2016-11-29

Wieści listopadowe


Obiecywałam sobie, że mając w listopadzie do dyspozycji trochę więcej wolnego czasu, będę częściej zamieszczać wpisy na blogu, ale jakoś tak wyszło, że wolny czas został spożytkowany na inne aktywności... Mam różne plany i różne projekty, niektóre w trakcie realizacji, inne dopiero w fazie niemrawego wykluwania się. Blog prędzej czy później pewnie doczeka się przebudowy, ale to dopiero w Nowym Roku.

Za mną Falkon - bardzo udany w tym roku, zorganizowany zdecydowanie lepiej niż w poprzednich latach (to nie tylko moje zdanie). Na dniach postaram się zamieścić fotorelację. Wygłosiłam prelekcję o trądzie (ku mojej uldze tym razem nikt nie zemdlał), wzięłam udział w dwóch fajnych panelach dyskusyjnych i spędziłam masę czasu, słuchając prelekcji popularnonaukowych oraz "ogólnociekawostkowych". Generalnie moje pozytywne wrażenia z festiwalu w dużym stopniu pokrywają się z wrażeniami Achiki, której relację z Falkonu możecie przeczytać w Esensji.




Z wieści literackich: na Falkonie, zgodnie z planem, miała swoją premierę antologia Fabryki Słów "Na nocnej zmianie. Pióra Falkonu", w której znalazło się moje opowiadanie "Panicz z Ertel-Sega". Mam też informację dla tych, którzy ewentualnie próbowaliby zakupić przed świętami któryś z tomów "Teatru węży" - otóż chwilowo nie jest to możliwe, chyba że na Allegro. Wspominałam już, ale powtórzę - zarówno ebookowe, jak i papierowe wydanie "Teatru..." zostały przejściowo wycofane z dystrybucji, bo w 2017 r. nakładem Rebisu ukaże się wznowienie wszystkich trzech tomów w jednolitej szacie graficznej. (Właśnie jestem w trakcie wykonywania korekty autorskiej "Pośród cieni".)

Koty mają się dobrze. Ofelia albo śpi, albo wyleguje się w charakterze Precla Kanapowego, albo (z rzadka) przemyka po domu i warczy na Sammeta. Sammet, który mimo zimnej pogody nadal spędza średnio po pół nocy na dworze, jak co roku zamienił się w Kocura bez Dna (od znajomego zasłyszałam inne piękne określenie na łakomego kota: Kotoleon Nienażarte) i pochłania niewiarygodne ilości jedzenia, ale nic po nim nie widać, tylko sierść zamienił na zimową. Wczoraj po południu spożył resztkę saszetki, gotowane kurze mięsko z rosołkiem, zakąsił chrupkami, a potem wskoczył na kuchenny stół i tak długo go okupował, wołając "arr, arr!" (w wolnym tłumaczeniu: dawaj babo żreć!), że w końcu otworzyłam świeżą saszetkę z indykiem i dałam draniowi połowę. Zjadł do czysta!




1 komentarz:

  1. Falkon był super, zdjęcie kota też! Nienażarte -dobre.Fajnie,ze wszystko ok i kot lata.
    Ja mam wszystkie tomy ,haha!!

    Chomik

    OdpowiedzUsuń