2016-11-01

Płomyczek w ciemności


Jedni rozdzierają szaty nad tym, że złowrogie obce Halloween zagraża naszej rodzimej tradycji odwiedzania grobów, wprowadza wpływy pogańskie, szatańskie i co to będzie. Inni narzekają, że zamiast nastroju jesiennej zadumy przeżywamy na cmentarzach inwazję obrzydliwej komercji - grające znicze ze sztucznymi diamencikami, stragany z kiełbasą, pańską skórką i zabawkami dla dzieci - oraz festiwal próżności nad grobem bliźniego (czytaj: ciocie w nowych kozaczkach, z trwałą świeżo od fryzjera, oraz rywalizacja, czyj znicz większy), ogólnie odpust, jarmark i ohyda. Cytując wypowiedzi znajomych z Facebooka:

"Kebab, rurki z kremem, kawa, herbata, stoliki, szczekające pieski na baterie [...] świecące i
grające aniołki, szczypki..."

"...w tym roku hitem bazarku okołocmentarnego okazało się stoisko z rydzami. Miejsce drugie: kaszanka i kiełbasa wiejska. Za to pańska skórka i "szyszki" z dmuchanego ryżu schodzą słabo - wyraźny problem z nadprodukcją. Ilość osób robiących śłit focie z pięknie udekorowanym grobem powala. (I to wcale nie gimbaza tylko panie i panowie 60+). Awantury jak postawić świeczki, znudzone dzieciaki plus dwójka Rumunów (chyba?) grających w kółko na harmoszce "Rozkwitały jabłonie i grusze" (nie pytajcie dlaczego - nie wiem)."


Na szczęście w Lublinie na cmentarzu przy ulicy Lipowej nie było dzisiaj ani rydzów, ani piesków na baterie, ani kaszanki, ani rurek z kremem. Nie widziałam też niesławnych zniczy ze sztucznymi diamencikami i pozytywką. Był mżący z zachmurzonego nieba deszcz, opadające żółte liście, mnóstwo białych oraz kolorowych chryzantem, spokojnie palące się płomyczki zniczy "z daszkiem" i niespokojnie tańczące, kopcące płomienie lampek starego typu - tych bez daszka. Byli ludzie pod parasolami mijający się ostrożnie w cmentarnych alejkach 
i kwesta na odnowę cmentarnych zabytków w wykonaniu przemarzniętych kwestujących. Pochylone stare drzewa, omszałe ze starości nagrobki, zziębnięte ręce zapalające kolejną zapałkę, kolejny znicz - przy pomnikach upamiętniających zbrodnię katyńską, masakrę na Wołyniu, przy grobach Józefa Czechowicza i generała Tumidajskiego. Co roku przychodzę na ten cmentarz 1 listopada, marznę, patrzę na bogato przybrane groby oraz na te, na których pali się tylko jedna samotna świeczka, na setki falujących płomyków pod pomnikami, i za każdym razem na nowo dociera do mnie, czemu właśnie płomyczek w ciemności jest symbolem nieśmiertelnej duszy.

W chwili, gdy piszę te słowa, jest już wieczór. Siąpiący deszcz przemienił się w ulewę, na cmentarzach pewnie nie ma żywej duszy - tylko dogasające znicze i moknące wiązanki, a poniższa piosenka (z płyty zatytułowanej - zbiegiem okoliczności - "Ghostlights") ładnie oddaje mój nastrój.





Image courtesy of 9comeback at FreeDigitalPhotos.net


1 komentarz:

  1. O,jaki piękny wpis.Grających zniczy nie widziałam,ale cykanie zdjęć przy grobie owszem..Dziwne..Dla mnie zawsze hitem będzie rodzinka,która siedziała niedaleko grobów mojej rodziny i omawiała wyniku moczu babci... Słychać było znakomicie.
    A, jeszcze gofry mnie zdziwiły..


    Chomik

    OdpowiedzUsuń