2015-06-24

Dni Majańskie w Świdniku - relacja


Poniżej możecie przeczytać małe sprawozdanie z Dni Majańskich, które odbyły się w dniach 29-31 maja 2015 r. w Centrum Rozwoju i Medytacji OSHO-VAST w Świdniku Dużym. Mnie tam nie było - to nie całkiem moje klimaty - ale nie wykluczam, że bohaterowie któregoś z moich tekstów będą kiedyś uczestniczyli w podobnym wydarzeniu. Kakao z miodem i tłuczonymi orzechami laskowymi brzmi smakowicie.

Autorką sprawozdania oraz zdjęć jest Agnieszka "Achika" Szady. 

Horoskop Majów i kakao z orzechami 

Dni Majańskie, oparte na wierzeniach i kulturze Majów K'iche z Gwatemali, odbyły się w ośrodku medytacyjnym, przyjemnie położonym wśród zielonych łąk w pobliżu lotniska w Świdniku, więc mieliśmy dobry widok na startujące i lądujące samoloty. Dotarłam tam w sobotę pod koniec przerwy obiadowej, i trafiłam akurat na wręczanie tortu urodzinowego Goranowi Dimitrijewskiemu, czyli połówce duetu muzycznego Maltiox Project (o ich koncercie możecie przeczytać w tym artykule). Potem miała się odbyć ceremonia ognia, więc poszłam we wskazane miejsce pośrodku trawnika.
 
Pomału ludzie się zgromadzili, popatrując na nadciągającą wielką i bardzo ciemną chmurę. Tomek (druga połowa Maltiox Project) cukrem z torebki wysypał w kręgu ogniska symbol psa, związany z tym dniem. Następnie ułożył krzyż z szyszek, potem drewno opałowe, w drewno wstawił świeczki w kolorach czterech stron świata, polał całość miodem, a my tymczasem w celu odpędzenia deszczu śpiewaliśmy pieśń służącą kontrolowaniu wody w przyrodzie, ale też w organizmie: 

tupa, tupa
wana sei wana
wana sei, wanawa sei
wana sei wana 

Natychmiast przerobiłam to na Chlupa, chlupa w wannie mej woda.

Mimo śpiewania i bębnienia deszcz lunął jak z cebra, na szczęście zdążyłam dobiec do budynku jako pierwsza. Usiedliśmy na podłodze w sali warsztatowej i Tomek uczył nas różnych piosenek, na przykład do Matki Ziemi: 

hey, tonantzin, tonantzin
hey tonantzin
epanemu huani toyo tonantzin
tlasokamatle tonantzin 

Dość szybko wyszło słońce i mogliśmy wreszcie odprawić rytuał ognia. Był on bardzo długi, bo należało zanieść modlitwę do każdego z dwudziestu znaków, odśpiewać odpowiednią pieśń, a następnie zaczerpnąć z misy trzynaście garści sezamu, każdą głośno odliczając, i ofiarować sezam ogniowi. Ofiarowania dokonywała osoba urodzona w danym znaku - zgodnie z wierzeniami Majów każdy dzień ma jakiś symbol, czyli nagualę, jest ich dwadzieścia (małpa, jaguar, krokodyl, słońce, sieć, ofiarowanie itp). Większość obecnych wzięła udział w porannych warsztatach związanych z horoskopem, więc znali już swoje naguale. Wyliczanie tego jest bardziej skomplikowane niż nasz zodiak, bo trzeba w tabeli sprawdzić liczbę przypisaną do danego dnia, miesiąca i roku urodzenia, liczby te zsumować i wynik znaleźć w kolejnej tabeli. A dni są liczone od jednego do drugiego wschodu słońca do drugiego, więc jeżeli ktoś w Polsce urodził się np. 20 grudnia o piątej rano, to trzeba liczyć jako 19 grudnia.

Było obecnych raptem kilkanaście osób, więc czasami przedstawiciela danego znaku nie było, wtedy Tomek sam dokonywał ofiary z sezamu. Trwało to bardzo długo. Przy pewnych znakach do ognia wlewano też też olej roślinny (ach, jak pięknie buchały wtedy płomienie!) i miód. Pod koniec każdy dostał po kawałku kolorowej włóczki, na której można było zawiązać supełki symbolizujące różne własne problemy, a następnie wrzucić włóczkę do ogniska przy akompaniamencie pieśni: 

Panie Ogień, pal.
Wypal smutek i żal.
Wypal myśli natrętne, niechciane,
Wypal to, co winno być zapomniane. 

Niektórzy mieli też rysunki, zasuszone kwiaty i inne podobne rzeczy do spalenia. Na zakończenie parę osób pobłogosławiło różne przedmioty (naszyjniki, instrumenty muzyczne itp.), przesuwając je nad dogasającym już ogniem.

W niedzielę przed południem nastąpił dalszy ciąg warsztatów horoskopowych. Znając swój „znak serca” (czyli ten podstawowy) można ze specjalnej tabelki odczytać „znak głowy”, „znak lewej ręki”, „znak prawej ręki” i jeszcze paru kolejnych (trochę jak w bliskowschodnim horoskopie ascendenty, domy itp). Znak serca wskazuje nasz charakter i predyspozycje między 22 a 44 rokiem życia. Znak głowy to nasza osobowość przed 22 rokiem życia, lewa ręka oznacza wyzwania, to co przyjmujemy, a prawa to, co możemy dać z siebie innym. Są jeszcze dwa czy trzy kolejne; całość po rozrysowaniu wygląda trochę jak krzyż lub drzewo, stąd często nazywa się to „majańskim drzewem życia”. Zgodnie z wierzeniami Majów, naguale są przypisane również do poszczególnych dni, w trzynastodniowych cyklach zwanych trecenami. Można sprawdzić w tabeli, jaki znak patronuje konkretnej dacie i czy jest pomyślny dla tego, co planujemy wtedy zrobić. 

Po obiedzie odbyła się ceremonia kakao, na którą wiele osób czekało niecierpliwie. Najpierw każdy z obecnych – a było nas, ku wielkiemu zadowoleniu Tomka, akurat dwadzieścia osób – kolejno dodał do misy z wodą po łyżce kakao, miodu oraz tłuczonych orzechów laskowych. To wszystko zostało zagotowane, a my w tym czasie uczyliśmy się gestów towarzyszących nagualom. Gotowe kakao Goran rozlał do naszych kubków. Tomek zanosił modły kolejno do każdej naguali, a my śpiewaliśmy odpowiednie pieśni, z towarzyszeniem bębnów i grzechotek, i wypijaliśmy łyk napoju, patrząc sobie wzajemnie w oczy. Było to trochę jak wznoszenie toastów, niektórzy nawet trącali się kubkami. Kto miał ochotę, mógł również odśpiewać fragment dowolnie wybranej piosenki związanej tematycznie z danym znakiem – na przykład przy znaku ulewy (kawok) jedna z uczestniczek zaśpiewała „Idzie dysc”.

Wieczorem był zaplanowany koncert Maltiox Project, jednak trafił mi się dobry transport powrotny do Lublina, więc z pewnym żalem zrezygnowałam z dalszego udziału. 



1 komentarz:

  1. Bardzo ciekawa relacja i fajne zdjęcia! Ja się wybieram na festiwal wina letniego, ale i kakao ok.Wszystko dobre, byle potrząsnęło, jak mówi mój kolega.

    Chomik

    OdpowiedzUsuń