2015-03-20

Początek wiosny



Słońce! Niebieskie niebo! Wiosna w powietrzu! Wiem, że zachwycanie się pogodą to straszny truizm, ale ostatnio nie potrzebuję do szczęścia niczego więcej, jak tylko możliwości pobycia na powietrzu i spalenia odrobiny energii. (Kolano, odpukać, chyba zrehabilitowano mi skutecznie - przestało boleć.) Dzisiejsze sławetne zaćmienie słońca oczywiście obejrzałam - przez zaczerniony fragment kliszy rentgenowskiej - ale w Lublinie nie wyglądało zbyt efektownie.

Niestety na Lubelskich Dniach Fantastyki udało mi się pojawić tylko przelotnie, a ściślej - przyszłam na swoją prelekcję, powiedziałam, co miałam powiedzieć, zamieniłam kilka słów ze znajomymi i uciekłam, bo mnie obowiązki wzywały. Prelekcja traktowała o różnych paskudnych choróbskach i epidemiach, o dawnych metodach leczniczych oraz o ludziach, którzy zasłużyli się dla rozwoju medycyny, takich jak Andreas Vesalius, pionier anatomii, czy Justine Siegemundin, XVII-wieczna akuszerka, autorka pierwszego europejskiego podręcznika położnictwa. Pokazałam nieładne zdjęcia chorych na ospę i kiłę, ale tym razem nikt z publiczności nie zemdlał. (Dziękuję Chomikowi za fotki.) Nie jestem pewna, jaką frekwencję miały tegoroczne LDF-y, ale w sobotę w Domu Kultury Narnia było "na oko" sporo ludzi, powodzeniem cieszył się zwłaszcza games room.

Ponieważ wszystkie prelekcje popularnonaukowe, jakie wygłaszałam w ostatnich latach - o truciznach, o paskudnych chorobach, o oszpeceniach, o historii medycyny - zostały wykorzystane na 3-4 konwentach, będę musiała przyszykować coś nowego i przymierzam się, żeby zrobić prelekcję o samych tylko metodach leczenia, jakie stosowano w dawnych czasach. Leki, dieta, zabiegi (puszczanie krwi, lewatywa, okłady, kąpiele), ziołolecznictwo, ale i działalność znachorska, zaklęcia stosowane przy zamawianiu chorób oraz zabiegi magiczne. Podałabym m.in. autentyczne przepisy na maści i pigułki stosowane na początku XIX wieku.


A z wieści rozmaitych - wczoraj miałam przyjemność poznać osobiście Ninę Wum i oprowadzać ją po Lublinie. Pokazałam cmentarz przy ul. Lipowej, deptak, Bramę Krakowską, Starówkę, fundamenty kościoła Św. Michała Archanioła oraz Błonia pod Zamkiem. Na cmentarzu szczególnie zafrapował nas jeden nagrobek - długo się zastanawiałyśmy, kim był zmarły i czemu jego snu wiecznego strzegą kaczki. Z ciekawości sprawdziłam oficjalną stronę cmentarza przy ul. Lipowej i dowiedziałam się, że rzeźba na grobie Eligiusza Jabłonkowskiego nie przedstawia kaczek, tylko łabędzie z czerwonego piaskowca, a stworzył ją w 1932 r. Franciszek Dec - lubelski rzeźbiarz i chemik. Nie podano jednak, kim był zmarły (może ornitologiem?)

Nina - jak widać na fotach poniżej - ma włosy w obłędnym odcieniu czerwieni i nosi buty ozdobione wykonanymi ręcznie fragmentami kolczej siatki (w sumie szkoda, że nie zrobiłam zdjęcia w zbliżeniu). Trochę rozmawiałyśmy o blogowaniu i nie po raz pierwszy myślę sobie teraz, że jest jeden kontrowersyjny temat, na który chętnie bym się wypowiedziała publicznie, ale boję się wywołać burzę.

(Info dla osób, które nie znają Lublina: na pierwszym zdjęciu w tle widać Bramę Krakowską, drugie zostało zrobione na Starym Mieście, konkretnie na Rynku.)



Wszystkim czytającym ten wpis przekazuję pozdrowienia od kota Sammeta, który przed chwilą zajął moje miejsce na krześle, a głaskany - łapał mnie za rękę pazurkami i podgryzał. Dokonałam ciekawego spostrzeżenia - kiedy Sammet i Ofelia przebywają na dworze, tolerują się nawzajem (widocznie uznały, że ogród mogą traktować jak terytorium wspólne), natomiast w domu nadal okropnie się kłócą, ilekroć przypadkowo spotkają się np. na schodach. Ofelia zmieniła taktykę: przestała uciekać przed młodym, teraz to ona konsekwentnie go goni, bije łapą i wykrzykuje po kociemu słowa niecenzuralne. Sammet reaguje na to wszystko łagodnym zdziwieniem i wycofuje się na upatrzone z góry pozycje.



