2016-01-01

Noworocznie, melancholijnie, (prawie) bez planów


W urocze, słoneczne noworoczne przedpołudnie siedzę sobie i myślę, że kolejny rok przefrunął mi koło nosa nie wiadomo kiedy... Czasem mam wrażenie, że ktoś podstępnie wcisnął guzik fast-forward i przewija mi życie do przodu w przyspieszonym tempie. 

Dokładnie rok temu napisałam podsumowanie roku 2014 i poczyniłam ambitne noworoczne postanowienia, które OCZYWIŚCIE udało się wypełnić tylko w drobnej części. Konkretnie - już chyba mogę się otwarcie pochwalić, że przyjęto mi do druku książkę!!! Powieść Olga i osty ukaże się - a w każdym razie powinna - nakładem wydawnictwa W.A.B. Umowa już dawno podpisana, redakcja zrobiona... planowana data premiery to 2 marca 2016

Niestety reszty planów literackich na ten rok nie zdołałam zrealizować. Ambitnie zamierzałam skończyć kolejną powieść i napisać co najmniej dwa opowiadania; efekt jest taki, że na twardym dysku mam TRZY rozgrzebane powieści (w stadiach raczej wczesnych, a jednej z nich nie zamierzam kończyć) i ze cztery rozgrzebane opowiadania, też w powijakach. Winię nadmiar innych rozkojarzających zajęć i chyba zbyt krytyczne podejście do tego, co stworzyłam.

A co jeszcze udało się zdziałać w 2015? To był raczej spokojny rok. Bez niespodzianek (może i dobrze). Dużo pracy. Koty na szczęście zdrowe i rodzina też. Podsumowanie w punktach wygląda, powiedzmy, jakoś tak:

- wyleczono mi kolano kontuzjowane w 2014,

- przetłumaczyłam "Rozkaz zagłady", czwarty tom cyklu Jamesa Dashnera o Pożodze (ukazał się drukiem w listopadzie 2015), oraz prawie skończyłam tłumaczenie kolejnej książki (już nie Dashner), 

- tłumaczyłam fury materiałów medycznych i farmaceutycznych,

- od kwietnia do grudnia prowadziłam warsztaty literackie w Domu Kultury "Narnia",

- z konwentów zaliczyłam Avangardę, Copernicon i Falkon, 

- po raz pierwszy w życiu wybrałam się na Targi Książki w Warszawie i wspominam je bardzo sympatycznie,

- latem pojechaliśmy z mężem ponownie w Tatry Słowackie i wprawdzie nie wspięliśmy się na Krywań (bo nocowaliśmy tym razem w Starym Smokowcu i nie chciało nam się przejeżdżać w upale iluś tam przystanków "elektriczką", kiedy pod nosem mieliśmy mnóstwo fajnych szlaków bez konieczności dojeżdżania), ale za to zaliczyliśmy Rohatkę, Lodową Przełęcz i Małą Wysoką, i były to najpiękniejsze jak dotąd tatrzańskie wakacje w moim życiu.

Realizacja długoterminowych zamierzeń nie jest moją mocną stroną - należę do tych osób, które działają spontanicznie i krótkofalowo zamiast punkt po punkcie realizować plany rozpisane na wiele miesięcy. Coś mi mówi, że w nadchodzącym roku raczej się to nie zmieni. Dlatego tym razem nie spisuję listy postanowień, a marzenia mam w sumie dwa. Chciałabym w 2016 skończyć następną powieść - nieważne, czy będzie to jedna z tych zaczętych, czy coś zupełnie nowego. I chciałabym pojechać w góry. Jakieś. Wszystko jedno, czy w Tatry, czy w Beskid Niski (no dobrze, ja wolałabym Tatry, ale mąż tęskni za Beskidami).

Wszystkim, którzy tu zaglądają, życzę zdrowia, optymizmu, energii i natchnienia do wszelkich konstruktywnych działań. Niech rok 2016 będzie dobrym rokiem.

Kto jeszcze poza mną niecierpliwie czeka na premierę nowej płyty Avantasii - Ghostlights?






P.S. Wczesnym popołudniem wybrałam się na spacer noworoczny. Ziiimno, mroźny wiatr (zima przypomniała sobie o nas z początkiem stycznia), na osiedlu pustki - czyżby wszyscy jeszcze odsypiali hucznie spędzonego sylwestra? Tu i ówdzie na chodnikach smętnie walają się pozostałości po wystrzelonych fajerwerkach. Ale moje morale staje się zdecydowanie lepsze na myśl o tym, że przez prawie 6 najbliższych miesięcy słońce będzie zachodziło coraz później.


2 komentarze:

  1. To całkiem nieźle!
    Powieść Olga i osty -o,to czekamy!!
    Życzymy wyjazdu we wszystkie góry!

    Chomik z mężem

    OdpowiedzUsuń