2015-09-08

Tatry 2015 (odcinek 3): Wielki Hińczowy Staw i Lodowa Przełęcz


Po wyprawie na Rohatkę stwierdziliśmy, że trzeba się trochę wyluzować i odpocząć, w związku z czym pobudka następnego dnia będzie o ludzkiej porze. Wstaliśmy około siódmej i przed dziewiątą pojechaliśmy do miejscowości Szczyrbskie Jezioro, dobrze nam znanej z poprzedniego pobytu. Niewiele się tam zmieniło - te same kramiki z okropnie kiczowatymi pamiątkami (owieczki z pluszu, plastikowe ciupagi...), szyldy reklamowe restauracji i lodziarni oraz tłum turystów w sportowych ciuchach. Zielonym szlakiem powędrowaliśmy nad Popradzki Staw, ciesząc się, że ścieżka biegnie przez prawdziwy świerkowy las, niezniszczony przez huragan i korniki. To przyjemna, dosyć lekka trasa idealna dla osób z dziećmi. Po drodze usłyszeliśmy charakterystyczny, lekko niepokojący dźwięk helikoptera, głośniejszy z każdą chwilą. - Oho, ktoś pewnie złamał nogę pod Rysami - stwierdziłam, ale wkrótce stało się jasne, że helikopter nie zawisł w jednym miejscu jak przy akcji ratunkowej, tylko krąży wzdłuż grani gdzieś w rejonie Mięguszowieckich Szczytów, latając tam i z powrotem. Trwało to dosyć długo. - Kogoś chyba szukają - wyraziłam na głos nasuwające się przypuszczenie. - Albo to wcale nie helikopter służb ratunkowych, tylko płatna atrakcja w postaci podziwiania krajobrazów - odparł Jerzy. W końcu metalowa "ważka" odleciała, a my spokojnie doszliśmy nad jezioro.

Schronisko Popradzkie (chata kapitána Morávku) przy pięknej pogodzie zawsze przyciąga tłumy, które tam pochłaniają tony ciepłych potraw i wypijają hektolitry piwa z przezroczystych plastikowych kubków. My, zamiast uraczyć się gulaszem, poszliśmy żółtym szlakiem na Tatrzański Cmentarz Symboliczny (Tatranský symbolický cintorín). Od Schroniska Popradzkiego idzie się tam ze 20 minut, może trochę dłużej. Na podstawie opisu wyobrażałam sobie skalną ścianę pokrytą pamiątkowymi płytami, tymczasem cmentarz jest zlokalizowany na dosyć stromym zboczu. Wśród drzew i bujnej kosodrzewiny znajdują się drewniane, jaskrawo pomalowane krzyże w ludowym stylu oraz duże głazy, na których zamocowane metalowe płyty upamiętniające ludzi, którzy zginęli w górach - ratowników, wspinaczy, ale i zwykłych turystów. Szczególnie poruszające wydają się zardzewiałe płyty z lat 50-tych i 60-tych oraz te, które upamiętniają śmierć młodych ludzi, osiemnasto- czy dwudziestolatków. Niektóre tablice podają szczegóły wypadków, np. śmierć w lawinie. Wśród upamiętnionych są Czesi, Słowacy, Polacy, Węgrzy oraz Niemcy. Nie brakuje nazwisk kobiecych. Nie wszyscy upamiętnieni zginęli w Tatrach - widzieliśmy tablice ku czci wspinaczy, którzy nie powrócili żywi z wypraw w Alpy czy Himalaje. Zafrapował mnie umieszczony przy jednej z płyt mały pluszowy miś...

W dolnej części cmentarza wznosi się otynkowana na biało kapliczka, a przed nią na głazie znajduje się bardzo piękna tablica upamiętniająca legendarnego przewodnika tatrzańskiego Klimka Bachledę, który 6 sierpnia 1910 r. poniósł śmierć w trakcie akcji ratunkowej na Małym Jaworowym Szczycie. Na cmentarzu umieszczono dające do myślenia motto: Mŕtvym na pamiatku, živým pre výstrahu ("Umarłym na pamiątkę, żyjącym ku przestrodze").