20 komentarzy:

  1. Widziałam krokusy, też się cieszę na wiosnę. Ładne miasto macie..A temat na przyszłe prelekcje brzmi ciekawie.
    nie po raz pierwszy myślę sobie teraz, że jest jeden kontrowersyjny temat, na który chętnie bym się wypowiedziała publicznie, ale boję się wywołać burzę - o,aż się boję? In vitro?!

    Chomik

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, spokojnie, nie chodzi o in vitro :)

      Usuń
  2. Kontrowersyjny temat, ej, no, jak się nie chce takiego poruszać to się milczy jak łabędź z czerwonego piaskowca, a nie wspomina mimochodem, cóż to za temat?? Bo nie in vitro jak sugeruje żartobliwie Chomik, to coś z literackiego poletka??
    Lublin coś w sobie ma. Pamiętam, że bardzo mnie zafrapowała ta półotwarta baszta obronna w pobliżu bramy krakowskiej, specjalnie wspiąłem się, żeby zobaczyć co kryje się w środku. To co się tam kryje jest wstrząsające :)
    Swój urok mają też te mury przyziemia zamku w dolnej części starówki.

    Yeri

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niech zgadnę - wewnątrz baszty kryje się mnóstwo śmieci? ;) Ja lubię wąskie boczne uliczki starówki (teraz już jest tam w miarę bezpiecznie, kilkanaście lat temu zapuszczanie się w głąb Starego Miasta groziło utratą zębów i portfela). I placyk niedaleko Bramy Grodzkiej, gdzie znajdują się fundamenty kościoła farnego Św. Michała Archanioła, a z murku rozciąga się widok na wschodnią część miasta.

      Kusi mnie, żeby skomentować pewien obrazek na temat depresji, który krąży po Facebooku.

      Usuń
  3. Kusi mnie, żeby skomentować pewien obrazek na temat depresji, który krąży po Facebooku.
    Wal śmiało! Jak nie in vitro/islam/aborcja to wal!!! Weźmiemy to na klatę!

    Chomik

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wam nic się nie stanie, to JA będę musiała wziąć na klatę ewentualne reakcje :) Ale oki, jak będę mieć trochę więcej czasu, to napiszę ten wpis.

      Usuń
  4. To nie są żadne fundamenty, tylko pic na wodę postawiony z pieniędzy unijnych (przez co jeszcze przez ileś lat nie można będzie tej ohydy zlikwidować) mający odtwarzać linię murów dawnego kościoła. Jakby nie można było w tym miejscu zrobić np. skweru pokazującego linię murów za pomocą ścieżek. Dobrze, że chociaż makietę fary postawili.

    Co do "kontrowersyjnego tematu" zgadzam się z przedpiścą, że takie traktowanie czytelników jest nie fair. :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ups :) Dzięki za skorygowanie. Ale czemu ohydy? Dzieci mogą sobie chodzić po tych murkach, można na nich usiąść, a skwer prawdopodobnie byłby trudniejszy w utrzymaniu (psy by się tam załatwiały itp.)

      Usuń
  5. Sorry, zapomniałam się podpisać.
    Achika

    OdpowiedzUsuń
  6. Ohydy, bo murki się rozpadają na kawałki (naprawdę tego nie widziałaś?), wyglądają jak porzucony plac budowy (wiele razy stykałam się z pytaniami przyjezdnych, co to w ogóle jest i kiedy skończą), a w trakcie imprez rozgrywających się na Placu po Farze tylko przeszkadzają.
    Kiedyś tam rosła wielka wierzba płacząca i to było o wiele ładniejsze.

    "Kontrowersyjny" oznacza po polsku "wywołujący różnice zdań". Czyli ten obrazek jest kontrowersyjny, bo część ludzi się z nim zgadza, a część nie? (domyślam się, że nie chodzi o różnice zdań na tle artystycznym). Znam kilka obrazków na temat depresji, od tego:
    http://i.imgur.com/CWFTYoV.png
    do tych:
    http://hyperboleandahalf.blogspot.com/2013/05/depression-part-two.html
    są szeroko cytowane, ale nigdy się nie spotkałam z jakimiś różnicami zdań na ich temat. Więc chętnie przeczytam artykuł.
    Achika

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, nie zauważyłam, że murki się rozpadają; nie przyglądałam im się z bliska :)

      Kontrowersyjna może być moja opinia na temat obrazka, a konkretnie chodzi o obrazek nr 1, który mnie zirytował (nie ukrywam, że nie podoba mi się podejście pt. To Choroba, Więc Trzeba Brać Leki i Nic Więcej Nie Da Się Zrobić). Jak już napiszę, co mam do powiedzenia, a Ty się nie zdenerwujesz, to stawiam czekoladę Lindta :P

      Ta dłuższa historia ilustrowana rysunkami, którą linkujesz, jest bardzo dobra (chociaż chętnie wypytałabym narratorkę o tło całej sytuacji - relacje rodzinne i zawodowe/szkolne).

