2016-07-11

Wielkie kocie nieszczęście, czyli więzień Bastylii


Dla tych, którzy nie czytają mojego bloga na bieżąco: w czwartek wieczorem kot Sammet przywlókł się do domu ze złamaną łapą. Natychmiast odwieźliśmy go do lecznicy, gdzie po prześwietleniu okazało się, że kość udowa jest złamana mniej więcej w 1/3 wysokości (bliżej biodra), na szczęście w jednym miejscu, bez odłamów. Następnego dnia kot został poddany operacji (chirurg ortopeda zespolił kość za pomocą trzech gwoździ wszczepionych do jamy szpikowej), a dwie kolejne doby spędził na obserwacji w szpitaliku.

Dzisiaj rano odebraliśmy nieszczęśnika w gustownym czerwonym opatrunku usztywniającym, który wygląda trochę jak nogawka legginsów i obejmuje całą łapę, tak że tylko końce palców wystają. Opatrunek jest tak ciężki i nieporęczny, że biedak nie daje rady z nim ustać ani iść, od razu się przewraca. Pani weterynarz powiedziała przy wypisie, że kot "nie bardzo pozwala ze sobą cokolwiek robić" (czytaj - jego zachowanie w lecznicy było poniżej wszelkiej krytyki...) i jeśli zajdzie konieczność zmiany opatrunku, będzie trzeba to robić w znieczuleniu ogólnym. Mało optymistyczna perspektywa, ale dalej było jeszcze bardziej ponuro - przewidywany czas zrastania się kości udowej wynosi... od czterech do sześciu tygodni (u młodego kota może trochę krócej). Przez cały ten czas biedak będzie musiał mieć bardzo mocno ograniczoną możliwość poruszania się. Dostaliśmy cztery porcje antybiotyku w zastrzykach do podawania podskórnego, a także instrukcję, jak zabezpieczyć opatrunek, żeby się nie zsuwał z kociej pupy (kupić szeleczki i przywiązać go do nich tasiemką). Kazano nam pilnować, czy łapa nie puchnie, nie jest zimna i czy spod bandaży nie czuć smrodu świadczącego, że rana się zakaziła.

I to był niestety dopiero początek atrakcji. Sammet przez ponad dwie doby siedzenia w lecznicowej klatce nabawił się totalnej traumy szpitalnej. W czasie jazdy do domu wiercił się, głośno miauczał, zasikał transporterek i siebie, co go jeszcze bardziej wytrąciło z równowagi. Założenie mu szelek i zabezpieczenie opatrunku zgodnie z instrukcją wymagało już udziału trzech osób i grubych skórzanych rękawic. Ale i tak najgorsze dopiero nas czekało. Dzień wcześniej, zgodnie z instrukcją weterynarzy, kupiliśmy za 320 zł dużą składaną klatkę dla psa, z nadzieją, że wstawimy do niej posłanie, kuwetę i kot będzie tam grzecznie siedział przez następny miesiąc. A GUZIK PRAWDA! Zakupienie tej klatki, a później próba umieszczenia w niej przerażonego, rozwścieczonego kota, to zdecydowanie najgłupszy pomysł, na jaki mogłam wpaść. A wystarczyło się, kurka wodna, zastanowić i użyć wyobraźni... Sammet umieszczony w klatce wściekł się już ostatecznie i zamiast leżeć, zaczął się niezgrabnie, ale gorączkowo przemieszczać z kąta w kąt (czyli robić dokładnie to, czego nie powinien), przewracając się co chwila przez opatrunek. Metalowa klatka brzęczała, kot dostał jeszcze większego amoku, mimo że chwilę wcześniej zaserwowałam mu KalmVet (takie uspokajające mazidło doustne dla zwierząt) i nawet grzecznie go zlizał z moich palców. Kiedy już wyglądało na to, że zaczyna się uspokajać, dałam mu jeść, bo wiedziałam, że musi być głodny. Zawartość miseczki pochłonął żarłocznie, ale potem znowu zaczął się miotać po klatce, obijając się o ścianki i rozsypując żwir z kuwety. Szybciutko podjęłam decyzję - nic z tego nie będzie, przenosimy drania do łazienki, a potem się zastanowimy, co dalej.

