2015-04-29

Lublinianie na Szortalu + kilka przemyśleń o publikowaniu w sieci


Nękam moją grupę z warsztatów literackich, aby - jeśli napiszą coś, co stanowi ukończoną całość - szli za ciosem i publikowali, na początek w necie. Na razie dwoje śmiałków uzbrojonych w miniatury z powodzeniem zaatakowało Szortal, przy odrobinie szczęścia wkrótce dołączy do nich trzecia osoba.

Jakie są zalety publikacji w sieci? Sceptycy marudzą, że teksty opublikowane w Internecie przeczyta średnio od kilkunastu do kilkudziesięciu osób, że to wąska nisza odbiorców, publikacja jest bezpłatna, a feedback mizerny (dobrze, jeśli jedna czy dwie osoby podzielą się uwagami - czy to pod tekstem, czy na priv). Że splendor żaden, że to w pewnym sensie rozmienianie się na drobne. Jest w tym trochę prawdy, ale z drugiej strony publikowanie w necie ma też kilka dobrych stron.

1. Dobrze wpływa na morale. OK, niektórzy są tak przekonani, iż tworzą rzeczy świetne,
że nie potrzebują żadnych potwierdzeń z zewnątrz. Z moich obserwacji wynika jednakowoż, że adepci pisarstwa znacznie częściej bywają niepewni wartości swoich prób (i nawet jeśli alergicznie reagują na krytykę, wynika to z czającego się głębiej strachu). Na wczesnym etapie drogi literackiej, kiedy człowiek sam nie jest pewien, czy wędruje nią w dobrym kierunku i nie pakuje się na manowce, fajnie jest mieć świadomość, że ktoś docenił to, co robimy, i uważa nasz tekst za wart upublicznienia. Portale internetowe wbrew pozorom uskuteczniają selekcję nadsyłanej prozy, nawet jeśli nie tak surową jak "Nowa Fantastyka".

2. Można się czegoś nauczyć, jeśli dany portal odsyła autorowi do wglądu opowiadanie po korekcie, z zaznaczonymi poprawkami (czynią tak np. Esensja, QFant, Fahrenheit i Szortal).

3. Publikacja na portalu internetowym jak najbardziej liczy się do literackiego CV. To informacja, że autor jest w jakimś stopniu rozpoznawalny, nawet jeśli w obrębie niedużego środowiska. Teksty opublikowane online mogą być nominowane do Nagrody im. Zajdla (co najmniej raz zdarzyło się wręcz, że nominację do tej nagrody uzyskało opowiadanie zamieszczone na prywatnym blogu autora).

4. Tekst zamieszczony online pozostaje łatwo dostępną "wizytówką literacką" autora. Opowiadanie wisi online latami, jest widoczne w Google, każdy chętny może je w każdej chwili przeczytać - za darmo - i wyrobić sobie opinię.

5. Ziarnko do ziarnka, a zbierze się miarka. W dobie, gdy nakłady książek są coraz mniejsze, nie lekceważyłabym znaczenia Internetu, gdy chodzi o budowanie bazy czytelniczej. Nawet kilkunastu czytelników, którzy przeczytali nasz tekst, to nadal kilkanaście osób, które przynajmniej potencjalnie zapamiętały nasze nazwisko i stworzoną przez nas historię. Jak by powiedział pewien król z sagi o wiedźminie - mieć dwudziestu czytelników i nie mieć dwudziestu czytelników to razem czterdziestu czytelników ;)

Powyższe oznacza również, że jeśli komuś zależy na konsekwentnym budowaniu literackiego portfolio, warto w Internecie zamieszczać takie opowiadania, których nigdy - również za 10 lat - nie będziemy się wstydzić. Ma to znaczenie zwłaszcza w przypadku osób, które dopiero zaczynają rozwijać literackie skrzydła. Bez sensu jest wygrzebywanie z szuflady każdego choćby umiarkowanie przyzwoitego kawałka tekstu, jaki udało nam się stworzyć, i wypuszczanie go w świat, bo "sieć wszystko przyjmie". Przyjmie - a potem te średniaki napisane na 3+ będą krążyć po Internecie przez długie lata i psuć nam opinię (naprawdę, naprawdę żałuję, że w necie nadal można znaleźć moje próbki literackie z udziałem Krzyczącego w Ciemności, które powstały, kiedy miałam ok. 16 lat i nie sądziłam, że kiedykolwiek dojdę do etapu pisania książek).

Poniżej linkuję wspomniane wcześniej miniatury, które pierwotnie powstały jako prace domowe na warsztaty w Narnii.


Grzegorz Woźniak - Niewybaczalne

– Proszę wstać, sąd idzie.
Postawny mężczyzna w czarnej todze wszedł na salę i skierował się ku podwyższeniu. Usiadł, po czym zdecydowanym głosem zarządził:
– Wprowadzić oskarżoną.
Ciąg dalszy tutaj.


Anna Barton - Wampir Byrona

Powiadali, że spał snem sprawiedliwego. Przynajmniej Człowiek Z Długimi Włosami tak uważał, ale on nie do końca wiedział, co to znaczy „być sprawiedliwym”. Byron nie był sprawiedliwy, ale wiedział coś niecoś o spaniu jak kamień. Był mistrzem w tej dziedzinie. Zdarzało się, że zwinięty w kłębek między tomem „Lalki” a „Pana Tadeusza” przesypiał burzę z piorunami. Chociaż nawet błyskawice i grzmoty nie mogły równać się z wrzaskiem, jakiego potrafili narobić klienci Antykwariatu na Archidiakońskiej. 
Ciąg dalszy tutaj.
        

I na koniec - bez związku z czymkolwiek - piosenka, która mnie ostatnio zauroczyła. Jest delikatnie mroczna w sposób, który mnie przyprawia o dreszcze. To utwór, który mógłby być motywem muzycznym dla Alessy z "W mocy wichru" - dziewczyny, "która która umiała mówić językami ludzi i demonów [...] ale która kochała ludzką miłością i po ludzku bała się bólu."





1 komentarz: