. Osobiście cierpię na skrzywienie duchowe polegające na tym, że jak słyszę piosenkę o miłości, to dostaję alergicznego kataru i wysypki. Lubię utwory "z pogranicza" - enigmatyczne, metaforyczne, możliwe do interpretowania na różne sposoby. W takowe obfituje na przykład kontrowersyjny album Therionu pt."Fleurs du mal", zawierający covery znanych piosenek francuskich z gatunku chanson. Można go w całości posłuchać na You Tube. W Esensji ukazała się jego negatywna recenzja, natomiast ja tę płytę lubię - jest słodko dekadencka jak kisiel jabłkowy z miodem, rodzynkami i goździkami, raz leniwie zmysłowa, raz ostrzejsza. Francuski znam słabo, więc kompletnie mi nie przeszkadza, że chansons są śpiewane ze szwedzkim akcentem.

Poniżej linkuję dwie piosenki. Fanowski teledysk do "Lilith" ocieka gotyckim kiczem, ale niektóre z tych dziewcząt kojarzą mi się (luźno) z postaciami z moich tekstów. Z kolei zamykający album wesoły utwór "Les Sucettes", pierwotnie śpiewany przez France Gall, ma mocno dwuznaczny tekst. Piosenka traktuje o dziewczynce, która uwielbia lizaki o anyżowym smaku.







P.S. Obie piosenki, jak i całą płytę, szczególnie polecam jednej z czytelniczek bloga, która dobrze zna francuski i ma sentyment do kultury francuskiej, a bloga podczytuje systematycznie i komentuje do mnie w cztery oczy, ale nigdy nie chce jej się dodać komentarza pod wpisem. Może wreszcie tym razem się odważy?


2 komentarze:

  1. No pewnie, że na siłę się czasem nie da,trzeba natchnienia.
    Ja uczciłam Walentynki piekąc ciasto w formie głowy Vadera.I kupiłam piękną Walentynkę z Hanem i Leią
    w kartkach Magdy Cathii.

    Chomik

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciasto w kształcie głowy Vadera??? Następnym razem zrób zdjęcie i podeślij!!!!

      Usuń