W łazience Sammet dalej próbował gorączkowo łazić, przewracając się co chwila. Ja go delikatnie przytrzymywałam, głaskałam, ale zaczynałam się już bać, że bez mocnych środków uspokajających daleko nie zajedziemy. I wtedy mnie olśniło - kazałam mężowi przynieść z kosza na pranie stary koc, rozścieliliśmy go na kafelkach, nieszczęsny zestresowany Sammet legł na kocu i pomalutku zaczął się wyciszać. Jeszcze trochę głaskania... jeszcze chwilka... Kot się wyciągnął pod moją ręką, rozluźnił, przymknął oczy i nareszcie usłyszałam mruczenie.

Ponieważ łazienka nie jest bezpiecznym pomieszczeniem dla kota ze złamaną łapą, przygotowaliśmy mu pośpiesznie (w zasadzie to Jerzy przygotował, w czasie kiedy ja głaskałam biednego pacjenta) "pokój bez klamek" w WC, odgradzając muszlę klozetową składanym materacykiem do gimnastyki. Sammet został tam przeniesiony razem z kocem i... jak na razie godziny mijają, a on leży w tym więzieniu całkiem grzecznie. Chyba pomału dotarło do niego, że skoro nie może się samodzielnie utrzymać w pionie, to nie ma sensu próbować. Mruczy przy głaskaniu, liże sobie futro w miejscach, których może dosięgnąć, i zajada z apetytem, jeśli podstawi mu się miseczkę pod sam nos. Nie wiem tylko, jak on będzie w swoim nieszczęsnym opatrunku korzystał z kuwety - szczerze mówiąc czarno to widzę. Znajomi doradzają przyodzianie kota w mały pampers, ale nie wiem, czy to rozwiąże problem - czy pampers ma szansę zapobiec upapraniu opatrunku? Ogółem coś mi mówi, że najbliższy tydzień będzie ciężki zarówno dla Sammeta, jak i dla nas.

Nieszczęsna klatka została zdemontowana z powrotem i wymienimy ją w sklepie zoologicznym na bardziej przydatne towary. Zaprawdę, zaprawdę powiadam wszystkim, którzy mają koty - nie bądźcie tak głupi jak ja, nie próbujcie wsadzać zdenerwowanego chorego (lub, jak w tym przypadku, rannego) kota do składanej klatki, której ścianki brzęczą przy potrąceniu...

Serdecznie dziękuję wszystkim, którzy trzymają kciuki za łobuza i posyłają w jego kierunku dobre myśli!





Update poranny:

Na szczęście więzień Bastylii nie jest taki głupi i w nocy samodzielnie ogarnął temat załatwiania się z niesprawną łapą, tylko trochę pobrudził sobie futro pod ogonem. Komandos!!! Mnie pozostało jedynie posprzątać po nim. Jesteśmy po śniadanku (a w zasadzie po dwóch śniadankach) i dużej dawce miziania, dostaliśmy świeże posłanie z ręczników, zasiusiany koc powędrował do pralki, a teraz grzecznie leżymy i nie miauczymy.







3 komentarze:

  1. .. czy łapa nie puchnie, nie jest zimna i czy spod bandaży nie czuć smrodu świadczącego, że rana się zakaziła -rany, to brzmi paskudnie!Mam nadzieję,że wszystko się zrośnie i zagoi.Współczuję przebojów z klatką.Biedny ten kot.

    Chomik

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Biedny :( Wszyscy go bardzo żałujemy.

      Usuń
  2. Niech się kociak trzyma i zdrowieje.

    OdpowiedzUsuń