Po zwiedzeniu cmentarza obeszliśmy Popradzki Staw naokoło, podziwiając jego zielononiebieską taflę. Przez chwilę zastanawiałam się, czy nie warto byłoby pójść magistralą tatrzańską na Przełęcz Pod Osterwą (w zeszłym roku szliśmy tą trasą, tyle że w odwrotną stronę) i zejść do Batyżowieckiego Stawu, ale Jerzy stwierdził, że mieliśmy odpoczywać, więc pójdziemy zgodnie z planem niebieskim szlakiem nad Wielki Hińczowy Staw w Dolinie Hińczowej (górna część Doliny Mięguszowieckiej). Tam też byliśmy rok temu w czasie wycieczki na Koprowy Szczyt. Wtedy było pochmurno i wiało, teraz - przy bezchmurnej, upalnej pogodzie - tradycyjnie zgrzaliśmy się niemiłosiernie podczas wędrówki pod górę. Trasa wydała mi się dłuższa i żmudniejsza niż zapamiętałam. Na stromym podejściu pod próg doliny wyminęli nas ludzie prowadzący owczarka niemieckiego ubranego w czerwoną uprząż z paskami odblaskowymi i Jerzy stwierdził, że chyba rzeczywiście prowadzona jest jakaś akcja poszukiwawcza. Był 30 sierpnia. Wieczorem po powrocie na kwaterę sprawdziłam stronę Horskiej Zachrannej Służby, ale nic tam nie znalazłam. Dopiero kilka dni później wyczytałam w sieci o poszukiwaniach zaginionej polskiej taterniczki, której ciało ostatecznie znaleziono po słowackiej stronie, w masywie Małej Kończystej (przez kilkadziesiąt godzin szukano jej bez skutku z wykorzystaniem helikoptera i psów, a później do TOPR-u zadzwonił taternik, który w domu przeglądał zdjęcia, jakie zrobił w górach tego dnia, i wypatrzył na nich wiszącą na linie postać, której ubiór odpowiadał opisowi poszukiwanej). Mam wrażenie, że właśnie o tę akcję poszukiwawczą się otarliśmy, bo początkowo zaginionej szukano w okolicy Rysów i Mięguszowieckich Szczytów.

W Dolinie Hińczowej zmartwił nas widok wyschniętych stawków, z których została tylko warstwa spękanego mułu na dnie. Na szczęście Wielki Hińczowy Staw (jeszcze) nie wysechł, choć Jerzy wyraził wisielcze przypuszczenie, że może zastaniemy pustą nieckę... Posiedzieliśmy na głazach nad wodą, zachwycając się widokiem Mięguszowieckich Szczytów. Z tęsknotą popatrywałam w stronę Koprowego Szczytu, wyobrażając sobie, jak cudna musi być przy tej widoczności panorama z góry, ale rozsądek mówił - NIE, Ignit, dzisiaj nie idziemy nigdzie wyżej, trzeba dać wytchnąć nogom. Wiało na tyle mocno, że po kwadransie ruszyliśmy w powrotną drogę.

Następnego dnia znowu pobudka przed świtem i plan - idziemy do schroniska Téryego (Téryho chata) w Dolinie Małej Zimnej Wody, a później... się zobaczy. Tym razem zdecydowaliśmy się podjechać na Siodełko kolejką, mimo że cena (8 euro za jeden bilet) negatywnie nas zaskoczyła. Bilet na kolejkę ma postać kolorowego kartonika z kodem kreskowym, który należy wsunąć w bramkę, a wtedy ta się odmyka. Zachowałam go sobie na pamiątkę.

Od schroniska Zamkovskiego do schroniska Téryego idzie się w górę zielonym szlakiem - wg znaków godzinę i czterdzieści pięć minut. Głazy, kosodrzewina, słońce, obłędnie niebieskie niebo bez jednej chmurki. Schronisko Téryego jest chyba najładniej położonym schroniskiem w Tatrach Wysokich (to całkiem subiektywna opinia Ignita) - otaczają je niesamowite pofałdowane skały z żółtawoseledynowymi plamami porostów, które skojarzyły mi się jakoś tak grenlandzko. Brakuje jedynie lodowca, który swoim cielskiem wyżłobił te wgłębienia i rysy:



Do ostatniej chwili wahaliśmy się, czy iść na Lodową Przełęcz, czy też zaryzykować osławione przejście przez Czerwoną Ławkę, najbardziej eksponowany szlak w Tatrach Słowackich - niepokoiło mnie to, co Józef Nyka napisał w swoim przewodniku na temat kruchego zbocza i erozji turystycznej w górnych partiach szlaku na Lodową Przełęcz, ale z drugiej strony wiadomo było, że przy tak słonecznej pogodzie na Czerwonej Ławce na pewno będzie mnóstwo luda i zatory na łańcuchach. Kiedy zobaczyliśmy, że szlak na Lodową Przełęcz (widoczny w oddali na zdjęciu po prawej jako ciemniejszy zygzak) został pięknie zabezpieczony i umocniony - wybudowano tam eleganckie, biegnące zakosami schody z pni, "autostradę", jak entuzjastycznie podsumowałam - wybór stał się jasny.

Chociaż zbocze jest pokryte warstwą rumoszu, dzięki tym schodom (materiału budowlanego na nie dostarczyły, zdaje się, świerki uśmiercone przez plagę korników - na pniach wyraźnie widać ślady tuneli wygryzionych przez chrząszcze) szło się całkiem przyjemnie. Po drodze można podziwiać z góry Lodowy Stawek, najwyżej położony staw tatrzański (2157 m n.p.m.), który przez większą część roku pozostaje pokryty śniegiem i lodem, ale teraz, po upalnym sierpniu, nie było na nim nawet odrobiny kry... Ostatni odcinek szlaku pod przełęczą jest zabezpieczony łańcuchem, ale wchodzi się łatwo. Od schroniska Téryego wg znaków droga na górę trwa ok. półtorej godziny, zejście - godzinę i dwadzieścia minut. Lodowa Przełęcz (po słowacku nosi dźwięczną nazwę Sedielko) to najwyżej położona przełęcz w Tatrach udostępniona dla ruchu turystycznego: 2372 m n.p.m. Jak na taką wysokość było tam BEZBOŻNIE gorąco, a widoki - pierwsza klasa. Z przełęczy przy dobrej pogodzie widać Granaty!

I jeszcze zdjęcia.

Popradzki Staw w pełnej krasie:



Ignit w Dolinie Mięguszowieckiej:



Ignit na skałkach przed schroniskiem Téryego:



Kwitnące goryczki w pobliżu schroniska Téryego:



Lodowy Stawek bez grama lodu, widziany ze szlaku na Lodową Przełęcz:



Wielki i Mały Jaworowy Szczyt widziane z Lodowej Przełęczy (podejrzewam, że na zdjęciu widać ten żleb, w którym zginął Klimek Bachleda):



Widoki z Lodowej Przełęczy:







7 komentarzy:

  1. Wbijasz mi nóż w serce tymi zdjęciami....

    Chomik

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mieliśmy szczęście - rok temu w drugiej połowie sierpnia w Tatrach były chmury, mgła i deszcz jak u Kresa. Zresztą w Tatrach widoczność czasem potrafi zniknąć w ciągu 15 minut.

      Usuń
  2. Pamiętam, jak weszłam z wujkiem na Kozi WIerch..A tam mgła taka,szaro buro, nic nie widać.

    Chomik

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, ja nie byłam na Kozim Wierchu. To jeden ze szlaków w Tatrach Polskich, które mam do nadrobienia w sprzyjających okolicznościach. W szaroburej mgle zaliczyłam lata temu Świnicę, nawet trochę pobłądziliśmy z ojcem schodząc (zaczęliśmy złazić w kierunku Zawratu, ale zorientowaliśmy się przy klamrach, że coś tu się nie zgadza).

      Usuń
  3. Ze Świnicy trudno mi się schodziło, niestety, ja na tatrzańskie klamry jestem po prostu za niska.Ale trasa piękna.

    Chomik

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Klamry są między Świnicą a Zawratem, na tym odcinku, który prowadzi na samą Świnicę (czerwone znaki od Świnickiej Przełęczy do szczytu) o ile pamiętam są tylko łańcuchy. Ale to fakt, że klamry potrafią być montowane daleko od siebie. Na trasie na Polski Grzebień jest takie jedno irytujące miejsce: klamerka dość wysoko nad ziemią, łańcuch jeszcze wyżej. Jak ludzi więcej, to człowiek się trochę stresuje, żeby tam nie "utknąć" i nie wygenerować zatoru.

      Usuń
  4. Tylko raz byłam na Orlej,ale pamiętam te emocje, pół kamienia żeby postawić buta, zimne łańcuchy,góry surowe jak cholera, ręce trzęsące się z wysiłku tak, że w schronisku z trudem mogłam utrzymać kubek..

    Chomik

    OdpowiedzUsuń