      Usuń
  7. Nie wiem, gdzie Ty w tym obrazku znalazłaś takie podejście, ale OK, pisz, co tam chcesz.
    Achika
    (głupie logowanie, w ostatniej chwili sobie przypomniałam, że tu się trzeba podpisywać...)

    OdpowiedzUsuń
  8. "Niech zgadnę - wewnątrz baszty kryje się mnóstwo śmieci? ;)"

    No właśnie nie, to jest dużo bardziej mroczne. Ludzie nie mają tam za bardzo dostępu, więc i śmieci tam nie ma, za to basztę obsiadają latające szczury (gołębie). Wnętrze baszty, przypominające taką suchą studnię zasłane jest (a przynajmniej było 11 czerwca 2011) truchłami gołębi, w różnym stanie rozkładu, od świeżych prawie, po same szkielety. Te "prawie świeże" skutecznie zniechęciły mnie do do schodzenia na dno baszty.
    Ale było w tym coś mrocznego, wyobraziłem sobie nekromantę ożywiającego to martwe stado i takie gołębie zombie atakujące ludzi spacerujących nocą po urokliwych zaułkach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Baszta pełna trucheł gołębi w różnych stadiach rozkładu - oo, dobre! Może kiedyś pożyczę sobie ten pomysł :)))))

      Usuń
  9. Cóż, będę dumny, jeśli to odkrycie przyda się do czegoś w Twojej twórczości. Nawiasem mówiąc to ze znanych mi lublinian jakoś nikt tam nie zajrzał nigdy, dziwne, bo miejsce aż się o to prosi.
    W okolicy Lublina (właściwie to już bliżej Chełmu) jest jeszcze jedno niesamowite miejsce- ruiny gotyckiej wieży przy głównej drodze w miejscowości Stołpie. Zagadka tej wieży jest niezwykła,jedna z ciekawszych tajemnic o jakich słyszałem, a gdybym nie przejeżdżał tamtędy to nic bym o tym nie wiedział, ciekawe, czy macie więcej takich miejsc w lubelskiej dziedzinie. Jeśli tak, to nie dziwię się, że to tam narodziło się Shan Vaola.

    Yeri

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No cóż, przede wszystkim pod Lublinem mamy LOCHY :))) I nawet są udostępnione do zwiedzania (mój dobry znajomy oprowadza po nich turystów).
      http://teatrnn.pl/podziemia/

      Usuń
  10. Hm, stare miasto bez lochów jest jakby niekompletne :) Toteż fajnie, że w Lublinie zrobili taką trasę, jako największy fan wszelkiego rodzaju lochów jestem za. Niemniej, to na pewno nie Podziemia Shan Vaola :) Kilka piwnic połączone w jeden ciąg to fajny dodatek, ale do Opatowa to daleeeko. Do pobliskiego Chełmu zresztą też.
    Od czasu sławetnych "Białych dłoni" zastanawiam się czy istnieje na Ziemii jakieś miasto z choćby zbliżonym systemem podziemnych korytarzy, jak na razie tylko Rzym jest kandydatem, aczkolwiek liczę wciąż na coś innego, co może zbliży się do Shan Vaola.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podziemia w Opatowie oczywiście znam, zwiedzałam w czasach studenckich :) Niesamowite i inspirujące. W lochach chełmskich ani wrocławskich nie byłam, muszę to kiedyś koniecznie nadrobić. Sam Wrocław znam dość dobrze, kiedyś mieszkałam tam przez miesiąc - piękne miasto.

      Usuń
  11. No, Wilczego Szańca nie liczę oczywiście, on faktycznie mógłby walczyć jak równy z Shan Vaola, ale to nowoczena konstrukcja i jest miastem samym w sobie, a nie kryjącą się zagadką pod wyświechtanym brukiem.
    Gdybym miał się pokusić o ranking miejskich podziemi w Polsce to dałbym tak:
    1.Jednak Opatów.
    2.Wrocław.
    3.Jaśliska (niestety od czasu wyburzenia goryckiego ratusza bardzo straciły, ale jednak pamiętam je z czasów gdy kasowały takie trasy jak lubelska czy rzeszowska na głowę). Teraz wygrywa z nimi Chełm Jeśli ktoś ma jakieś propozycje do rankingu to bardzo chętnie przeczytam i postaram się osobiście zapoznać.

    OdpowiedzUsuń
  12. Tomaszu, jeśli po raz trzeci napiszesz "Chełmu" zamiast "Chełma", to Duch Bieluch będzie Cię po nocach straszył tak, że do Ryk uciekniesz, a Piask to nawet nie zauważysz. :-P

    OdpowiedzUsuń