2016-05-01

Koci taniec


Bardzo dawno mnie tu nie było, ale powracam. Zamierzam się poprawić i pomału zreanimować bloga.

Udało mi się dzisiaj sfotografować Ofelię i Sammeta razem, a nieczęsto zdarza się okazja po temu. Koty, co stwierdzam z żalem, przez prawie dwa lata nie zdołały się dogadać i chyba już się nie zaprzyjaźnią - tyle dobrego, że przynajmniej nie biją się ze skutkiem krwawym. Zależnie od sytuacji albo ignorują się wyniośle, albo Sammet podbiega do Ofelii (nie wiadomo w zasadzie, czy chce ją nastraszyć, czy nawiązać przyjazny kontakt - nie jest w każdym razie nastroszony i nie parska), a wtedy Ofelia groźnie warczy, buczy, syczy i ucieka. Wyraźnie wysyła komunikat "Ani się waż mnie dotknąć!" Żeby było zabawniej, raz czy dwa razy zdarzyło się, że Sammet podkradł się do niej na korytarzu i złośliwie pacnął łapką w tyłek; kocica wychodziła wtedy z siebie, jak to nobliwa dama, której młody urwis sprzedał klapsa...

Z jakiegoś powodu rywalizacja tej dwójki rozgrywa się głównie w domu, a na dworze wzajemne relacje są odrobinę mniej napięte. Dzisiaj podpatrzyłam w ogrodzie ucieszny obrazek - coś na kształt kociego tańca. Ofelia tarzała się w suchej, zrytą motyką ziemi, która pozostała po usunięciu dużej ilości chwastów. Sammet przyczajał się wśród krzaczków tawuły, a następnie wyskakiwał i podbiegał do kocicy. Ta zrywała się i zaczynała ostrzegawczo warczeć, wtedy Sammet nieruchomiał i obserwował ją czujnie. Po chwili Ofelia uspokajała się i ponownie zaczynała się tarzać, Sammet przyczajał się wśród krzaczków i cykl zaczynał się od nowa...





1 komentarz:

  1. Jakie piękne zdjęcie,jakie one mają kolory! Szkoda, że się nie polubiły, no ale bywa, w wśród ludzi też.

    Chomik

    OdpowiedzUsuń