2016-07-20

Żmijowo i kocio


Pochwalę się, a co: skończyłam tekst! Pierwszy po dłuuugiej przerwie, który uważam za satysfakcjonujący i godny opublikowania. Mikropowieść o Krzyczącym w Ciemności, 102 tysiące znaków ze spacjami (po poprawkach może się jeszcze odrobinę skróci). W kolejce do dokończenia jest następne, trochę krótsze opowiadanie o żmiju. Oba bazują na pomysłach, które "chodziły za mną" przez lata, i oba bardzo długo leżały na dysku rozgrzebane. Niestety wieloletnie doświadczenie potwierdza, że albo pracuję full time, albo piszę full time - opcji pośredniej nie ma. Pisanie "po troszku, po kawałeczku" jest nieefektywne: na przestrzeni ostatniego roku wyprodukowałam trochę fragmentów różnych tekstów, ale nie umiem w takich warunkach doprowadzać fabuł do końca.

Wieści z frontu kociego są chwilowo trochę mniej optymistyczne. Połamaniec jest młody, energiczny, widać, że mu się nudzi i że niewygodny opatrunek coraz bardziej go frustruje. Ponieważ mam miękkie serce i nie chcę trzymać biedaka w zamknięciu, gdzie lamentuje wniebogłosy, przez większość czasu pozwalam mu siedzieć na fotelu w pokoju, ale to znaczy, że sama muszę stale przebywać w pobliżu i mieć na niego oko. Pół biedy, kiedy Sammet grzecznie leży na fotelu. Gorzej, że miewa fazy, kiedy chciałby sobie pospacerować po mieszkaniu, wskoczyć na łóżko, a najlepiej pójść na dwór i kulturalnie załatwić się pod krzakiem zamiast męczyć się w kuwecie, w której ma problemy z utrzymaniem równowagi i przyjęciem odpowiedniej pozycji (trzeba go przytrzymywać, żeby na przykład nie nasiusiał na ścianę). Przećwiczyliśmy już ataki furii pod zamkniętymi drzwiami na klatkę - z hyczeniem, syczeniem, gryzieniem i drapaniem. Żeby ułatwić życie kotu i sobie, po dwóch dniach przebojów kuwetowych (awantury, miauczenie, niecelne siusianie i sypanie żwirkiem na pół przedpokoju) zorganizowaliśmy mu "specjalistyczne wyposażenie", jak powiedziałby filmowy Hagrid (bardzo lubię scenę z filmu "Harry Potter i Komnata Tajemnic", kiedy Hagrid mówi do wymiotującego pomrowami Rona "this calls for specialist equipment", po czym przynosi drewnianą balię), to znaczy duże, płaskie kartonowe pudło ze żwirkiem, gdzie jest dość miejsca na zataczanie się z usztywnioną łapą. Oczywiście wszyscy mamy nadzieję, że kość się zrasta - na dniach będziemy jechać do lecznicy na kontrolne prześwietlenie.








2 komentarze:

  1. Nie mogę się doczekać nowej historii o Krzyczącym. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja też!! Kotu zyczę zdrowia!Męczy się,biedak.

    Chomik

    OdpowiedzUsuń