2015-11-21

Garść wieści listopadowych


Trzy tygodnie listopada upłynęły jak z bicza strzelił i raptem dotarło do mnie, jak dawno tu nie zaglądałam. Falkon nadszedł i minął, a po Falkonie wpadłam w jakiś taki otępiający wir codziennej rutyny, który mnie wessał tak skutecznie, że ani się obejrzeć, a tu za pasem grudzień. Wrażenia z konwentu ogólnie mam miłe, choć w tym roku imprezę dopadł niejaki chaos organizacyjny, przejawiający się odwoływaniem lub przesuwaniem punktów programu bez zapowiedzi (dotyczyło to przede wszystkim prelekcji oraz paneli dyskusyjnych). Powinnam pisać relację, ale jeszcze nawet nie zgrałam na dysk zdjęć z aparatu.

Kończę tłumaczyć długą książkę, w kolejce czeka przekład artykułu, równolegle dłubię przy powstającej powieści, której koncepcja (jak to u mnie) zmieniła się już parę razy... Miałam napisane kilka rozdziałów książki o Krzyczącym w Ciemności, ale na razie odłożyłam je do szuflady i pracuję nad czymś zupełnie innym, dziejącym się współcześnie w naszym świecie. Takie trochę w stylu Kinga jest/będzie to coś - w założeniu podpada pod grozę. Akcja dzieje się w Lublinie, jest trochę obyczajowo a trochę niepokojąco. W fabule miał się nawet pojawić bohater wzorowany na Krzyczącym, ale zachował się jak aktor, który na początku kręcenia zdjęć do filmu stwierdza, że scenariusz niezbyt mu odpowiada, źle mu się współpracuje z resztą obsady i w związku z tym on dziękuje, ale rezygnuje z udziału. Jak można się domyślić - jestem na etapie szkicowania, planowania, wykreślania i zastanawiania się, który wątek zostanie a który wyleci. I ogólnie zobaczymy jeszcze, co z tej wstępnej dłubaniny wyniknie. Głaski motywacyjne mile widziane!

Z wieści rozmaitych, nie najgorszych: 17 listopada ukazał się drukiem (wreszcie, bo premiera była przekładana kilka razy) tłumaczony przeze mnie Rozkaz zagłady, prequel bestsellerowej serii Jamesa Dashnera, na którą do tej pory składały się trzy tomy: Więzień labiryntu, Próby ognia i Lek na śmierć (tłumaczyłam drugi i trzeci, do przekładu tomu pierwszego czyli Więźnia... nie przyłożyłam ręki). Rozkaz... to pozycja raczej dla wiernych fanów serii, ale okładka całkiem mi się podoba.

A co poza tym? Dział literacki Esensji w tym roku działa na wolniejszych obrotach niż w latach poprzednich, ale to nie znaczy, że składamy broń. Jeżeli ktoś z czytających te słowa czeka od kilku miesięcy na odpowiedź w sprawie nadesłanego opowiadania, niniejszym pragnę mu/jej dodać otuchy - powoli przegryzamy się przez sterty zaległości i na pewno odpowiemy. Teraz w listopadzie nasze korespondencyjne złe Mzimu, czyli koleżanka, która odpisuje autorom tekstów odrzuconych, zachorowała, ale pewnie niedługo wydobrzeje i wróci do swoich obowiązków. W kolejce do publikacji czeka kilka bardzo dobrych tekstów, a dzisiaj ukazało się opowiadanie, do którego mam osobisty sentyment, bo... to ja (niczym literacki diabełek kusiciel) namówiłam autora, żeby je napisał. A było to tak: na ubiegłorocznym Coperniconie trafiłam przypadkowo na ciekawą prelekcję Dominika Sokołowskiego o tajnych służbach PRL-u, a później zasugerowałam prelegentowi, który już wcześniej przysyłał do Esensji swoje opowiadania, że informacje przedstawione podczas wykładu (SB i metody jej działania, opozycja, "wtyki" w różnych środowiskach) mogłyby być świetnym materiałem na tekst. I tym sposobem powstało opowiadanie pt. "Kryptonim: Absolwent" - bez elementów fantastyki, dziejące się w PRL w latach 80-tych, opowiadające o fikcyjnej akcji esbeków w mieście N. Widać w nim to, co bardzo cenię w prozie, czyli solidną wiedzę autora na temat realiów, które opisuje. Polecam! 


2 komentarze:

  1. Ja Cię zawsze głaszczę,pisz, będzie dobrze! Falkon był trochę słabszy niż w ubiegłych latach, ale zawsze miło zobaczyć piękne miasto i Was.Szkoda, że miałaś punkty programu w niedzielę i tak późno.

    Chomik

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miauuuuu! Myślę, że będzie okazja się zobaczyć jeszcze na niejednym konwencie :)

      Usuń