2016-07-12

Więzień Bastylii: dzień trzeci


Mija trzecia doba, odkąd nasz nieszczęsny połamaniec wrócił ze szpitaliku z gwoździami w złamanej kości udowej. Na szczęście nie wymaga opieki całodobowej, ale zajmowanie się nim i tak pochłania sporo czasu. Kot daje już radę dźwignąć się i samodzielnie utrzymać w pionie na czterech łapach, ale kiedy próbuje iść, przewraca się (w sumie to dobrze, bo powinien się jak najmniej ruszać). Jedzonko i wodę trzeba mu podstawiać pod sam nosek, bo ma problem z kontrolowanym przemieszczaniem się, nawet pełznąc. Zajada z apetytem, co nas cieszy. Teraz, kiedy otrząsnął się z traumy szpitalnej, jest zaskakująco cierpliwym pacjentem, ale zaczyna się nudzić w zamknięciu, więc staramy się mu organizować w miarę często seanse interakcji - czułe mizianie i ostrożne zabawy z tasiemką (przednimi łapkami można ją chwytać na leżąco).

To nie koniec atrakcji. Co najmniej przez tydzień od operacji Sammet musi otrzymywać antybiotyk w zastrzykach podskórnych. Dostaliśmy od pani wet kilka strzykawek jednorazowych z nabranymi porcjami leku gotowego do wstrzyknięcia. Nie umiałam na początku wykonywać tych zastrzyków, bo mi nieprecyzyjnie wytłumaczono, jak to robić. W lecznicy niby przećwiczyłam, ale średnio mi poszło, a próbując po raz pierwszy samodzielnie w domu, zmarnowałam jedną porcję antybiotyku i umęczyłam kota (już i tak zestresowanego jazdą z lecznicy i przebojami z klatką). Wczoraj bardzo długo szukałam w Internecie, jak wykonuje się takie zastrzyki prawidłowo, i wpadłam na genialny pomysł, żeby na chwilę przed podaniem leku zająć Sammeta starą skarpetką pokropioną kroplami żołądkowymi (waleriana). Podziałało!!! Kot nawet nie pisnął. Dzisiaj niestety poszło mi już gorzej i wkłuwałam się dwa razy, zanim się w końcu udało.

A tak cieszyła się wczoraj Ofelia, że Sammet złamał łapę i leży zamknięty w klozecie:




2 komentarze:

  1. Dobrze, że mały znosi jakoś rekonwalescencję (żeby nie było, jego epopeję śledzę od początku, ale jakoś nie skomentowałam dotąd). Zastrzyki podskórne robiliśmy kiedyś naszemu prosiakowi, jak miała operację entropium (Skuld jest jednym z tych dziwnych stworzeń, któremu łatwiej zrobić zastrzyk niż podać cokolwiek doustnie). Na szczęście Luby ma tę sztukę dość dobrze opanowaną.
    Niech szybko się zrasta kotecek.:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Powodzenia! Zastrzyki są trudne,podziwiam.
    Fajne zdjęcie,koci leniuszek zadowolony.

    Chomik

    OdpowiedzUsuń