2015-05-18

Jedenaście tysięcy książek i koktajl z jerzynami, czyli relacja z Targów Książki w Warszawie


Zebrałyśmy się z Anią "Cranberry" Nieznaj i 15 maja urządziłyśmy błyskawiczny jednodniowy wypad na Targi Książki w Warszawie. Venimus, vidimus i wróciłyśmy z łupami. A uprzedzając złośliwe pytania - tak, wiem, jak się pisze słowo "jeżyna". Wyjaśnienie błędu ortograficznego w tytule niniejszego posta znajdziecie dalej.

Wstałyśmy bladym świtem, aby wyjechać z Lublina pociągiem o 6:25, który do stolicy przyjeżdża przed 9 rano. Latte macchiato z automatu na dworcu Warszawa Wschodnia, poranne słońce, dwudziestominutowy niespieszny spacer w kierunku Stadionu Narodowego. Jak na prowincję z tej biedniejszej strony Wisły ;) przystało, przede wszystkim zrobiłyśmy sobie zdjęcia na jego tle. Kasy targowe otwierano o 10:00 - na miejscu byłyśmy tak wcześnie, że czekanie w kolejce praktycznie nas ominęło.

Wrażenia z samych Targów - impreza cudna, ale jeden dzień zdecydowanie nie wystarczył, żeby zapoznać się ze wszystkimi atrakcjami. Pełno ludzi, w tym wycieczek szkolnych. Oferta stoisk - przebogata. Na dolnym poziomie - mnóstwo komiksów, w oczy rzucała się zwłaszcza manga. (A kiedy na stoisku Egmontu wypatrzyłyśmy Tomka Kołodziejczaka, to już w ogóle poczułyśmy się jak na konwencie.) No i oczywiście książki, książki, książki!!!! (Cranberry twierdzi wprawdzie, nawiązując do znanego powiedzenia o nagich dziewicach, że pojedyncza książka robi na niej większe wrażenie niż tysiące książek, ale ja się pod tym stwierdzeniem nie podpisuję). Wystawców było tyle, że nawet specjalne patrole w odblaskowych kamizelkach, mające za zadanie udzielać informacji zagubionym, niezbyt dobrze się orientowały, gdzie kogo należy szukać.


 Spora część dużych wydawnictw literackich - m.in. Prószyński, Grupa Wydawnicza Foksal, Ateneum, Muza, Znak - miała swoje stoiska na górnym poziomie, w kolistym korytarzu biegnącym wokół stadionu, za rzędami siedzeń - gdzie było wściekle zimno. W tymże korytarzu umieszczono też stoiska wydawnictw naukowych oraz instytucji takich jak Instytut Pamięci Narodowej czy Żydowski Instytut Historyczny. (Mam wrażenie, że w ofercie Targów znalazło się dużo książek z dziedziny nauk humanistycznych, zwłaszcza historii, a zaskakująco mało literatury popularnonaukowej - Cranberry musiała się solidnie naszukać, zanim na stoisku Prószyńskiego kupiła mężowi w prezencie książkę o bozonie Higgsa.)



Dla dzieciaków z wycieczek szkolnych przygotowano atrakcję w postaci telebimu i pana z kamerą - nieletnie towarzystwo mogło pooglądać samych siebie na telebimie i pomachać.






Jako miłośniczki Tatr, oczywiście nie mogłyśmy przejść obojętnie obok drogowskazów na stoisku Tatrzańskiego Parku Narodowego! Można tam było zresztą kupić interesujące rzeczy - ja skusiłam się na książkę "Czary góralskie", przez chwilę rozważałam też album ze starymi czarno-białymi zdjęciami gór. Z kolei na stoisku wydawnictwa MAG Cranberry wypatrzyła trylogię "Ogień ludzkości" i strzeliła mi fotę (kiedy miła pani z MAG-a dowiedziała się, że tłumaczyłam powieści Cobleya, przestawiła je na niższą półeczkę, żeby ładniej wyglądały w kadrze).


 


Natomiast na stoisku wydawnictwa Czarna Owca stała tekturowa czarna owieczka z książkami ("gwiazda tych Targów", jak stwierdziła pani ze stoiska, kiedy spytałam, czy mogę zrobić zdjęcie). W tłumie krążyła też wielka, psychodeliczna zielona "sowa" w kształcie sześcianu, reklamująca wydawnictwo Zielona Sowa - niestety jakoś zabrakło mi refleksu, żeby ją sfotografować.
 
Za przeszkloną ścianą, gdzie dla odmiany panowały ciepło i duchota, ulokowano inne stoiska - z literaturą dziecięcą i nawet nie pamiętam jakie jeszcze, bo nie szło tego ogarnąć. Było też trochę atrakcji, nazwijmy to, okołoksiążkowych. Na dolnym poziomie długowłosy młody człowiek w średniowiecznym stroju (wrażenie nieco psuły okulary) wyposażony w beczkę, czerpak i ręczną prasę demonstrował, jak sporządza się czerpany papier z płatkami kwiatów - bławatka i nagietka, jeśli dobrze zrozumiałam. Na innym stoisku pokazywano, jak działa prasa drukarska starego typu. Jakaś ukraińska organizacja charytatywna oferowała na sprzedaż urocze pocztówki po 4 zł, w tym Vadera w stroju atamana. Cranberry wdała się w rozmowę ze sprzedawcą, który pytał, jak są po polsku Gwiezdne Wojny, i przepraszał, że słabo mówi w naszym języku (mówił zupełnie dobrze).

Całkiem sporo czasu spędziłyśmy, rozmawiając z Marcinem Jamiołkowskim (autor książki "Okup krwi").
 Ze znajomych twarzy udało nam się też wypatrzeć Michała "Puszona" Stachyrę na korytarzu (Puszona doprawdy ciężko przeoczyć, zwłaszcza kiedy ma na sobie służbowy czerwony T-shirt) oraz Romka Pawlaka i Andrzeja Zimniaka w tłumie koło baru.

