2016-07-22

Kot jest dziki, kot jest zły


Wiedziałam, że tak będzie. Wie-dzia-łam. Od wypadku Sammeta minęły 2 tygodnie - i sytuacja na froncie kocim się komplikuje.

Wczoraj byliśmy w lecznicy na wizycie kontrolnej. Łapy nie prześwietlano. Została obejrzana i obmacana przez dwójkę weterynarzy (w tym przez chirurga, który przeprowadzał operację). Stwierdzili, że pacjent wygląda ładnie - łapa nie puchnie, opatrunek się nie zsunął i nie sączy się spod niego żaden wysięk. Czyli wszystko jest ok, kość najprawdopodobniej się zrasta, ZA CZTERY TYGODNIE MOŻECIE PAŃSTWO PRZYJŚĆ NA ZDJĘCIE OPATRUNKU.

Jeszcze cztery tygodnie!

To znaczy, że połamaniec "odsiedział" dopiero jedną trzecią swojego "wyroku".

Problem polega na tym, że teraz, kiedy Sammet wyraźnie czuje się lepiej i odzyskuje mobilność - już całkiem sprawnie kica na trzech łapach, jest w stanie samodzielnie zsunąć się z niskiego fotela na złożoną narzutę oraz wleźć z powrotem - zaczyna mu odbijać palma i chciałby wrócić do normalnego funkcjonowania: móc wskoczyć na parapet, na stół, a przede wszystkim zejść po schodach na dół i wyjść na dwór. To jest młody, aktywny kocur - wykastrowany, ale wychodzący, przyzwyczajony do spędzania całych dni w plenerze, i zupełnie mnie nie dziwi, że w mieszkaniu dostaje nomen omen kota. Codziennie przesiaduje przed zamkniętymi drzwiami na klatkę schodową i wrzeszczy stentorowym tonem: MIAUUU, MIAUUU, MIAUUUU! Dzisiaj tak mi dał w kość swoimi skargami, że przypięłam mu smycz do szeleczek i wyprowadziłam drania do ogrodu, ale nie docenił tego - chciał wpełznąć pod krzaki i wściekał się, że mu nie pozwalam.

Nie wiem, jak on i ja zniesiemy w tych warunkach jeszcze miesiąc. Weterynarz powiedział, że kot już może sobie kicać po mieszkaniu, ale mamy go pilnować, żeby nie skakał. Czarno to widzę, upilnowanie tego łobuza będzie trudniejsze z każdym dniem. Od 2 tygodni dostaje codziennie kapsułkę preparatu Kalm-Vet, żeby był spokojniejszy, ale to ewidentnie za mało. Znajomi radzą pokropić mu posłanie walerianą - spróbujemy, ale nie obiecywałabym sobie za wiele.

Jak jakimś cudem przetrwamy te cztery tygodnie, to łapa zostanie prześwietlona i jeśli okaże się, że kość się ładnie zrosła (co wcale nie jest takie oczywiste!), to Sammet dostanie znieczulenie wziewne, zdejmą mu opatrunek i wyjmą gwoździe.

A tak śpi drań, który dzisiaj kicał po całym domu oraz szarpał się ze mną w ogrodzie, hycząc i sycząc:







2 komentarze:

  1. No,niestety,kości potrzebują czasu.Szlag.Trzymajcie się.

    Chomik

    OdpowiedzUsuń
  2. Przynajmniej go nie boli... skoro szaleje. :P
    Powodzenia, wewnętrznego spokoju i cierpliwości dla was wszystkich, ludzi i kotów. :)

    OdpowiedzUsuń