2016-06-16

Kronika szaleństw, czyli jak minął przełom maja i czerwca


Kot śpi na swoim posłaniu (mamy kilka starych zniszczonych swetrów, które zostały wycofane z użycia i dokonują żywota jako podściółka pod futrzaka).
JA: Kocie, nie śpij, życie ucieka!
Kot śpi dalej.




Kot i ja znacząco różnimy się podejściem. Mam za sobą, delikatnie mówiąc, wyczerpujące trzy tygodnie. Skończyłam tłumaczenie książki, nad którym pracowałam od lutego (znowu drugi tom serii młodzieżowej, pierwszy tłumaczył kto inny). Wykonałam przekład artykułu naukowego, po drodze rzutem na taśmę zdając pisemną część egzaminu Goethe Zertifikat C1. Na co dzień tłumaczę głównie z angielskiego i na angielski, na to "mam papiery", niemiecki to mój drugi obcy język i powinnam była certyfikat C1 (przedostatni poziom biegłości - wyżej jest jeszcze C2) zdobyć już lata temu, ale jakoś ciągle to odkładałam i odkładałam, dopóki mnie mąż nie zmobilizował, że jednak warto. Pozwoliłam sobie następnie na CAŁE DWA DNI odpoczynku, z czego jeden przeznaczyłam na sprzątanie, słusznie przewidując, że trzeba ogarniać bałagan, kiedy tylko człowiek ma czas i siły, bo nigdy nie wiadomo, co będzie trzeba robić jutro. I miałam rację. W czwartek w mojej poczcie przychodzącej wylądowało zlecenie superekspresowe na tłumaczenie. Kilkadziesiąt stron na poniedziałek, mocno na wariata. Weekend wyjęty z życia - a w niedzielę rano miałam jeszcze do zdania ustną część egzaminu C1. Jestem, jak to się mawia, kozak, bo dałam sobie radę z jednym i drugim. Paradoksalnie stres, czy zdążę z przekładem, znacząco mi ułatwił zdanie egzaminu - nie ma to jak denerwować się czymś innym dla odwrócenia uwagi. Tłumaczenie zostało odesłane w poniedziałek o 7 rano po zarwanej w 100% nocy, zrobione pięknie, sczytane dwa razy.

Po tych uroczych wyczynach dwa dni się regenerowałam, w środę zmobilizowałam się do sprzątania i właściwie dopiero dzisiaj, czyli w czwartek, czuję, że mogłabym znowu podjąć jakieś wyzwanie. Albo... coś napisać, choć to wymaga wyciszenia się i odpoczynku dłuższego niż dwudniowy.

Jestem bardzo ciekawa, kiedy ukaże się książka, którą tłumaczyłam. Nie mogę na razie zdradzić, o jaką serię chodzi, ale niedawno ukazało się wznowienie pierwszego tomu, który ma być wkrótce ekranizowany.

W przyszłym tygodniu, jak dobrze pójdzie, jedziemy z mężem w okolice Komańczy. Bieszczady znam i kocham miłością gorącą, ale akurat tamtych rejonów nie znam. Na pewno będziemy zwiedzać cerkwie i stare cmentarze z czasów I wojny światowej, a co jeszcze, to się zobaczy.



2 komentarze:

  1. No,gratulacje!! 300 % normy! Ale piękny kot! Życzę pięknej podróży, odpoczywaj!

    Chomik

    OdpowiedzUsuń