Skoro o barze mowa - bar znajdował się na piętrze, a w ofercie figurowały m.in. kawa, herbata, ciastka francuskie, sushi, kanapki za 8 zł i koktajle jogurtowe za 9 zł. Już po tym, jak Cranberry nabyła i wypiła koktajl w kolorze różowym, zwróciłam jej uwagę na etykietę informującą, jakie owoce zawiera ów napitek:


Kilkugodzinne dreptanie od stoiska do stoiska okazało się znacznie bardziej męczące niż sądziłam, zwłaszcza po 3 godzinach snu. Przez większość czasu łaziłam w kurtce, szczękając zębami - jakimś cudem udało mi się nie przeziębić, ale nie wiem, jak.

Jechałam na Targi z nastawieniem, że będę szaleć zakupowo, ale mam ten okropny zwyczaj, że im większy wybór, tym dłużej się zastanawiam, zanim coś kupię. Dlatego nabytki, które ostatecznie przywiozłam z Warszawy, są raczej skromne: wspomniane wcześniej "Czary góralskie" Urszuli Janickiej-Krzywdy i Katarzyny Ceklarz, "Cudzoziemiec z Olondrii" Sofii Samatar oraz książka o historii ruchu "Solidarność", którą kupiłam na prezent. Za rok na pewno wybiorę się na kolejną edycję Targów i tym razem zaplanuję co najmniej dwudniowy pobyt w Warszawie z tej okazji (oraz zabiorę dużą torbę na książki).

Na koniec coś jeszcze szepnę cichutko, nieoficjalnie - przywiozłam z Targów dobrą wiadomość dla siebie. Jaką - tego póki co nie mogę zdradzić, ale pochwalę się na pewno przed końcem tego roku.







5 komentarzy:

  1. Fajna impreza i fotki bardzo fajne, ładnie powychodziłaś.
    Na koniec coś jeszcze szepnę cichutko, nieoficjalnie - przywiozłam z Targów dobrą wiadomość dla siebie.
    OOO? Tak się nie robi wścibskim chomikom!
    Owca mi się podoba.

    Chomik

    OdpowiedzUsuń
  2. Ładna relacja :). Chociaż mieszkam w Warszawie, nie byłam na Targach, kompletnie zaskoczył mnie ich termin, spodziewałam się w czerwcu, a także pominę, że w ogóle o nich nie myślałam... Szkoda. Przygotuję się na przyszły rok :). Jeżeli chodzi o zimno na stadionie, to kompletnie ich nie rozumiem - za każdym razem jak tam jestem, przemarzam na wskroś. Mnóstwo ludzi się na to skarży, a oni przy kolejnej imprezie znowu mrożą... Co do wyboru książek (im więcej, tym trudniej) mam tak samo, dlatego z targów przyniosłabym pewnie jedną-dwie ^^. Pozdrawiam :).

    OdpowiedzUsuń
  3. A jak oceniasz w ogóle poziom czy różnorodność stoisk posiadających książki z fantastyki? Było co wybierać albo chociaż obejrzeć, gdyż niestety Wrocławskie Targi Dobrej Książki nigdy nie poszczyciły się dotychczas w swoich edycjach większym wyborem niż np. ot, "rzucenie troje na krzyż" książek z cyklu "Pieśni Lodu i Ognia" albo innej twórczości G.G. Martina ("Taniec ze smokami" był ale mnie zraziła cena, bo gdzie indziej dostałbym nową i pewnie komplet a nie pół, tak jak miałem okazję to widzieć..). Może i było jeszcze paru innych autorów ale mimo to, nadal wodziłem z rozczarowaniem po półkach wzorkiem ponieważ fajnie jest promować na takich wydarzeniach, różne gatunki książkowe ale jeśli na półkach z tą młodzieżową, nie widać nawet nic z jakichś czołowych POLSKICH autorów fantastyki czy sci-fi no to nie wiem skąd ludzie mają zacząć przygodę z takim choćby Wiedźminem, jak to mawia klasyk? Chyba tylko z konwentów o ile tez gdzieś się dowie czym to jest i że tam łatwiej spotkać i poznać, porozmawiać autorów i pisarzy niż na takich sobie targach.

    Może i takie imprezy czy wydarzenia są dobrym źródłem na promocję papierowych książek i jakąś zachętą dla ludzi coby po nie po prostu sięgali (taaak Ignite, z ostatnich badań jakie ktoś zrobił, znowu "straszą" że polacy coraz rzadziej czytają cokolwiek..) ale jeśli chce się coś więcej z tego wyczerpać no to lepiej gdzie indziej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bogactwo i różnorodność oferty oceniam wysoko: spory wachlarz pozycji z Maga i Powergraphu, Orbitowski i Ćwiek z Sine Qua Non, na stoisku Olesiejuka książki z Fabryki Słów, na stoisku grupy Foksal - książki z Uroborosa, a z fantastyki młodzieżowej m.in. seria "Feliks, Net i Nika" oraz książki z Papierowego Księżyca. Te wydawnictwa rzuciły mi się w oczy, ale na pewno fantastyki było jeszcze więcej. Do tego szeroki wybór komiksów, no i spotkania z autorami (m.in. Pilipiuk).

      Usuń
    2. No jak tak mówisz, to może warto się tam wybrać za rok. A dziś natomiast natrafiłem na takiego newsa:
      http://paradoks.net.pl/read/26734
      Ludzie z Polconu będą się zajmować strefą literacką ale mimo to cały pomysł na wydarzenie jest bardzo fajny.

      Usuń